Gdyby jakiś człowiek
miał sto owiec i jedna z nich zabłąkałaby się, czyż nie zostawi w górach
dziewięćdziesięciu dziewięciu i nie pójdzie szukać zabłąkanej? A jeśli mu się
uda ją odnaleźć, zaprawdę powiadam wam, że się z niej bardziej raduje niż z dziewięćdziesięciu
dziewięciu, które się nie zabłąkały (Mateusz 18:12-13)
Astronomowie uważają, że
nasza galaktyka ma średnicę około 100.000 lat świetlnych, to jest około 950.000.000.000.000.000
km, i składa się z około 200 miliardów gwiazd. Ilość galaktyk oszacowano na
podstawie obserwacji niewielkiego fragmentu nieba (0,000001%) przeprowadzonej
przy pomocy teleskopu Hubble’a. Tylko w tym niewielkim obszarze znajduje się około
10.000 galaktyk. Przy założeniu, że galaktyki są rozmieszczone w sposób
równomierny, ich całkowita liczba we wszechświecie może liczyć 100 miliardów.
Nawet gdyby rzeczywiste liczby były wielokrotnie mniejsze, to i tak robią duże wrażenie.
Zwłaszcza, gdy mamy świadomość, że wszystko to zostało stworzone przez Boga. Czy
jesteśmy w stanie wyobrazić sobie istotę, która stworzyła swoim słowem te
ogromne ilości galaktyk, gwiazd i światów? A to przecież nie wszystko, Bóg nie
tylko stworzył gwiazdy i galaktyki, jego dziełem jest każdy pojedynczy atom!
Szacuje się, że sama ziemia składa się z około 1050 atomów! A ile
jest atomów w całym wszechświecie? Są to liczby, które trudno sobie nawet
wyobrazić. A przecież Bóg nie tylko stworzył to wszystko, ale także w każdej
chwili, swoim słowem, podtrzymuje istnienie całego wszechświata!
Niebiosa opowiadają
chwałę Boga, a firmament głosi dzieło rąk jego (Psalm 19:2)
Kto wysłowi potężne
dzieła Pana, kto ogłosi całą chwałę jego? (Psalm 106:2)
A
co z naszymi myślami? Bóg w odpowiednim momencie „ujawni to, co ukryte w
ciemności, i objawi zamysły serc” (1 Koryntian 4:5), a to oznacza, że On
doskonale zna nasze myśli, nawet te, które ukrywamy bardzo głęboko. Nasz
Stwórca zna nas lepiej niż my sami, ponieważ czasem nie chcemy przyznać się sami
przed sobą do tego, co mamy w naszych sercach. Przed Bogiem nic nie można
ukryć. I jest jeszcze coś, co pokazuje nam jaki jest Bóg. On nie tylko wie o
wszystkim, co się dzieje, ale też wie o wszystkim, co ma się stać.
Oczy twoje widziały czyny
moje, w księdze twej zapisane były wszystkie dni przyszłe, gdy jeszcze żadnego
z nich nie było (Psalm 139:16)
Jakimi
możliwościami musi dysponować Bóg, aby nie tylko stwarzać i podtrzymywać
istnienie tego co stworzył, ale też znać swoje stworzenia i ich przyszłość?
Myślę, że to wielokrotnie przekracza możliwości naszej wyobraźni. A to przecież
jeszcze nie wszystko. Ten Wszechmocny, Wszechobecny i Wszechwiedzący Bóg kocha
wszystkie swoje stworzenia tak mocno, że dla ratowania upadłych ludzi zrezygnował
ze swojej pozycji w Niebie i przyszedł na naszą planetę, jedyne skażone
grzechem miejsce w całym wszechświecie, aby zrealizować plan naszego zbawienia.
Przypowieść o zagubionej owcy w symboliczny sposób przedstawia właśnie tę
prawdę o Jezusie. To Jezus jest właścicielem stu owiec, i to jemu zaginęła jedna
z nich. To my, upadła i przywiązana do grzechu ludzkość jesteśmy tą jedną zagubioną
owcą. Spośród wszystkich stworzonych przez Boga światów tylko jeden został skażony
grzechem. I chociaż Jezusowi pozostało dziewięćdziesiąt dziewięć owiec, czyli
nieupadłych i bezgrzesznych światów, to nasze grzechy nie zmieniły Jego miłości
do nas. Bóg kocha nas i właśnie ze względu na nasz stan dokłada wszelkich wysiłków,
aby nas uratować. „Bóg tak umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał,
aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny”. (Jana 3:16).
„O, tajemnico odkupienia! Miłości Boża do świata, który Go nie kochał! Kto
może poznać głębię miłości przekraczającej ‘wszelki rozum’? Przez nieskończone
wieki nieśmiertelne umysły, usiłując zgłębić tę niezgłębioną miłość, będą trwać
w zachwycie i uwielbieniu” {PPr 44.3}.
Czy jesteśmy w stanie wyobrazić sobie
na jaką zmianę zdecydował się Jezus? W roku 1881 ukazała się powieść Marka
Twaina „Książę i żebrak”, w której dochodzi do zamiany miejsc między dziedzicem
tronu angielskiego, księciem Edwardem i młodym żebrakiem, który nie tylko
urodził się w tym samym czasie co książę, ale też był do niego bardzo podobny. Dla
młodego księcia ta zamiana była czymś, co zrobił dla zabawy, jednak dosyć
szybko zabawa zmieniła się w koszmar. Książę robił wszystko, aby ten koszmar
zakończyć. Czy między życiem księcia a życiem żebraka jest duża różnica? Z całą
pewnością, jednak na pewno nie tak duża, jak między życiem Króla i Władcy
całego świata, a życiem skromnego człowieka na ziemi. Jezus dokładnie wiedział
co spotka go na ziemi i jak będzie wyglądało jego życie. Gdyby książę Edward
wiedział co go spotka, nigdy nie doprowadziłby do tego, aby znaleźć się na
miejscu żebraka. Jezus nie tylko wiedział jaki czeka go los, ale pragnął tej zamiany.
I to jest właśnie to, czego nasze egoistyczne z natury serce nie może zrozumieć.
Jak można pragnąć takiego poniżenia?
Pragnę czynić wolę twoją,
Boże mój, a zakon twój jest we wnętrzu moim (Psalm 40:9)
Tylko nieliczni ludzie są gotowi do całkowitego
poświęcenia samego siebie w celu ratowania kogoś bliskiego, ale czy to, co
tracą, pomijając sytuacje, gdy tracą życie, może choćby w minimalnym stopniu
równać się z tym, z czego zrezygnował Jezus? On zajmował w Niebie pozycje Boga,
ale „na krótko uczyniony został mniejszym od aniołów” (Hebrajczyków
2:9). Wiedział, że realizacja planu zbawienia pozbawi go na zawsze jednej z
boskich cech, ponieważ po związaniu się z ludzkim ciałem Jezus stracił możliwość
wszechobecności. To dlatego powiedział swoim uczniom: „Lepiej dla was, żebym
Ja odszedł. Bo jeśli nie odejdę, Pocieszyciel do was nie przyjdzie, jeśli zaś
odejdę, poślę go do was” (Jan 16:7). A mimo to chciał to zrobić. Jak wielu
z nas w pewnych sytuacjach robi coś dla innego człowieka, ale myśli o tym jako
o wielkim poświęceniu i tak naprawdę nie chce tego robić? Jezus o swojej roli w
planie zbawienia oraz o posłuszeństwie Ojcu myślał zupełnie inaczej.
„Ustawy
twoje są rozkoszą moją (…) Prowadź mnie ścieżką przykazań twoich, bo w niej mam
upodobanie! (…) oto tęsknię do przykazań twoich (…) Rozkoszuję się
przykazaniami twoimi, które pokochałem” (Psalm 119:24.35.40.47).
Myślę, że wielu z nas zna pewne uczucie, które
sprawia, że czasem nie możemy powstrzymać się od działania. W takich sytuacjach
nawet nie myślimy o tym, że musimy to coś zrobić, po prostu odczuwamy tak dużą
potrzebę zrobienia tego czegoś, że nic nie jest w stanie nas powstrzymać. Z
jakiego powodu podejmujemy wtedy decyzję o działaniu? Co nas popycha do tego
działania? Są dwie możliwości, obie związane z miłością. Pierwsza to nieegoistyczna,
Boża miłość; druga to miłość do samego siebie, czyli egoizm. Przykłady tej
drugiej każdy z nas może odnaleźć we własnym życiu. Wystarczy przypomnieć sobie
te sytuacje, w których decydowaliśmy się na zrobienie czegoś, co było sprzeczne
z tym, co podpowiadał nam zdrowy rozsądek i głos sumienia. Najlepszym
przykładem tej pierwszej jest oczywiście Jezus Chrystus.
To miłość była powodem wszystkich działań
podjętych przez Jezusa, miłość do Ojca i miłość do nas, jego stworzeń. Jak
wielka jest ta miłość, skoro świadomość tego, co się z Nim stanie, nie mogła Go
powstrzymać od przyjścia na ziemię? Czy naprawdę potrafimy to sobie wyobrazić?
Czy rzeczywiście poznaliśmy cenę, jaką Jezus zapłacił za to, aby umożliwić nam zbawienie
i czy ta wiedza wpłynęła we właściwy sposób na nasze życie? Jaką wiedzę
zdobyliśmy podczas studiowania Bożego Słowa? Czy ta wiedza jest dla nas
objawieniem Bożego charakteru, Bożej miłości?
Jezus powiedział do religijnych przywódców
Izraela: „Badacie Pisma, bo sądzicie, że macie w nich żywot wieczny; a one
składają świadectwo o mnie” (Jana 5:39). Bóg dał nam Biblię nie tylko po
to, aby przekazać nam Boże Prawo, ale przede wszystkim po to, aby objawić nam
Prawdę, czyli Jezusa Chrystusa. Biblia jest objawieniem Bożego charakteru,
którego fundamentem jest miłość, a właściwie najwyższy rodzaj miłości, o której
Jezus powiedział: „Większej miłości nikt nie ma nad tę, gdy kto życie swoje
kładzie za przyjaciół swoich” (Jana 15:13). Boże Słowo ma w sobie moc
zdolną do doprowadzenia grzesznika do upamiętania, pokochania Boga i odrzucenia
grzechu. Każdy, kto zrozumiał ten przekaz Biblii, może odczuć tę moc we własnym
życiu. Niestety nie wszyscy ci, którzy czytają Biblię, odnajdują w niej tę
prawdę, i z tego powodu błądzą, chociaż są przekonani, że poznali Prawdę. Do
takich właśnie ludzi Jezus powiedział: „Czy nie dlatego błądzicie, że nie
znacie Pism ani mocy Bożej” (Marek 12:24). Byli to faryzeusze i uczeni w
Piśmie, ale całą ich wiedzę Jezus ocenił jako bezwartościową. Dlaczego?
Ponieważ nie rozumieli prawdziwego znaczenia tego, co czytali. I co ważniejsze,
w ich życiu nie objawiło się działanie mocy Bożej, tej mocy, która jako jedyna
jest w stanie przekształcić grzesznika w człowieka sprawiedliwego. Ta moc
objawiła się na przykład w życiu tych Tesaloniczan, którzy przyjęli ewangelię
przekazaną im przez apostoła Pawła. „A przeto i my dziękujemy Bogu
nieustannie, że przyjęliście Słowo Boże, które od nas słyszeliście nie jako
słowo ludzkie, ale, jak jest prawdziwie, jako Słowo Boże, które też w was
wierzących skutecznie działa” (1 Tesaloniczan 2:13). To samo Słowo Boże,
które skutecznie działało na Tesaloniczan, może też działać na nas, ponieważ nadal
jest „żywe i skuteczne, ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające
aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne ocenić zamiary i
myśli serca” (Hebrajczyków 4:12).
Czy Boże Słowo tak właśnie działa w moim życiu?
Czy przenika jak ostry miecz moją świadomość i obnaża przede mną prawdę o tym,
kim jestem? Czy Boże Słowo uświadomiło mi jak bardzo potrzebna mi jest Boża
pomoc? Jezus powiedział: „Kto trwa we mnie, a Ja w nim, ten wydaje wiele
owocu; bo beze mnie nic uczynić nie możecie” (Jana 15:5). Według Jezusa jedynym
warunkiem dobrego życia jest trwanie w Nim. Dlaczego nie powiedział tu o tym,
jak ważne w naszym życiu jest przestrzeganie przykazań? Czy na kilka godzin
przed swoją śmiercią na krzyżu zaprzeczył sam sobie, skoro wcześniej mówił, że
kto chce być zbawionym, powinien przestrzegać przykazań? Nie ma tu żadnej
sprzeczności, ponieważ przestrzeganie przykazań jest owocem trwania w Jezusie,
a nie sposobem na trwanie w Nim. Trwanie w Bogu to przede wszystkim miłość do
Boga, ponieważ „na tym bowiem polega miłość ku Bogu, że się przestrzega
przykazań jego, a przykazania jego nie są uciążliwe” (1 Jana 5:3). „Kto
zachowuje Słowo jego, w tym prawdziwie dopełniła się miłość Boża. Po tym
poznajemy, że w nim jesteśmy. Kto mówi, że w nim mieszka, powinien sam tak
postępować, jak On postępował” (1 Jana 2:5-6).
Czy właśnie tak Słowo Boże
działa w moim życiu? Jeżeli nie, to świadczy to o tym, że jeszcze nie poznałem
Boga i nie pozwoliłem Bożemu Słowu skutecznie we mnie działać. A jeżeli tak, to
moja cała wiedza o biblijnych prawdach w żaden sposób nie przybliży mnie do
Boga i do zbawienia. Mój rozum może przyjąć i zaakceptować fakt, że to Biblia
jest najwyższym autorytetem w sprawach wiary, mogę zgadzać się z tym, że
tradycja, doświadczenie i inne źródła wiedzy o Bogu muszą być podporządkowane
Biblii i przez Biblię sprawdzane. Mogę akceptować doktryny wiary, ponieważ
widzę ich biblijne uzasadnienie. Mogę być przekonany o tym, że to sobota jest
Bożym sabatem, albo że po śmierci umarli nie idą do nieba, czyśćca lub piekła,
ale zapadają w sen, który trwać będzie aż do zmartwychwstania. Mogę wierzyć w
to, że nie ma wiecznego piekła i nie ma czyśćca, a mimo to, mimo całej tej
wiedzy nie bliżej Boga niż ateiści. Dlaczego? Ponieważ Boże Słowo nie działa
skutecznie w moim życiu, ponieważ Boże Słowo nie ujawniło w moim życiu swojej
mocy. Ponieważ cała posiadana przeze mnie wiedza nie zmieniła mnie i nie uczyniła
ze mnie człowieka narodzonego na nowo. Ponieważ tak naprawdę nie poznałem Boga
i nie pokochałem Go tak, abym dzięki tej miłości żył tak, jakby to Jezus żył we
mnie. Ponieważ moje myśli, uczucia i pragnienia nie są takie, jak myśli,
uczucia i pragnienia Jezusa. Ponieważ nie jestem doskonały w jedności z Nim, a
przecież o taką jedność Jezus modlił się przed swoją śmiercią na krzyżu:
„Aby wszyscy byli jedno, jak Ty, Ojcze, we
mnie, a Ja w tobie, aby i oni w nas jedno byli, aby świat uwierzył, że Ty mnie
posłałeś” (Jana 17:21).
Życie Jezusa jest najlepszym i najdoskonalszym
objawieniem Bożej miłości. Jest objawieniem tego, jak bardzo nasz Bóg, Stwórca
całego wszechświata, ten który każdego dnia podtrzymuje swoim Słowem istnienie
tego, co stworzył, jak bardzo kocha On wszystkie swoje stworzenia, wliczając w
to nas, upadłych i przywiązanych do grzechu ludzi, żyjących na planecie, która
jako jedyna w całym Bożym stworzeniu została zanieczyszczona i zepsuta
grzechem. Czy świadomość ogromu tej miłości robi jeszcze na nas jakieś
wrażenie?
_____________________________________
PPr – Ellen White, Patriarchowie i prorocy
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz