A jest w
Jerozolimie przy Owczej Bramie sadzawka, zwana po hebrajsku Betezda, mająca
pięć krużganków. W nich leżało mnóstwo chorych, ślepych, chromych i wycieńczonych, którzy czekali na poruszenie wody. Od czasu do
czasu zstępował bowiem anioł Pana do sadzawki i poruszał wodę. Kto więc po
poruszeniu wody pierwszy do niej wstąpił, odzyskiwał zdrowie, jakąkolwiek
chorobą był dotknięty
(Jana 5:2-4 BW)
Niedawno, podczas pewnej
dyskusji, ktoś nawiązał do wydarzenia opisanego w piątym rozdziale ewangelii
Jana. Przypomniałem sobie co sam kiedyś widziałem w tej scenie, jak ją
rozumiałem. A widziałem w niej tłum chorych ludzi, którym Bóg dawał szansę na
odzyskanie zdrowia. Wystarczyło, aby taki chory wszedł do wody po tym, jak
znajdzie się tam anioł Pana. Biblia podaje nam różne przykłady cudu uzdrowienia,
a ten jest po prostu jednym z nich. Jednak pewnego dnia, gdy kolejny raz
czytałem ten tekst, coś zwróciło moją uwagę i zacząłem się nad czymś
zastanawiać.
Zadałem sobie pytanie,
dlaczego odzyskanie zdrowia było dostępne tylko dla tego, kto pierwszy wszedł
do sadzawki? Jezus przyszedł na ziemię, aby objawić nam prawdę o Bogu, prawdę o
miłości Boga do upadłych ludzi. Dokonane przez Niego uzdrowienia miały głębokie
symboliczne znaczenie i wskazywały na uzdrowienie od grzechu, najgroźniejszej
choroby ludzkości. Bóg chce każdego człowieka uzdrowić od grzechu, On chce
zbawić każdego z nas. Dlaczego więc w sadzawce Betezda uzdrowiony mógł zostać tylko
ten, kto po poruszeniu wody pierwszy do niej wszedł? Dlaczego ktoś, kto nie
mógł odpowiednio szybko dotrzeć do wody był skazany na porażkę? Przecież w
wielu sytuacjach Jezus działał zupełnie inaczej, objawiając tym samym chęć i
pragnienie Ojca, aby każdy człowiek został wyleczony. Jak często ludzie
przychodzili do Jezusa, prosząc Go o uzdrowienie? A przecież On nigdy nie
powiedział, że uzdrowi tylko tych, którzy zbliżą się do niego pierwsi, a cała reszta
musi poczekać na inną okazję. Gdy Jezus uzdrowił w sabat człowieka z uschłą
ręką, faryzeusze naradzali się jakby go zgładzić. „A gdy się Jezus o tym
dowiedział, odszedł stamtąd i szło za nim wielu, i uzdrowił ich wszystkich”
(Mateusza 12:15). Porównując to, co Biblia w różnych miejscach mówi o Bogu, dostrzegłem
pewną sprzeczność między obrazem Boga kochającego wszystkich ludzi, a tym
obrazem, który został pokazany w scenie przy sadzawce Betezda. Ale jak wyjaśnić
to, że na skutek interwencji anioła Pana uzdrawiany był tylko ten, który był
najszybszy?
Ponieważ korzystam z
Biblii Warszawskiej, postanowiłem sprawdzić jak ten fragment wygląda w innych
tłumaczeniach. Na przykład w Nowej Biblii Gdańskiej fragment mówiący o zstępującym
do wody aniele wygląda tak: „Gdyż w czasie stosownej pory, do sadzawki
zstępował anioł oraz poruszał wodę”. Inne tłumaczenia: „Anioł bowiem
zstępował w stosownym czasie i poruszał wodę” (Biblia Tysiąclecia), „Od
czasu do czasu zstępował Anioł do sadzawki i poruszał wodę” (Biblia
Lubelska). Okazało się, że niektóre tłumaczenia nie mówią o tym, że to „anioł
Pana” poruszał wodę, ale po prostu anioł. Postanowiłem więc sprawdzić, jak
to wygląda w oryginalnym tekście greckim i dowiedziałem się, że jest w nim
słowo „anioł”, ale nie ma określenia „Pana”.
Chyba nietrudno jest zrozumieć
znaczenie tego faktu. Przecież słowo anioł nie musi wcale oznaczać anioła,
którego posłał Bóg. „I wybuchła walka w niebie; Michał i aniołowie jego stoczyli
bój ze smokiem. I walczył smok i aniołowie jego, lecz nie przemógł i nie
było już dla nich miejsca w niebie, i zrzucony został ogromny smok, wąż
starodawny, zwany diabłem i szatanem, który zwodzi cały świat, zrzucony został
na ziemię, zrzuceni też zostali z nim jego aniołowie” (Apokalipsa
12:7-9). Mamy dwa rodzaje aniołów, jedni są posłuszni Bogu, a drudzy są
posłuszni szatanowi. Jaki anioł powodował poruszenie wody w sadzawce? Posłany
przez Boga czy przez szatana? Jeżeli był to anioł posłany przez Boga, to
oznaczałoby to, że Bóg preferuje tylko tych, którzy są silniejsi, a odrzuca
słabych. Jednak ta koncepcja jest niezgodna z kontekstem Biblii, która mówi, że
Bóg kocha wszystkich i chce pomóc każdemu człowiekowi. W takim razie, dlaczego
szatan miałby posyłać swojego anioła, aby uzdrawiał ludzi, nawet jeżeli pomaga
w ten sposób tylko pojedynczym ludziom? Tak czy inaczej pomaga, robi coś
dobrego. Czy naprawdę? W sadzawce Betezda wybrani ludzie doznawali uzdrowienia
ciała, Bóg chce uzdrawiać nasze dusze. Zdrowe ciało nie zapewnia nam zbawienia,
ale zdrowa dusza tak.
Szatan wykorzystuje różne
cuda, aby zwieść ludzi, ponieważ przedstawia w ten sposób fałszywy obraz Boga.
Szatan sprawia w ten sposób, że ludzie przypisują Bogu cechy charakteru
szatana. Biblia ostrzega nas przed tego typu oszustwami. W czasach końca „powstaną
bowiem fałszywi mesjasze i fałszywi prorocy i czynić będą wielkie znaki i
cuda, aby, o ile można, zwieść i wybranych” (Mateusza 24:24). Będzie
wielu ludzi uważających się za wierzących, którzy będą uważali, że Bóg działa
przez nich dokonując cudów, ale będą to tylko szatańskie oszustwa. „W owym
dniu wielu mi powie: Panie, Panie, czyż nie prorokowaliśmy w imieniu twoim i w
imieniu twoim nie wypędzaliśmy demonów, i w imieniu twoim nie czyniliśmy wielu
cudów? A wtedy im powiem: Nigdy was nie znałem. Idźcie precz ode mnie wy,
którzy czynicie bezprawie” (Mateusza 7:22-23). Oczywiście nie oznacza to,
że każdy cud uzdrowienia jest dziełem szatana, chodzi jednak o to, aby nie
kojarzyć automatycznie każdego takiego cudu z działaniem Boga. Bardzo ważny
jest też kontekst wydarzenia. W przypadku tego, co działo się w sadzawce
Betezda ważne jest nie to, że dochodziło do uzdrowienia ludzi, ale to, że tylko
najsilniejsi, lub ci, których stać było na odpowiednią pomoc, mogli zostać
uzdrowieni. Szatan chce abyśmy właśnie w taki sposób patrzyli na Boga, chce,
aby wydawało się nam, że Bóg kocha tylko wybranych, a gardzi całą resztą.
W takim razie, dlaczego
Jezus uzdrowił wtedy tylko jednego człowieka? Przecież nad sadzawką znajdowało
się „mnóstwo chorych, ślepych, chromych i wycieńczonych”, a jednak tylko
jeden z nich został wyleczony. Jezus nigdy nie robił nic przypadkowo. Każde jego
słowo czy gest miały jakieś znaczenie. Dlaczego nikt więcej nie odzyskał wtedy
zdrowia? Łatwiej jest znaleźć odpowiedź na to pytanie, kiedy porówna się tę sytuacje
z tą, która miała miejsce w Nazarecie. Jezus „przyszedłszy w swoje ojczyste
strony, nauczał w synagodze ich, tak iż się bardzo zdumiewali i mówili: Skąd ma
tę mądrość i te cudowne moce? Czyż nie jest to syn cieśli? Czyż matce jego nie
jest na imię Maria, a braciom jego Jakub, Józef, Szymon i Juda? A siostry jego,
czyż nie są wszystkie u nas? Skąd ma tedy to wszystko? I gorszyli się z niego.
A Jezus rzekł im: Nigdzie prorok nie jest pozbawiony czci, chyba tylko w
ojczyźnie i w swoim domu. I nie uczynił tam wielu cudów z powodu ich niewiary”
(Mateusza 13:53-58). Czy w Nazarecie nie było wielu chorych? Czy Jezus nie
pragnął im pomóc? Jestem pewien, że Jezus chętnie uzdrowiłby wszystkich chorych
w Nazarecie. Jednak z powodu ich niewiary nie uczynił tego. Chorzy zgromadzeni
nad sadzawką Betezda wierzyli w to, że ich ostatnia szansą jest zanurzenie się
w wodzie po objawieniu w niej działania nadnaturalnej mocy. Tę moc kojarzyli z
Bogiem, jednak nie zwracali uwagi na to, co Bóg mówił do nich. Wierzyli w Boga,
który wynagradza najsilniejszych i najsprytniejszych i chcieli tacy być. Byli
gotowi odzyskać zdrowie kosztem innych ludzi. Tak naprawdę nie wierzyli w Boga,
ale w boga tego świata. To ten świat uczy nas, że liczą się tylko zwycięzcy, ci,
którzy odnoszą sukces. To zasady tego świata mówią, że mamy troszczyć się
przede wszystkim o samych siebie.
Chory uzdrowiony przez
Jezusa myślał podobnie. Na pytanie: „Czy chcesz być zdrowy?”,
odpowiedział: „Panie, nie mam człowieka, który wrzuciłby mnie do sadzawki,
gdy woda się poruszy”. Jednak, gdy Jezus powiedział mu: „Wstań, weź łoże
swoje i chodź”, ten człowiek z jakiegoś powodu uwierzył Jezusowi i po
prostu wstał. Nie zastanawiał się nad tym, że jest to niemożliwe. Być może
słyszał wcześniej o Jezusie i to sprawiło, że pojawiła się w nim nadzieja, że
to właśnie Jezus do niego mówi. Faktem jest, że on po prostu przyjął przez
wiarę, że może wstać i chodzić. Uwierzył w to, że Jezus nie tylko chce, ale
może mu pomóc. Zapomniał o tym, że jeszcze przed chwilą jedyną swoją szansę
widział w wodzie sadzawki. Teraz pojawiła się przed nim prawdziwa szansa na
uzdrowienie i złapał się jej z całych sił. Uwierzył i został uzdrowiony.
Uzdrawiając tego człowieka Jezus pokazuje nam, że chce każdego z nas uwolnić od
grzechu, ale aby On mógł to zrobić, najpierw my musimy do Niego przyjść. Musimy
Mu zaufać, a wtedy On zrobi to, co obiecał. Musimy czuć się tak bezradni, jak
ten człowiek. On wiedział, że nie jest w stanie sam sobie pomóc, wiedział, że
potrzebuje pomocy. Gdyby nadal polegał na znanym mu do tej pory sposobie
odzyskania zdrowia, gdyby nadal chciał wyzdrowieć poprzez zanurzenie się w
wodzie, to Jezus nie mógłby mu pomóc. Ten człowiek nadal wierzyłby w Boga,
który jest łaskawy dla silnych, ale gardzi słabymi. Nadal wierzyłby w Boga,
który wysyła swoich aniołów, aby pomagali tylko tym, którzy są w stanie
własnymi siłami zrobić coś, aby tę pomoc otrzymać. Jednak w tym momencie
uwierzył on, że może otrzymać pomoc pomimo tego, że nie jest w stanie nic
zrobić.
Czy Jezus uzdrawiając
tego człowieka sprawił, że nie mógł on już więcej zachorować? Kiedy Jezus
spotkał go po raz drugi, powiedział mu: „Oto wyzdrowiałeś, już nigdy nie
grzesz, aby ci się coś gorszego nie stało” (Jana 5:14). Dlaczego Jezus
powiedział, że tego człowieka może spotkać coś gorszego? Coś gorszego od
choroba, z której został wyleczony? Jezus uzdrowił nie tylko ciało tego człowieka,
ale także jego duszę. Odzyskanie zdrowia w sposób, którego ten człowiek
wcześniej nie znał sprawiło, że zaczął wierzyć w miłosiernego i kochającego
Boga. Zrozumiał, że Bóg nie jest taki, jak wydawało mu się wcześniej. Te słowa,
które usłyszał od Jezusa w świątyni uświadomiły mu, że utrata zdrowia nie jest
największym nieszczęściem jakie może go spotkać. Choroba ciała może doprowadzić
do śmierci ciała, jednak grzech jest chorobą, która prowadzi do śmierci duszy. „A
nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą; ale
raczej bójcie się tego, który może i duszę i ciało zatracić w piekielnym ogniu”
(Mateusza 10:28 BG). Śmierć duszy to inaczej druga śmierć, wieczne
unicestwienie. Każdy, kto został uzdrowiony przez Jezusa, a mimo to powraca do
poprzedniego życia, naraża się na coś gorszego niż to, co go spotkało
wcześniej. Poprzednie życie to inaczej życie bez Boga, życie z wiarą w innego
boga niż Jedyny prawdziwy Bóg. Grzech polega właśnie na życiu bez Boga. Jezus
ostrzegł uzdrowionego, że gdyby ponownie zaczął wierzyć w Boga, który wysyła
swojego anioła do sadzawki, aby uzdrawiać silnych i sprytnych, to jego stan stanie
się jeszcze gorszy. Tylko wiara w Jezusa, polegająca na życiu z Jezusem może
sprawić, że ludzka dusza zostanie ocalona, a człowiek zbawiony.
Co stało się później z tym człowiekiem? Tego nie wiemy, ale wiemy, że jego los leżał w jego rękach. I tak samo jest z nami. Bóg chce pomóc każdemu z nas, jednak niektórzy ludzie są jak ci chorzy, którzy czekali na poruszenie się wody w sadzawce Betezda i nawet nie patrzą tam, gdzie znajduje się Jezus. Nie chcą słuchać Jego głosu i są zainteresowani jedynie uzdrowieniem ciała. Tacy ludzie mogą myśleć o zbawieniu, jednak chcą być zbawieni po swojemu. Nie chcą zaakceptować tej prawdy, o której mówi Jezus, prawdy o związku grzechu ze śmiercią. Przyjmują oni pewne zmiany w swoim życiu jako skutek działania Boga i znak, że już są zdrowi, jednak często nie chcą zaakceptować tych znaków, które wskazują na niezakończony proces uzdrawiania duszy i trwanie w związku z grzechem. Nasz los leży w naszych rękach, ponieważ Bóg dał nam wolną wolę i nie zmusza nas do niczego. On nas tylko ostrzega, „Oto wyzdrowiałeś, już nigdy nie grzesz, aby ci się coś gorszego nie stało”. Bóg pragnie, aby każdy z nas znalazł się w jego Królestwie, ale nie zmusza nas do wejścia na drogę, która tam prowadzi. To my musimy na nią wejść, tak jak sparaliżowany człowiek, który na wezwanie Jezusa wstał i zaczął kroczyć nową drogą. Bóg nas do tego wzywa i pomaga nam iść tą drogą, jednak nie pozbawia nas wolnej woli i w każdej chwili możemy z niej zejść. Ta droga prowadzi do światłości, a każdy kto z niej schodzi odwraca się od niej. „Kto postępuje zgodnie z prawdą, dąży do światłości, aby wyszło na jaw, że uczynki jego dokonane są w Bogu”, ale każdy „kto źle czyni, nienawidzi światłości i nie zbliża się do światłości, aby nie ujawniono jego uczynków” (Jana 3:20-21). Nie wiem jaką drogę wybrał ten, którego Jezus uzdrowił nad sadzawką Betezda, nie wiem też czym kierują się inni ludzie podejmując decyzje o wyborze swojej drogi, to wie tylko Bóg. Ale wiem, bo tak mówi Biblia, że Bóg pomaga nam podejmować właściwe decyzje, i dzięki temu każdy z nas może zostać zbawiony. Jezus nie mówi nam tylko: „Wstań, weź łoże swoje i chodź”, ale mówi też: „Oto wyzdrowiałeś, już nigdy nie grzesz, aby ci się coś gorszego nie stało”.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz