26 listopada 2016

Powrót do domu

"Wkrótce, wkrótce już, za chwileczkę już, przekroczymy niebios próg! Minie trud i znój, minie z grzechem ciężki bój; przekroczymy wkrótce niebios próg!". Te słowa znanego hymnu "Wkrótce, wkrótce już" są piękną zapowiedzią tego, co niedługo może się stać udziałem każdego z nas. Niewątpliwie wielu z nas patrzy z nadzieją w przyszłość, nie tą najbliższą, o której wiemy, że będzie czasem największej próby dla Bożego ludu, ale tą, która rozpocznie się powtórnym przyjściem Jezusa. Jak będzie wyglądało życie w niebie, a po zakończeniu milenium na odrodzonej ziemi? "I śmierci już nie będzie, ani smutku, ani krzyku, ani mozołu już nie będzie, albowiem pierwsze rzeczy przeminęły" (Ap 21,4). "Czego oko nie widziało i ucho nie słyszało, i co do serca ludzkiego nie wstąpiło, to przygotował Bóg tym, którzy go miłują" (1 Kor 2,9). Żyjąc tu i teraz nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić tego, jak będzie wyglądało życie w obecności Boga na nowej ziemi. Nasze wyobrażenia są tylko "cieniami rzeczy przyszłych". Wypatrując tego, co przyniesie przyszłość, zapominamy o tym, że Biblia na samym początku mówi nam o tym. Pierwsze dwa rozdziały Biblii to nie tylko opis stworzenia, ale też informacje o tym, jak wyglądało życie pierwszych ludzi. A przecież żyli oni przez pewien czas w warunkach, które Bóg przywróci po usunięciu grzechu. I o ile trudno jest tam znaleźć opis tego, co Adam z Ewą oglądali, to jednak jedno możemy z całą pewnością stwierdzić. Powrót do ogrodu Eden, bo tak można nazwać to, co czeka tych ludzi, którzy zostaną zbawieni, będzie związany z odrzuceniem tego wszystkiego, co spowodowało wygnanie ludzi z raju. Nastąpi powrót do tego stanu, jaki miał miejsce po stworzeniu świata. Utrata zaufania do Boga oraz chęć zaspokojenia własnych pożądliwości spowodowały nieposłuszeństwo wobec Boga, i w ten sposób pojawił się wśród ludzi grzech. Powrót do domu związany jest z odwróceniem tego wszystkiego. Odrzucenie grzechu, posłuszeństwo i pełne zaufanie do Boga są tym, co musi nastąpić na drodze do nieba. Odrzucenie grzechu musi nastąpić na skutek zmiany charakteru, nie może być wynikiem tylko i wyłącznie świadomej decyzji. Musi to być przede wszystkim "decyzja" nowego, odrodzonego serca, które w naturalny sposób czuje wstręt do wszystkiego, co jest związane z grzechem. Nowe serce napełnione Bożą miłością i nowy charakter, ukształtowany na wzór charakteru naszego Zbawiciela, są gwarantem posłuszeństwa Bogu. A czym jest samo posłuszeństwo? To życie w całkowitej zgodzie z Bożym Prawem. I o ile Biblia dopiero w Księdze Wyjścia przedstawia nam Boże Prawo w postaci Dekalogu, przekazanego przez Boga Mojżeszowi i Żydom, to jednak wiemy, że ludzie znali zasady tego prawa już od początku. Bóg powiedział do Izaaka o Abrahamie, że "był posłuszny głosowi mojemu i strzegł tego, co mu poleciłem, przykazań moich, przepisów moich i praw moich" (Rdz 26,5).. Gdyby ludzie nie znali Prawa, to Kain nie popełnił by grzechu zabijając swojego brata. Jednak jest jedno przykazanie, o którym Biblia mówi na samym początku. To sabat, o którym czytamy, że został ustanowiony na zakończenie procesu stworzenia. Sabat istnieje od samego początku naszego świata, a powrót do domu, do ogrodu Eden, do nowej ziemi, związany będzie z powrotem do właściwego przestrzegania także tego przykazania. Znaczenie sabatu zostało podkreślone przez Boga przed wręczeniem Mojżeszowi kamiennych tablic na górze Synaj, kiedy podczas pobytu na pustyni Izrael zaczął być zaopatrywany przez Boga w mannę. Każdego dnia dostawali odpowiednią ilość pożywienia, ale w dzień poprzedzający sabat, zaopatrzenie było podwójne, na dwa dni. I o ile nie można było przechować manny do następnego dnia, ponieważ ulegała zepsuciu, to manna przechowywana z piątku na sobotę zachowywała świeżość i nie ulegała rozkładowi. W ten sposób Bóg przywrócił Żydom pamięć o tym, który dzień jest dniem sabatu. Około miesiąc później Bóg przekazał Mojżeszowi przykazania, a wśród nich czwarte, które w swojej treści nawiązuje do stworzenia świata. 
Powrót do utraconego raju będzie powrotem do warunków, w jakich żyli Adam z Ewą, a ich zwyczajem, wprowadzonym przez Boga, było świętowanie dnia, który Bóg uświęcił swoim odpoczynkiem po zakończeniu stworzenia świata. Znaczenie sabatu zostało też podkreślone przez Jezusa, który tak jak Bóg po stworzeniu, odpoczął po wykonaniu dla nas odkupienia, pozostając w grobie przez cały sabat. 
Nasze przygotowanie do przyszłego życia musi zostać wykonane w tym życiu. To tu i teraz mamy czas na to, aby pozwolić Duchowi Świętemu zmienić nasze wnętrza tak, aby były przystosowane do życia w obecności Boga. Nasze charaktery i serca muszą zostać odmienione tak, aby już teraz przywrócić nam pełne zaufanie do Boga i posłuszeństwo Bożemu Prawu. A jednym z aspektów tego posłuszeństwa jest czwarte przykazanie. To zachowywanie sabatu wskazuje na to, czy w pełni akceptujemy Jezusa jako naszego Zbawiciela. To przestrzeganie sabatu wskazuje na to, czy jesteśmy posłuszni Bogu bez względu na okoliczności. Szatan robi wszystko aby zdeprecjonować czwarte przykazanie i niestety odnosi duże sukcesy na tym polu. Jednak mamy jeszcze czas, aby to zmienić. Zrozumienie tego zagadnienia dzisiaj, kiedy coraz większy nacisk jest kładziony na przestrzeganie niedzieli, jest coraz ważniejsze dla naszej przyszłości. Mamy do wyboru posłuszeństwo Bogu lub szatanowi. I chociaż wielu ludzi nie chce tego zaakceptować, to jednak Biblia wyraźnie wskazuje na to, że to sabat jest Bożą pieczęcią odróżniającą lud Boży od tych, którzy w sposób świadomy, odrzucając świadectwo Biblii, przyjmują znamię bestii, niedzielę, która została wprowadzona w opozycji do Bożego sabatu. 
Adam i Ewa święcili sabat, niedziela była dla nich pierwszym dniem tygodnia, przeznaczonym do pracy. I tak samo będzie wyglądało życie ludzi na nowej ziemi.


21 listopada 2016

Szymon trędowaty, Judasz i Maria

Wiemy z Biblii, że każdy z nas jest grzesznikiem, "Nie ma ani jednego sprawiedliwego, nie masz, kto by rozumiał, nie masz, kto by szukał Boga; wszyscy zboczyli, razem stali się nieużytecznymi, nie masz, kto by czynił dobrze, nie masz ani jednego" (Rz 3,10-12). Nie każdy grzech jest jednak widoczny, są grzechy, które z różnych powodów są ukryte przed naszymi oczami. Być może dlatego niektórzy ludzie są oceniani jako sprawiedliwi, a inni jako grzesznicy. I co gorsze, niektórzy sami siebie oceniają jako lepszych od innych, ponieważ uważają innych za grzeszników, nie dostrzegając grzechów własnych. Taka sytuacja miała miejsce w domu Szymona trędowatego, faryzeusza którego Jezus wyleczył z trądu. Zaprosił on Jezusa na ucztę, "a oto pewna kobieta z tego miasta, grzesznica, dowiedziawszy się, iż zasiada przy stole w domu faryzeusza, przyniosła alabastrowy słoik olejku. I stanąwszy z tyłu u jego nóg, zapłakała, i zaczęła łzami zlewać nogi jego i włosami swojej głowy wycierać, a całując jego stopy, namaszczała je olejkiem. Ujrzawszy to faryzeusz, który go zaprosił, mówił sam w sobie: Gdyby ten był prorokiem, wiedziałby, kim i jaka jest ta kobieta, która go dotyka, bo to grzesznica" (Łk 7,37-39). Na tej uczcie byli też uczniowie Jezusa, a wśród nich Judasz Iskariota. I to on, widząc to, co zrobiła Maria, "rzekł: Czemu nie sprzedano tej wonnej maści za trzysta denarów i nie rozdano ubogim?" (J 12,5). Szymon patrząc na Marię, widział w niej kogoś, kto jest gorszy od niego, ponieważ uważał, że on wiernie trzyma się Bożego prawa, natomiast Maria była znana jako nierządnica. Różnica między Szymonem a Marią nie polegała jednak na tym, że on był sprawiedliwy, a ona nie, ale na tym, że jej grzechy były widoczne, a jego ukryte. Podobnie było z Judaszem, który swoim zachowaniem, obyciem i wykształceniem robił dobre wrażenie, dzięki temu cieszył się dużym uznaniem wśród pozostałych uczniów, ale miał zepsute grzechem serce. Druga, poważniejsza różnica polegała na tym, że Maria zdawała sobie sprawę ze swoich grzechów i żałowała ich, czego nie można powiedzieć o Szymonie i Judaszu. Jezus wiedział o tym wszystkim, ale nie skrytykował wprost ani Szymona, ani Judasza. Zamiast tego użył przypowieści o dwóch dłużnikach, którym darowano dług.
Jaką naukę wynosimy z tego opisu? Co ważnego dostrzegamy w tym fragmencie Biblii? Myślę, że najważniejsze dla nas powinno być to, w jaki sposób zachował się wtedy Jezus, jak potraktował uczestników tego przyjęcia. Jezus doskonale znał myśli zarówno Marii, jak i Szymona i Judasza. Wiedział też o tym, co myślą pozostali. Znaczenie tego, co zrobił wtedy Jezus Ellen White przedstawiła w książce "Życie Jezusa". "Podobnie jak Natan wobec Dawida, tak Chrystus swe trafne uwagi wypowiedział pod osłoną przypowieści. Pozostawił swemu gospodarzowi wyciągnięcie wniosków. Szymon doprowadził do grzechu niewiastę, którą obecnie pogardzał (...) Szymon zaczął patrzeć na siebie w innym świetle (...) ogarnął go wstyd i zrozumiał wreszcie, że znajduje się w obecności Kogoś większego od siebie. (...) Wyraźnie, lecz jak zwykle z delikatną uprzejmością, Zbawiciel zapewnił swoich uczniów, że serce Jego odczuwa za każdym razem smutek, gdy Jego dzieci zaniedbują wyrażanie swej wdzięczności w słowach i uczynkach miłości. (...) Szymona poruszyła dobroć Jezusa, który nie zganił go ptwarcie w obecności zebranych. Nie został potraktowany tak, jak sobie życzył, aby postąpiono z Marią. Dostrzegł, że Jezus nie chce ujawniać jego winy innym, lecz pragnie przekonać jego umysł ukazaniem sprawy we właściwym świetle, a pełną litości dobrocią podbić jego serce.Surowe potępienie spowodowałoby niechęć Szymona do okazania skruchy, podczas gdy cierpliwe napomnienie przekonało go o popełnionym błędzie. Ujrzał ogrom swego długu w stosunku do Pana. Jego pycha została poniżona, doznał skruchy, a dumny faryzeusz stał się skromnym, gotowym do poświęcenia siebie uczniem" (Ellen White, "Życie Jezusa, s.509-510). Równie ważne jest to, w jaki sposób Jezus odniósł się do Judasza. "Czyn Marii był jaskrawym przeciwieństwem tego, co miał zrobić Judasz. Jak ostrą lekcję Chrystus mógł dać temu, który siał nasienie krytykanctwa i złego myślenia w serca uczniów! Jak słusznie oskarżyciel mógł stanąć w roli oskarżonego! Ten, który czyta pobudki każdego serca i rozumie każdy postępek, mógł odkryć przed uczestnikami uczty ciemne rozdziały z życia Judasza. Można też było ujawnić fałszywe pretensje, na jakich zdrajca oparł swe słowa, bowiem zamiast współczuć biednym, grabił ich z pieniędzy przeznaczonych na pomoc dla nich. Można było wzbudzić przeciw niemu oburzenie z powodu uciskania przez niego przez niego wdów, sierot i najemników. Lecz gdyby Chrystus zdemaskował Judasza, mogłoby to służyć jako powód do zdrady. I choć obciążony złodziejstwem, Judasz zyskałby współczucie nawet wśród uczniów. Zbawiciel nie zganił go, a tym samym uniknął dania mu pretekstu do zdrady. Lecz spojrzenie rzucone przez Jezusa Judaszowi przekonało go, że Zbawiciel odgadł jego obłudę i odczytał nikczemny , podły charakter. Pochwalając czyn Marii, który został tak ostro potępiony, Chrystus jednocześnie napomniał Judasza. Do tego czasu Zbawiciel nigdy nie udzielił mu bezpośredniej nagany" (Życie Jezusa, s.505).
Jaki wspaniały przykład do naśladowania. Jezus zawsze dawał szansę grzesznikowi na nawrócenie. Mówiąc o grzechach nigdy nie wskazywał na konkretne osoby, ale przedstawiał błędy grup, na przykład faryzeuszy albo całego narodu żydowskiego. Zawsze kierował się miłością i nigdy nie stawiał człowieka w sytuacji, w której podjęcie złej decyzji mogłoby wynikać z emocji, z urażonej ambicji. Miłosierdzie naszego Boga objawia się właśnie w taki sposób. "Chrystus mógłby zlecić aniołom niebieskim, aby wylali Jego gniew na nasz świat i zniszczyli tych, których przepełnia nienawiść do Boga. Mógłby wymazać z wszechświata te jego ciemne punkty. Lecz nie czyni tego. Dziś stoi przed ołtarzem otoczony dymem kadzideł i składa przed Bogiem modlitwy tych, którzy praną Jego pomocy" (Życie Jezusa, s.511).


3 listopada 2016

Sól ziemi i światłość świata

"Wy jesteście solą ziemi; jeśli tedy sól zwietrzeje, czymże ją nasolą? Na nic więcej już się nie przyda, tylko aby była precz wyrzucona i przez ludzi podeptana. Wy jesteście światłością świata; nie może się ukryć miasto położone na górze. Nie zapalają też świecy i nie stawiają jej pod korcem, lecz na świeczniku, i świeci wszystkim, którzy są w domu. Tak niechaj świeci wasza światłość przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie" (Mt 5,13-16).
Mamy być solą i światłością dla tego świata. Jako naśladowcy Jezusa mamy być odbiciem doskonałego charakteru naszego Boga oraz Jego chwały. Nasze życie ma przynosić właściwe owoce, a ludzie którzy nas obserwują mają w naszym życiu widzieć wpływ i rękę Boga. To nie słowa, które przekazujemy ludziom, będą na nich wywierały wpływ. Słowa Jezusa wywierały olbrzymi wpływ na ludzi przede wszystkim ze względu na to, że Jego życie było ich potwierdzeniem. Ludzie słuchając o Bożej miłości do upadłej ludzkości, widzieli tę miłość w osobie Jezusa. Słuchając Go zwracali uwagę na moc, jaka Mu towarzyszyła, a dopiero potem na treść. "Nigdy jeszcze człowiek tak nie przemawiał, jak ten człowiek mówi" (J 7,46); "Albowiem uczył je jako moc mający, a nie jak ich uczeni w Piśmie" (Mt 7,29). Aby z taką samą mocą mówić o jedynej drodze prowadzącej do zbawienia, o Jezusie, trzeba kroczyć tą drogą. A jedynym potwierdzeniem, że tak jest, są owoce naszego życia.
"Współczesny świat potrzebuje objawienia Jezusa Chrystusa w osobach Jego świętych. Bóg pragnie, by Jego naśladowcy stanęli przed światem jako lud święty. Dlaczego? Ponieważ świat ma zostać uratowany przez światło prawdy ewangelii. Gdy poselstwo prawdy — powołujące ludzi z ciemności do cudownej Bożej światłości — jest głoszone przez Kościół, życie jego wyznawców, uświęcone przez Ducha prawdy, ma być świadectwem prawdziwości głoszonego poselstwa. (...)
Świat potrzebuje przykładu praktycznego chrześcijaństwa. Fakt, iż ci, którzy uważają się za naśladowców Chrystusa, są widowiskiem dla niewierzącego świata, zobowiązuje ich do upewnienia się, czy mają prawdziwą więź z Bogiem. (...) Aby być światłem świata, potrzebują jasnego światła Słońca Sprawiedliwości stale świecącego nad nimi. (...)
Gdy lud Boży w pełni odłączy się od zła, Bóg będzie mógł sprawić, że światłość niebios spocznie na nich w obfitej mierze i oświeci świat. Wówczas nastąpi najpełniejsze ziszczenie proroctwa Izajasza. (...) „Pójdą narody do twojej światłości, a królowie do blasku, który jaśnieje nad tobą. (...) bogactwo morza przypłynie ku tobie, mienie narodów tobie przypadnie”. Izajasza 60,3.5"
EGW, The Review and Herald, 31 marzec 1910.
Na czym polega praktyczne chrześcijaństwo? To posiadanie takiego charakteru, jaki ma Jezus, to odnoszenie się do ludzi w taki sposób, w jaki czynił to Jezus. To myślenie o tym, o czym myślał Jezus. Jego wzrok i Jego myśli były stale skierowane na Ojca. Swoimi wypowiedziami kierował myśli słuchaczy ku niebu, nawet wtedy, gdy napominał i wskazywał na błędy i grzechy. Nawet słysząc prawdę o swoich grzechach, ci którzy nie zamykali swoich serc, widzieli w Jezusie obraz miłosiernego i kochającego Boga i to przyciągało ich do Niego. Czy jesteśmy naśladowcami Jezusa? Czy jesteśmy solą i światłością dla świata?


28 października 2016

Zwierciadło

Apostoł Paweł napisał: "My wszyscy tedy, z odsłoniętym obliczem, oglądając jak w zwierciadle chwałę Pana, zostajemy przemienieni w ten sam obraz, z chwały w chwałę, jak to sprawia Pan, który jest Duchem" (2 Kor 3,18). Każdy, kto pragnie aby w jego życiu wypełniła się obietnica Jezusa: "Jeśli kto mnie miłuje, słowa mojego przestrzegać będzie, i Ojciec mój umiłuje go, i do niego przyjdziemy, i u niego zamieszkamy" (J 14,23), zrobi wszystko, aby jego charakter był odbiciem chwały Boga. W tej wypowiedzi Jezus wyraźnie podkreślił w jaki sposób można uzyskać to podobieństwo. "Każdy kto mnie miłuje" - miłość jest tu postawiona przed posłuszeństwem, ponieważ prawdziwe posłuszeństwo Bogu może być efektem tylko i wyłącznie miłości. Każdy inny sposób przestrzegania przykazań jest nieskuteczny i jest powtórzeniem tego, co próbowali zrobić faryzeusze. Czy jesteśmy w stanie "zdobyć" w jakikolwiek sposób Bożą miłość? Nie, ona pochodzi od Boga i tylko On może nas nią obdarować. Ale możemy zrobić coś, co spowoduje, że będziemy zdolni do jej przyjęcia. "A to jest żywot wieczny, aby poznali ciebie, jedynego prawdziwego Boga i Jezusa Chrystusa, którego posłałeś" (J 17,3). Z Bożą miłością jest podobnie jak z miłością do ludzi. Pokochać można tylko kogoś, kogo się dobrze zna. Poznanie Boga prowadzi do Bożej miłości, dlatego Paweł mówił o oglądaniu jak w zwierciadle chwały Pana. Tym zwierciadłem jest dla nas Pismo Święte, to w nim odnajdziemy ten obraz, którego odbiciem mamy się stać. Im bliżej ponownego przyjścia Pana, tym ważniejsza jest nasza wiedza o Bogu. Czasy końca to okres największych zwiedzeń szatana i tylko oparcie się na Słowie Bożym może nas przed tym skutecznie obronić. "Jeśli kiedykolwiek był taki czas, gdy potrzebowaliśmy wiary i duchowego oświecenia, to trwa on teraz. Ci, którzy czuwają w modlitwie i studiują Pisma codziennie ze szczerym pragnieniem poznania i czynienia woli Bożej, nie zostaną wprowadzeni w błąd przez jakiekolwiek zwiedzenia szatana. Jedynie oni rozpoznają metody, które obiorą przebiegli ludzie, aby omamić i usidlić. Tak dużą ilością czasu i uwagi obdarza się świat, ubranie oraz jedzenie i picie, że nie zostaje czasu na modlitwę i studiowanie Biblii" {EGW, WU 46.2}. To modlitwa i studiowanie Biblii prowadzą do ukształtowania właściwych charakterów, a ich skutkiem jest to, że nasze życie jest odbiciem chwały Bożej, jest pełne owoców Ducha i nie ma w nich uczynków ciała. "Rozmawiajcie o sprawach niebiańskich. Mówcie o Jezusie, Jego piękności i chwale oraz o Jego nieustającej miłości do was i pozwólcie aby wasze serca ulatywały w miłości i wdzięczności dla Niego" {EGW, MAR 309.3}.
Jeżeli brakuje nam czasu na studiowanie Biblii, jeżeli tematy naszych rozmów i myśli nie są związane z Jezusem, a dotyczą spraw ziemskich, to najprawdopodobniej ulegliśmy zwiedzeniu szatana, który robi wszystko, aby nas odciągnąć od Boga. Jeszcze jest czas aby to zmienić, ale nie zostało go zbyt dużo. Wszystkie znaki wskazują na to, że przyjście Pana jest już bardzo bliskie.


25 września 2016

Zwiedzenia w czasach końca

Im bliżej powrotu naszego Pana, im bliżej tych wydarzeń, które będą miały miejsce gdy czterej aniołowie uwolnią wiatry ziemi, tym częściej pojawiać się będą wśród nas informacje na temat zwiedzeń. Zapowiadane przez Ellen White zwiedzenie omega, największe i najstraszniejsze ze wszystkich, z jakimi ludzie kiedykolwiek mieli do czynienia, spowoduje potężne wstrząsy i zmiany w naszym kościele. Chociaż niewiele wiemy o charakterze tego zwiedzenia, nie wiemy na czym będzie polegało, to jednak wiemy wystarczająco dużo na temat jego skutków. Spowoduje ono, że bardzo duża liczba adwentystów odejdzie z naszego kościoła. Będą to ci, o których Ellen White pisała, że są zapisani w księgach zborowych, ale nie ma ich w Księdze żywota Baranka. 
Nie chcę tu zastanawiać się nad tym, czym będzie czy też może nawet już jest zwiedzenie omega, nie chcę też doszukiwać się tego zwiedzenia w tych wydarzeniach, które możemy obserwować. Chcę zastanowić się nad czymś innym. 
Jaki jest podstawowy cel wszystkich szatańskich zwiedzeń oraz jakie są skutki przyjmowania zwiedzeń? W jaki sposób przyjęcie zwiedzenia wpływa na zwiedzionego człowieka? Myślę, że odpowiedzi na te pytania są bardzo ważne. Myślę, że są o wiele ważniejsze od odpowiedzi na pytanie czym jest zwiedzenie omega. Dlaczego? Jesteśmy ludźmi popełniającymi błędy, mamy natury wypaczone grzechem i nie możemy polegać na naszej wiedzy, nie możemy pokładać zaufania we własne możliwości prawidłowej oceny tego, co widzimy. Historia chrześcijaństwa pełna jest ludzi, którzy byli głęboko przekonani o swoim posłuszeństwie względem Boga, którzy byli pewni, że wykonują Bożą wolę, ale dzisiaj doskonale wiemy, że to szatan kierował ich życiem. Już samo to powinno być dla nas wystarczającym dowodem, że nasze wewnętrzne przekonanie może zostać wykorzystane przez szatana do tego, aby nas oszukać. Wszyscy znamy wielokrotnie cytowany fragment z ewangelii Mateusza: "Nie każdy, kto do mnie mówi: Panie, Panie, wejdzie do Królestwa Niebios; lecz tylko ten, kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie. W owym dniu wielu mi powie: Panie, Panie, czyż nie prorokowaliśmy w imieniu twoim i w imieniu twoim nie wypędzaliśmy demonów, i w imieniu twoim nie czyniliśmy wielu cudów? A wtedy im powiem: Nigdy was nie znałem. Idźcie precz ode mnie wy, którzy czynicie bezprawie" (Mt 7,21-23). Mam wrażenie, że jako adwentyści często odnosimy te słowa przede wszystkim do tych, którzy są w kościołach charyzmatycznych, które kładą duży nacisk na dary Ducha Świętego, prorokowanie, uzdrawianie czy wypędzanie demonów. Jednak nie jest to do końca właściwa interpretacja tego fragmentu Biblii. Musimy zdać sobie sprawę z tego, że ci, którzy będą się zwracać do Jezusa tymi słowami, będą przede wszystkim ludźmi głęboko przekonanymi o tym, że wierzą w Boga, że są mu posłuszni, że wykonują Jego wolę. To ludzie, którzy ulegli szatańskiemu zwiedzeniu, ponieważ odeszli, albo nawet nigdy nie zbliżyli się do Boga ("Nigdy was nie znałem"), ale nie zdawali sobie z tego sprawy. Byli przekonani nie tylko o tym, że są chrześcijanami, ale byli pewni że zostaną zbawieni. Mogą się w tej grupie znaleźć także ci, którzy doskonale wiedzieli o tym, że w czasach końca będą miały miejsce największe szatańskie zwiedzenia. Mogą to też być ci, którzy badali to zagadnienie, starali się dowiedzieć na czym będą polegały zwiedzenia, ale zdobyta wiedza nie uratowała ich. Czy jest to możliwe? Myślę, że historia chrześcijaństwa dostarcza wystarczającej ilości dowodów na to, że jest to możliwe. 
Wygląda to trochę na błędne koło. Wiemy, że szatan nas atakuje, a mimo to Biblia mówi nam, że tylko niewielu nie ulegnie szatanowi i jego zwiedzeniom. Czy jest jakaś skuteczna metoda obrony? Prawie każdy w tym miejscu odpowie, że trzeba trzymać się Słowa Bożego, być posłusznym Jezusowi, oddać się w Jego ręce, trzymać się Prawdy, itp. To wszystko prawda, ale co może dać nam pewność, że nie tylko znamy te zasady, ale je zastosowaliśmy w naszym życiu? Jak możemy upewniać się, że rzeczywiście trzymamy się Słowa Bożego, jesteśmy posłuszni Jezusowi, że oddaliśmy się w Jego ręce, trzymamy się Prawdy? Nasze słowa czy też nasze wewnętrzne przekonanie o niczym jeszcze nie świadczą. Możemy znajdować w Biblii fragmenty potwierdzające słuszność naszych przekonań, ale to też za mało. Czy szatan na pustyni nie kusił Jezusa używając Pism? 
W tym miejscu wrócę do postawionych wcześniej pytań. Zadałem je nieprzypadkowo. Przypomnę tu jedną wypowiedź Jezusa: "Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w odzieniu owczym, wewnątrz zaś są wilkami drapieżnymi! Po ich owocach poznacie ich. Czyż zbierają winogrona z cierni albo z ostu figi? Tak każde dobre drzewo wydaje dobre owoce, ale złe drzewo wydaje złe owoce. Nie może dobre drzewo rodzić złych owoców, ani złe drzewo rodzić dobrych owoców. Każde drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, wycina się i rzuca w ogień. Tak więc po owocach poznacie ich" (Mt 7,15-20). Nieprzypadkowo poprzedza ona podaną już wypowiedź z Mt 7,21-23. Ci ludzie, którzy ulegli zwiedzeniu i będą zdziwieni, a nawet zrozpaczeni, kiedy zobaczą, że bramy nieba są przed nimi zamknięte, zapomnieli o tym, że potwierdzeniem życia w Prawdzie i posłuszeństwa Bogu są owoce naszego życia. 
Co jest celem ataków szatana, co chce uzyskać? Od początku świata zwalczał ludzi wiernych Bogu i będzie to robił szczególnie w czasach końca. Będzie chciał zniszczyć wszystkich tych, którzy strzegą przykazań Bożych i trwają przy świadectwie o Jezusie. Będzie używał różnych sposobów, ale doskonale wie o tym, żę nic nie wskóra dopóki lud Boży trwa w łączności z Bogiem. Dlatego robi i będzie robił wszystko, aby odwrócić naszą uwagę od tego, co utrzymuje nasze niczym niezakłócone relacje z Bogiem. "Ja jestem krzewem winnym, wy jesteście latoroślami. Kto trwa we mnie, a Ja w nim, ten wydaje wiele owocu; bo beze mnie nic uczynić nie możecie" (J 15,5). Szatan zrobi wszystko, aby oderwać nas od naszego Krzewu Winnego, bo tylko wtedy może nas pokonać. Tak więc celem wszystkich szatańskich zwiedzeń jest zniszczenie naszych relacji z Bogiem. A w jaki sposób można się przekonać, że utraciło się połączenie z Bogiem, jak każdy z nas może sprzawdzić, że trwa w Prawdzie? "Po owocach ich poznacie". Powinniśmy sprawdzać czy to, z czym się spotykamy, na przykład nowe poglądy czy też nowe interpretacje Słowa Bożego, prowadzi nas do Boga poprzez pozytywny wpływ na nasze zdrowie duchowe, czy są to rzeczy, które nas budują, poszerzają naszą wiedzę o Bogu, wpływają na przekształcanie naszych charakterów i przyjmując je stajemy się coraz bardziej podobni do Jezusa, czy też jest odwrotnie. Jeżeli nasza uwaga jest kierowana w inną stronę i przestajemy patrzeć na Jezusa, to jest to szatańskie zwiedzenie. Czasem jest trudno określić, że tak się dzieje, dlatego też musimy jeszcze sprawdzać, i to każdego dnia, jakie owoce zaczynamy wydawać w naszym życiu pod wpływem tego, co przyjmujemy. Każdy, kto ulega zwiedzeniu staje się złym drzewem i nie może dawać dobrych owoców. Niektóre złe owoce mogą robić wrażenie dobrych, ale złe owoce zawsze w końcu ujawnią swoją prawdziwą naturę. Kiedy dostrzegamy w naszym życiu jakąkolwiek z tych cech, o których Biblia mówi, że są złymi owocami, to jest to dowód na to, że ulegamy zwiedzeniu. Niedoskonałości naszych charakterów świadczą o tym, że nie pozwoliliśmy Jezusowi na ich usunięcie. A szatan wykorzystuje to doskonale. Pamiętajmy, że jest on istotą o nieosiągalnej dla nas inteligencji. Żaden człowiek nie może się pod tym względem z nim równać. Jakiekolwiek zaufanie we własne możliwości świadczy o braku pokory i skazuje nas na porażkę. 
Możemy tworzyć coś, co nazwałbym nauką o poznawaniu zła. Możemy zgłębiać różne działania podejmowane przez szatana i tych, którzy świadomie lub nieświadomie (tak przy okazji to uważam, że tych drugich jest zdecydowanie więcej) oddali się pod jego władzę i łudzić się, że ta wiedza zabezpieczy nas przed zwiedzeniem. Jednak jest to iluzja, którą szatan skwapliwie podtrzymuje w tych, którzy w to wierzą. Uważam, że kto zajmuje się tą nauką, zapisał się do niewłaściwej szkoły. Biblia podaje nam wystarczającą wiedzę na temat zła, aby trwając w łączności z Bogiem, poprzez Ducha Świętego nie popełniać błędów. Zwróćmy uwagę na to, co stanowi treść Biblii. Jest ona przede wszystkim objawieniem prawdy o charakterze Boga. Mówi nam o tym, w jaki sposób pojawiliśmy się na świecie, kto jest naszym Stwórcą. Z Biblii dowiadujemy się o tym, jak doszło do upadku ludzi i jaki plan Bóg przygotował przed stworzeniem świata, aby nas z tego upadku wyciągnąć i przywrócić do społeczności z Nim. Biblia mówi nam o pięknie charakteru i miłości Boga do nas, upadłych ludzi, mówi też o wpływie grzechu na nasze życie. Wskazuje na tego, który jest przyczyną zła na ziemi, wskazuje też na tego, który jedynie jest w stanie nas uratować. Ile miejsca w Biblii zabierają opisy samego szatana i jego działań? Poznajemy przede wszystkim skutki tego, co on robi, poznajemy owoce jakie przynoszą ci, którzy ulegają szatańskim zwiedzeniom. Zdobywając wiedzę zachowujmy biblijne proporcje w poznawaniu różnych aspektów naszego życia. Nasz duch i nasz charakter są kształtowane według tego obrazu, na który najczęściej patrzymy. Jakość naszego ciała i ducha zależy od jakości pokarmu, które im dostarczamy. Nie należy oczekiwać, że odżywiając się śmieciami będziemy zdrowi, nie oczekujmy też, że karmiąc ducha czymś, co nie pochodzi z ust Bożych, będziemy mieli zdrowego ducha. A poznamy to po owocach. List do Galacjan 5,16-26, List do Efezjan 4,25-32, 1 List do Koryntian 13 to tylko niektóre z tych fragmentów Biblii, na podstawie których każdy z nas może ocenić, czy jest dobrym i wiernym sługą, wykonującym wolę Boga, ponieważ to nasze właściwie ukształtowane charaktery są tego potwierdzeniem, a nie słowa, które wypowiadamy. 
Co do poglądów, to prostą metodą na sprawdzanie ich pochodzenia jest porównanie ich z Biblią i ich odrzucaniem zawsze, gdy stwierdzamy lub tylko podejrzewamy, że są niezgodne z Pismem Świętym. Każdy, kto jest pod wpływem Ducha Świętego może to stwierdzić, ponieważ Duch wykorzystując Słowo Boże dokładnie nam wszystko pokaże. 
Nie pozwólmy szatanowi, aby odciągnął nas od Biblii, nie dajmy się mu omamić tak, aby choćby w najmniejszym stopniu odejść od tego, co mówi Biblia oraz Duch Proroctwa. Pamiętajmy o tym, co szatan chce uzyskać poprzez zwiedzenia.


21 września 2016

Jezus zaprasza nas na ucztę

Jezus spotykał się z różnymi ludźmi, czasami przyjmował zaproszenia od faryzeuszy. W trakcie jednego z takich spotkań, opowiedział przypowieść o wielkiej wieczerzy. Znajdziemy ją w 14 rozdziale ewangelii Łukasza. Mamy tam gospodarza, który przygotował wielką wieczerzę, na którą zaprosił wielu ludzi. Kiedy wszystko było gotowe, wysłał posłańców, aby powiadomić zaproszonych, że mogą już przyjść. Niestety ci, którzy zostali wcześniej zaproszeni, wynajdywali różne powody dla których nie chcieli przyjść. Wtedy gospodarz wysłał swoje sługi aby przyprowadzili na ucztę tych, którzy wprawdzie nie byli wcześniej zaproszeni, ale w domu gospodarza było przygotowane dla nich miejsce. Słudzy mieli przykazane, żeby wręcz przymuszać do przyjścia na ucztę. Jednak o tych, którzy zostali zaproszeni jako pierwsi i odrzucili to zaproszenie, gospodarz powiedział, że żaden z nich "nie skosztuje mojej wieczerzy".
Gospodarzem jest tu oczywiście Bóg. Kim są ci, którzy odrzucili zaproszenie gospodarza? Zastanówmy się przez chwilę, kogo w pierwszej kolejności zaprosił gospodarz? Kogo my zapraszamy do naszych domów? Bóg kieruje swoje zaproszenie do tych, którzy Go znają, a przynajmniej tak twierdzą. Słyszą Jego głos, czyli czytają Biblię, starają się postępować według przekazanych w niej zasad, jednak okazuje się, że Bóg i Jego Słowo nie są w ich życiu najważniejsi. Gdyby naprawdę znali Boga, to rozumieliby powagę sytuacji i znaczenie otrzymanego zaproszenia. Jednak w ich życiu inne sprawy mają wyższy priorytet i w chwili próby odrzucają Boga. Ta grupa jest symbolem tych, którzy uważają się za chrześcijan, należą do chrześcijańskich kościołów, ale nie poznali Boga i nie wypełniali Jego woli. W przypowieści gospodarz podkreślał, że w jego domu jest wystarczająco dużo miejsca dla wszystkich. Uczta nie była przygotowana tylko dla tych, którzy byli zaproszeni bezpośrednio przez gospodarza. Oni mieli nie tylko przyjąć zaproszenie, ale zapraszać kolejnych ludzi, tych, którzy słabo lub wcale nie znali gospodarza. To jest nasze zadanie, Jezus mówił w tej przypowieści o nas. To naszym zadaniem jest zapraszać ubogich, ułomnych, ślepych i chromych. Bo nie chodzi tu o tych, których ciała są ułomne, ale duch. Mamy zapraszać do Boga ubogich duchowo, ślepych duchowo, tych których duchowe życie jest chrome i ubogie. Mamy ich szukać wszędzie, nie tylko w mieście, na placach i ulicach, ale także między opłotkami i na drogach. "Idąc na cały świat, głoście ewangelię" (Mk 16,15). Mamy ich wręcz przymuszać do przyjęcia zaproszenia, co oznacza, że nie powinniśmy się zniechęcać i szybko rezygnować, gdy nie widzimy efektów naszej pracy, ale cierpliwie ponawiać głoszenie dobrej nowiny, połączone z głoszeniem poselstwa trzech aniołów. Niech końcowe słowa tej przypowieści przypominają nam o naszej wielkiej odpowiedzialności: "Albowiem mówię wam, że żaden z owych zaproszonych mężów nie skosztuje mojej wieczerzy". Jezus wyjaśnił dokładnie na czym polega przyjęcie Jego zaproszenia na ucztę. W kolejnych wersach ewangelii Łukasza mówi do nas: "Jeśli kto przychodzi do mnie, a nie ma w nienawiści ojca swego i matki, i żony, i dzieci, i braci, i sióstr, a nawet i życia swego, nie może być uczniem moim. Kto nie dźwiga krzyża swojego, a idzie za mną, nie może być uczniem moim" (Łk 14,26-27). Nie chodzi tu oczywiście o to, abyśmy nienawidzili naszych bliskich, ale o to, że kiedy życie zmusza nas do wyboru między Jezusem a kimś, kto jest nam bardzo bliski, a jednak nie chce przyjść do Niego, to właściwy wybór jest tylko jeden. I jest nim Jezus. Jeżeli nie jesteśmy gotowi do podejmowania takich decyzji, to nie jesteśmy naśladowcami Jezusa. Miłość Boża polega na tym, że jesteśmy gotowi oddać życie za innych, aby przyszli do Boga, ale jeżeli oni tego nie chcą, to możemy albo podzielić ich los, albo wybrać Jezusa. Co jest dla nas ważniejsze? A co oznacza dźwiganie własnego krzyża? Czy można podążać za Jezusem i nie dźwigać go? Tak naprawdę nie można, ale wielu ludzi myśli, że jest to możliwe. Odrzucają od siebie świadomość własnej grzeszności i słabości, zapominają o tym, kim są i starają się podążać za Bogiem. To niewłaściwa droga, ponieważ nie uwalnia nas od brzemienia grzechu. Dźwiganie krzyża polega na przyjściu do Jezusa ze wszystkimi naszymi grzechami i wadami, wyznanie Mu wszystkiego i błaganie Go o Jego łaskę. "Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy jesteście spracowani i obciążeni, a Ja wam dam ukojenie. Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode mnie, że jestem cichy i pokornego serca, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest miłe, a brzemię moje lekkie" (Mt 11,28-30).
Tylko On może uczynić nasz krzyż miłym i lekkim. To jest właściwa odpowiedź na zaproszenie Jezusa na Jego ucztę. Przyjmując je pozwalamy Bogu na odnowienie naszych serc, zmianę naszych charakterów, a to umożliwia nam przekazywanie zaproszeń kolejnym ludziom. Przyjmując "wodę życia" od Jezusa sami stajemy się "źródłem wody wytryskującej ku żywotowi wiecznemu" (J 4,14).



11 września 2016

Jezus uzdrawia ślepych

Bartymeusz, ślepy żebrak, siedział przy drodze z Jerycha do Jerozolimy. Kiedy usłyszał, że tą drogą idzie Jezus, zaczął wołać go: "Jezusie, synu Dawida, zmiłuj się nade mną!" Jezus usłyszał go, a następnie go uzdrowił, przywracając mu wzrok. Jednak ten opis, po przyjrzeniu się dokładniej jego szczegółom, okazuje się być czymś więcej, niż tylko relacją z kolejnego uzdrowienia. Wołanie Bartymeusza było głośne i natarczywe. Wielu ludziom nie podobało się to, że ślepy żebrak donośnym głosem błaga o pomoc. Znaleźli się tacy, którzy chcieli go uciszyć, on jednak nie pozwolił się uciszyć. Podobne zachowanie Jezus przedstawił w przypowieści o wdowie i niesprawiedliwym sędzi. Tenże sędzia powiedział: "Ponieważ naprzykrza mi się ta wdowa, wezmę ją w obronę", a Jezus tak wyjaśnił znaczenie tej przypowieści: "Czyżby Bóg nie wziął w obronę swoich wybranych, którzy wołają do niego we dnie i w nocy?". Bartymeusz wiedział, że jest mu potrzebna pomoc Jezusa, wiedział, że tylko On mógł mu pomóc. Miał świadomość tego, że tej pomocy potrzebuje. I co najważniejsze, wierzył w to, że może tę pomoc otrzymać. O jaką pomoc mu chodziło, czego oczekiwał od Jezusa? Kiedy stanął przed tym, którego prosił o pomoc, Jezus zapytał go: "Co chcesz, abym ci uczynił?". Pytanie na pozór dziwne, ale zauważmy, że proszącym jest ślepy żebrak. Człowiek, który nie dość, że nic nie widzi, to w dodatku nic nie posiada. Popatrzmy na szerszy kontekst tej sytuacji. Ma ona miejsce na drodze z Jerycha do Jerozolimy. Co wiemy o Jerychu? To miasto nie miało być odbudowane po tym, jak zostało zniszczone w czasie zdobywania Kanaanu. Już wtedy Jozue przepowiedział, że w przyszłości Jerycho zostanie odbudowane, ale w sposób, którego Bóg nie zaakceptuje: "Przeklęty będzie przed Panem mąż, który podejmie odbudowę tego miasta, Jerycha! Na swoim pierworodnym założy jego fundament i na swoim najmłodszym postawi jego bramy" (Joz 6,26). I dokładnie tak się stało. Za czasów króla Achaba, Chiel z Betelu odbudował Jerycho. "Na Abiramie, swoim pierworodnym, założył jego fundamenty, a na Segubie, swoim najmłodszym, jego bramy" (1 Krl 16,34). Z kolei Jerozolima to miasto, w którym miał zostać złożony w ofierze Jezus, kamień węgielny przyszłego, wiecznego królestwa. Droga z Jerycha do Jerozolimy jest pewnym symbolem, pokazującym porzucenie tego, co nie jest akceptowane przez Boga i oparcie się na tym, który jest drogą, prawdą i życiem, czyli na Jezusie. Akcja przypowieści o miłosiernym Samarytaninie także toczy się przy tej drodze. Co ciekawe, ten który został na tej drodze prawie zabity, szedł z Jerozolimy do Jerycha. Jaki ma to wymiar symboliczny? Może to oznaczać, że człowiek ten staczał się w swoim życiu coraz niżej, bowiem droga z Jerozolimy do Jerycha dosłownie opada w dół, Jerycho jest położone około 800 m poniżej Jerozolimy. Droga do Jerycha może też być synonimem podążania za grzesznymi praktykami, które są ochydą dla Boga. Tak czy inaczej człowiek ten znalazł się w rozpaczliwym położeniu, jednak została mu udzielona pomoc. Został obrabowany i poraniony, nie był w stanie nawet prosić o pomoc. Nie miał nic, co mógłby zaoferować za udzielenie mu pomocy, a jednak miłosierny Samarytanin zaopiekował się nim. Mamy wiele podobieństw pomiędzy tymi dwoma sytuacjami. Ta sama droga z Jerycha do Jerozolimy, dwaj ludzie znajdujący się w tragicznej sytuacji, oraz Jezus, który w przypowieści został przedstawiony jako miłosierny Samarytanin. I tak jak w przypowieści, tak i w życiu, Jezus nie odwrócił się od potrzebującego. Powtórzę teraz pytanie, czego Bartymeusz oczekiwał od Jezusa, jakiej pomocy? Odpowiadając na pytanie: "Co chcesz, abym ci uczynił?", odpowiedział: "Mistrzu, abym przejrzał". I w następnym wersie znajduje się dokładne wyjaśnienie, wskazówka pokazująca prawdziwe oczekiwania Bartymeusza. Jezus po uzdrowieniu powiedział mu: "Idź, wiara twoja uzdrowiła cię". I co zrobił ten, który właśnie odzyskał wzrok? "I wnet odzyskał wzrok, i szedł za nim drogą". Poszedł za Jezusem. Poszedł drogą do Jerozolimy. Zaczął oddalać się od Jerycha i przybliżać do Jerozolimy. Zaczął podążać w górę śladami Jezusa, jak owca idąca za pasterzem, słuchająca Jego głosu. Czynem odpowiedział na propozycję, którą Jezus składa każdemu człowiekowi: "Pójdź za mną". Ilu z nas podąża do Jerycha? Ilu z nas jest ślepych i potrzebuje odzyskać wzrok, aby zacząć widzieć tę jedyną drogę prowadzącą do zbawienia? Pamiętając o słowach Jezusa z listu do Laodycei, czyli do nas: "Nie wiesz, żeś pożałowania godzien nędzarz i biedak, ślepy i goły" (Ap 3,17), można stwierdzić, że jest wśród nas naprawdę wielu potrzebujących pomocy Jezusa. Jezus pomógł Bartymeuszowi, ślepemu żebrakowi i biedakowi, chce też pomóc każdemu z nas. Ale tak jak Bartymeusz, musimy z wiarą prosić Go o pomoc, musimy przede wszystkim odczuwać potrzebę uzyskania pomocy od Jezusa. Nie łudźmy się, że jesteśmy bogaci i niczego nie potrzebujemy. Jezus powiedział do swoich uczniów: "Kto trwa we mnie, a Ja w nim, ten wydaje wiele owoc; BO BEZE MNIE NIC UCZYNIĆ NIE MOŻECIE" (J 15,5).