21 września 2016

Jezus zaprasza nas na ucztę

Jezus spotykał się z różnymi ludźmi, czasami przyjmował zaproszenia od faryzeuszy. W trakcie jednego z takich spotkań, opowiedział przypowieść o wielkiej wieczerzy. Znajdziemy ją w 14 rozdziale ewangelii Łukasza. Mamy tam gospodarza, który przygotował wielką wieczerzę, na którą zaprosił wielu ludzi. Kiedy wszystko było gotowe, wysłał posłańców, aby powiadomić zaproszonych, że mogą już przyjść. Niestety ci, którzy zostali wcześniej zaproszeni, wynajdywali różne powody dla których nie chcieli przyjść. Wtedy gospodarz wysłał swoje sługi aby przyprowadzili na ucztę tych, którzy wprawdzie nie byli wcześniej zaproszeni, ale w domu gospodarza było przygotowane dla nich miejsce. Słudzy mieli przykazane, żeby wręcz przymuszać do przyjścia na ucztę. Jednak o tych, którzy zostali zaproszeni jako pierwsi i odrzucili to zaproszenie, gospodarz powiedział, że żaden z nich "nie skosztuje mojej wieczerzy".
Gospodarzem jest tu oczywiście Bóg. Kim są ci, którzy odrzucili zaproszenie gospodarza? Zastanówmy się przez chwilę, kogo w pierwszej kolejności zaprosił gospodarz? Kogo my zapraszamy do naszych domów? Bóg kieruje swoje zaproszenie do tych, którzy Go znają, a przynajmniej tak twierdzą. Słyszą Jego głos, czyli czytają Biblię, starają się postępować według przekazanych w niej zasad, jednak okazuje się, że Bóg i Jego Słowo nie są w ich życiu najważniejsi. Gdyby naprawdę znali Boga, to rozumieliby powagę sytuacji i znaczenie otrzymanego zaproszenia. Jednak w ich życiu inne sprawy mają wyższy priorytet i w chwili próby odrzucają Boga. Ta grupa jest symbolem tych, którzy uważają się za chrześcijan, należą do chrześcijańskich kościołów, ale nie poznali Boga i nie wypełniali Jego woli. W przypowieści gospodarz podkreślał, że w jego domu jest wystarczająco dużo miejsca dla wszystkich. Uczta nie była przygotowana tylko dla tych, którzy byli zaproszeni bezpośrednio przez gospodarza. Oni mieli nie tylko przyjąć zaproszenie, ale zapraszać kolejnych ludzi, tych, którzy słabo lub wcale nie znali gospodarza. To jest nasze zadanie, Jezus mówił w tej przypowieści o nas. To naszym zadaniem jest zapraszać ubogich, ułomnych, ślepych i chromych. Bo nie chodzi tu o tych, których ciała są ułomne, ale duch. Mamy zapraszać do Boga ubogich duchowo, ślepych duchowo, tych których duchowe życie jest chrome i ubogie. Mamy ich szukać wszędzie, nie tylko w mieście, na placach i ulicach, ale także między opłotkami i na drogach. "Idąc na cały świat, głoście ewangelię" (Mk 16,15). Mamy ich wręcz przymuszać do przyjęcia zaproszenia, co oznacza, że nie powinniśmy się zniechęcać i szybko rezygnować, gdy nie widzimy efektów naszej pracy, ale cierpliwie ponawiać głoszenie dobrej nowiny, połączone z głoszeniem poselstwa trzech aniołów. Niech końcowe słowa tej przypowieści przypominają nam o naszej wielkiej odpowiedzialności: "Albowiem mówię wam, że żaden z owych zaproszonych mężów nie skosztuje mojej wieczerzy". Jezus wyjaśnił dokładnie na czym polega przyjęcie Jego zaproszenia na ucztę. W kolejnych wersach ewangelii Łukasza mówi do nas: "Jeśli kto przychodzi do mnie, a nie ma w nienawiści ojca swego i matki, i żony, i dzieci, i braci, i sióstr, a nawet i życia swego, nie może być uczniem moim. Kto nie dźwiga krzyża swojego, a idzie za mną, nie może być uczniem moim" (Łk 14,26-27). Nie chodzi tu oczywiście o to, abyśmy nienawidzili naszych bliskich, ale o to, że kiedy życie zmusza nas do wyboru między Jezusem a kimś, kto jest nam bardzo bliski, a jednak nie chce przyjść do Niego, to właściwy wybór jest tylko jeden. I jest nim Jezus. Jeżeli nie jesteśmy gotowi do podejmowania takich decyzji, to nie jesteśmy naśladowcami Jezusa. Miłość Boża polega na tym, że jesteśmy gotowi oddać życie za innych, aby przyszli do Boga, ale jeżeli oni tego nie chcą, to możemy albo podzielić ich los, albo wybrać Jezusa. Co jest dla nas ważniejsze? A co oznacza dźwiganie własnego krzyża? Czy można podążać za Jezusem i nie dźwigać go? Tak naprawdę nie można, ale wielu ludzi myśli, że jest to możliwe. Odrzucają od siebie świadomość własnej grzeszności i słabości, zapominają o tym, kim są i starają się podążać za Bogiem. To niewłaściwa droga, ponieważ nie uwalnia nas od brzemienia grzechu. Dźwiganie krzyża polega na przyjściu do Jezusa ze wszystkimi naszymi grzechami i wadami, wyznanie Mu wszystkiego i błaganie Go o Jego łaskę. "Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy jesteście spracowani i obciążeni, a Ja wam dam ukojenie. Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode mnie, że jestem cichy i pokornego serca, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest miłe, a brzemię moje lekkie" (Mt 11,28-30).
Tylko On może uczynić nasz krzyż miłym i lekkim. To jest właściwa odpowiedź na zaproszenie Jezusa na Jego ucztę. Przyjmując je pozwalamy Bogu na odnowienie naszych serc, zmianę naszych charakterów, a to umożliwia nam przekazywanie zaproszeń kolejnym ludziom. Przyjmując "wodę życia" od Jezusa sami stajemy się "źródłem wody wytryskującej ku żywotowi wiecznemu" (J 4,14).



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz