11 września 2016

Jezus uzdrawia ślepych

Bartymeusz, ślepy żebrak, siedział przy drodze z Jerycha do Jerozolimy. Kiedy usłyszał, że tą drogą idzie Jezus, zaczął wołać go: "Jezusie, synu Dawida, zmiłuj się nade mną!" Jezus usłyszał go, a następnie go uzdrowił, przywracając mu wzrok. Jednak ten opis, po przyjrzeniu się dokładniej jego szczegółom, okazuje się być czymś więcej, niż tylko relacją z kolejnego uzdrowienia. Wołanie Bartymeusza było głośne i natarczywe. Wielu ludziom nie podobało się to, że ślepy żebrak donośnym głosem błaga o pomoc. Znaleźli się tacy, którzy chcieli go uciszyć, on jednak nie pozwolił się uciszyć. Podobne zachowanie Jezus przedstawił w przypowieści o wdowie i niesprawiedliwym sędzi. Tenże sędzia powiedział: "Ponieważ naprzykrza mi się ta wdowa, wezmę ją w obronę", a Jezus tak wyjaśnił znaczenie tej przypowieści: "Czyżby Bóg nie wziął w obronę swoich wybranych, którzy wołają do niego we dnie i w nocy?". Bartymeusz wiedział, że jest mu potrzebna pomoc Jezusa, wiedział, że tylko On mógł mu pomóc. Miał świadomość tego, że tej pomocy potrzebuje. I co najważniejsze, wierzył w to, że może tę pomoc otrzymać. O jaką pomoc mu chodziło, czego oczekiwał od Jezusa? Kiedy stanął przed tym, którego prosił o pomoc, Jezus zapytał go: "Co chcesz, abym ci uczynił?". Pytanie na pozór dziwne, ale zauważmy, że proszącym jest ślepy żebrak. Człowiek, który nie dość, że nic nie widzi, to w dodatku nic nie posiada. Popatrzmy na szerszy kontekst tej sytuacji. Ma ona miejsce na drodze z Jerycha do Jerozolimy. Co wiemy o Jerychu? To miasto nie miało być odbudowane po tym, jak zostało zniszczone w czasie zdobywania Kanaanu. Już wtedy Jozue przepowiedział, że w przyszłości Jerycho zostanie odbudowane, ale w sposób, którego Bóg nie zaakceptuje: "Przeklęty będzie przed Panem mąż, który podejmie odbudowę tego miasta, Jerycha! Na swoim pierworodnym założy jego fundament i na swoim najmłodszym postawi jego bramy" (Joz 6,26). I dokładnie tak się stało. Za czasów króla Achaba, Chiel z Betelu odbudował Jerycho. "Na Abiramie, swoim pierworodnym, założył jego fundamenty, a na Segubie, swoim najmłodszym, jego bramy" (1 Krl 16,34). Z kolei Jerozolima to miasto, w którym miał zostać złożony w ofierze Jezus, kamień węgielny przyszłego, wiecznego królestwa. Droga z Jerycha do Jerozolimy jest pewnym symbolem, pokazującym porzucenie tego, co nie jest akceptowane przez Boga i oparcie się na tym, który jest drogą, prawdą i życiem, czyli na Jezusie. Akcja przypowieści o miłosiernym Samarytaninie także toczy się przy tej drodze. Co ciekawe, ten który został na tej drodze prawie zabity, szedł z Jerozolimy do Jerycha. Jaki ma to wymiar symboliczny? Może to oznaczać, że człowiek ten staczał się w swoim życiu coraz niżej, bowiem droga z Jerozolimy do Jerycha dosłownie opada w dół, Jerycho jest położone około 800 m poniżej Jerozolimy. Droga do Jerycha może też być synonimem podążania za grzesznymi praktykami, które są ochydą dla Boga. Tak czy inaczej człowiek ten znalazł się w rozpaczliwym położeniu, jednak została mu udzielona pomoc. Został obrabowany i poraniony, nie był w stanie nawet prosić o pomoc. Nie miał nic, co mógłby zaoferować za udzielenie mu pomocy, a jednak miłosierny Samarytanin zaopiekował się nim. Mamy wiele podobieństw pomiędzy tymi dwoma sytuacjami. Ta sama droga z Jerycha do Jerozolimy, dwaj ludzie znajdujący się w tragicznej sytuacji, oraz Jezus, który w przypowieści został przedstawiony jako miłosierny Samarytanin. I tak jak w przypowieści, tak i w życiu, Jezus nie odwrócił się od potrzebującego. Powtórzę teraz pytanie, czego Bartymeusz oczekiwał od Jezusa, jakiej pomocy? Odpowiadając na pytanie: "Co chcesz, abym ci uczynił?", odpowiedział: "Mistrzu, abym przejrzał". I w następnym wersie znajduje się dokładne wyjaśnienie, wskazówka pokazująca prawdziwe oczekiwania Bartymeusza. Jezus po uzdrowieniu powiedział mu: "Idź, wiara twoja uzdrowiła cię". I co zrobił ten, który właśnie odzyskał wzrok? "I wnet odzyskał wzrok, i szedł za nim drogą". Poszedł za Jezusem. Poszedł drogą do Jerozolimy. Zaczął oddalać się od Jerycha i przybliżać do Jerozolimy. Zaczął podążać w górę śladami Jezusa, jak owca idąca za pasterzem, słuchająca Jego głosu. Czynem odpowiedział na propozycję, którą Jezus składa każdemu człowiekowi: "Pójdź za mną". Ilu z nas podąża do Jerycha? Ilu z nas jest ślepych i potrzebuje odzyskać wzrok, aby zacząć widzieć tę jedyną drogę prowadzącą do zbawienia? Pamiętając o słowach Jezusa z listu do Laodycei, czyli do nas: "Nie wiesz, żeś pożałowania godzien nędzarz i biedak, ślepy i goły" (Ap 3,17), można stwierdzić, że jest wśród nas naprawdę wielu potrzebujących pomocy Jezusa. Jezus pomógł Bartymeuszowi, ślepemu żebrakowi i biedakowi, chce też pomóc każdemu z nas. Ale tak jak Bartymeusz, musimy z wiarą prosić Go o pomoc, musimy przede wszystkim odczuwać potrzebę uzyskania pomocy od Jezusa. Nie łudźmy się, że jesteśmy bogaci i niczego nie potrzebujemy. Jezus powiedział do swoich uczniów: "Kto trwa we mnie, a Ja w nim, ten wydaje wiele owoc; BO BEZE MNIE NIC UCZYNIĆ NIE MOŻECIE" (J 15,5).



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz