Wiemy z Biblii, że każdy z nas jest grzesznikiem, "Nie ma ani jednego sprawiedliwego, nie masz, kto by rozumiał, nie masz, kto by szukał Boga; wszyscy zboczyli, razem stali się nieużytecznymi, nie masz, kto by czynił dobrze, nie masz ani jednego" (Rz 3,10-12). Nie każdy grzech jest jednak widoczny, są grzechy, które z różnych powodów są ukryte przed naszymi oczami. Być może dlatego niektórzy ludzie są oceniani jako sprawiedliwi, a inni jako grzesznicy. I co gorsze, niektórzy sami siebie oceniają jako lepszych od innych, ponieważ uważają innych za grzeszników, nie dostrzegając grzechów własnych. Taka sytuacja miała miejsce w domu Szymona trędowatego, faryzeusza którego Jezus wyleczył z trądu. Zaprosił on Jezusa na ucztę, "a oto pewna kobieta z tego miasta, grzesznica, dowiedziawszy się, iż zasiada przy stole w domu faryzeusza, przyniosła alabastrowy słoik olejku. I stanąwszy z tyłu u jego nóg, zapłakała, i zaczęła łzami zlewać nogi jego i włosami swojej głowy wycierać, a całując jego stopy, namaszczała je olejkiem. Ujrzawszy to faryzeusz, który go zaprosił, mówił sam w sobie: Gdyby ten był prorokiem, wiedziałby, kim i jaka jest ta kobieta, która go dotyka, bo to grzesznica" (Łk 7,37-39). Na tej uczcie byli też uczniowie Jezusa, a wśród nich Judasz Iskariota. I to on, widząc to, co zrobiła Maria, "rzekł: Czemu nie sprzedano tej wonnej maści za trzysta denarów i nie rozdano ubogim?" (J 12,5). Szymon patrząc na Marię, widział w niej kogoś, kto jest gorszy od niego, ponieważ uważał, że on wiernie trzyma się Bożego prawa, natomiast Maria była znana jako nierządnica. Różnica między Szymonem a Marią nie polegała jednak na tym, że on był sprawiedliwy, a ona nie, ale na tym, że jej grzechy były widoczne, a jego ukryte. Podobnie było z Judaszem, który swoim zachowaniem, obyciem i wykształceniem robił dobre wrażenie, dzięki temu cieszył się dużym uznaniem wśród pozostałych uczniów, ale miał zepsute grzechem serce. Druga, poważniejsza różnica polegała na tym, że Maria zdawała sobie sprawę ze swoich grzechów i żałowała ich, czego nie można powiedzieć o Szymonie i Judaszu. Jezus wiedział o tym wszystkim, ale nie skrytykował wprost ani Szymona, ani Judasza. Zamiast tego użył przypowieści o dwóch dłużnikach, którym darowano dług.
Jaką naukę wynosimy z tego opisu? Co ważnego dostrzegamy w tym fragmencie Biblii? Myślę, że najważniejsze dla nas powinno być to, w jaki sposób zachował się wtedy Jezus, jak potraktował uczestników tego przyjęcia. Jezus doskonale znał myśli zarówno Marii, jak i Szymona i Judasza. Wiedział też o tym, co myślą pozostali. Znaczenie tego, co zrobił wtedy Jezus Ellen White przedstawiła w książce "Życie Jezusa". "Podobnie jak Natan wobec Dawida, tak Chrystus swe trafne uwagi wypowiedział pod osłoną przypowieści. Pozostawił swemu gospodarzowi wyciągnięcie wniosków. Szymon doprowadził do grzechu niewiastę, którą obecnie pogardzał (...) Szymon zaczął patrzeć na siebie w innym świetle (...) ogarnął go wstyd i zrozumiał wreszcie, że znajduje się w obecności Kogoś większego od siebie. (...) Wyraźnie, lecz jak zwykle z delikatną uprzejmością, Zbawiciel zapewnił swoich uczniów, że serce Jego odczuwa za każdym razem smutek, gdy Jego dzieci zaniedbują wyrażanie swej wdzięczności w słowach i uczynkach miłości. (...) Szymona poruszyła dobroć Jezusa, który nie zganił go ptwarcie w obecności zebranych. Nie został potraktowany tak, jak sobie życzył, aby postąpiono z Marią. Dostrzegł, że Jezus nie chce ujawniać jego winy innym, lecz pragnie przekonać jego umysł ukazaniem sprawy we właściwym świetle, a pełną litości dobrocią podbić jego serce.Surowe potępienie spowodowałoby niechęć Szymona do okazania skruchy, podczas gdy cierpliwe napomnienie przekonało go o popełnionym błędzie. Ujrzał ogrom swego długu w stosunku do Pana. Jego pycha została poniżona, doznał skruchy, a dumny faryzeusz stał się skromnym, gotowym do poświęcenia siebie uczniem" (Ellen White, "Życie Jezusa, s.509-510). Równie ważne jest to, w jaki sposób Jezus odniósł się do Judasza. "Czyn Marii był jaskrawym przeciwieństwem tego, co miał zrobić Judasz. Jak ostrą lekcję Chrystus mógł dać temu, który siał nasienie krytykanctwa i złego myślenia w serca uczniów! Jak słusznie oskarżyciel mógł stanąć w roli oskarżonego! Ten, który czyta pobudki każdego serca i rozumie każdy postępek, mógł odkryć przed uczestnikami uczty ciemne rozdziały z życia Judasza. Można też było ujawnić fałszywe pretensje, na jakich zdrajca oparł swe słowa, bowiem zamiast współczuć biednym, grabił ich z pieniędzy przeznaczonych na pomoc dla nich. Można było wzbudzić przeciw niemu oburzenie z powodu uciskania przez niego przez niego wdów, sierot i najemników. Lecz gdyby Chrystus zdemaskował Judasza, mogłoby to służyć jako powód do zdrady. I choć obciążony złodziejstwem, Judasz zyskałby współczucie nawet wśród uczniów. Zbawiciel nie zganił go, a tym samym uniknął dania mu pretekstu do zdrady. Lecz spojrzenie rzucone przez Jezusa Judaszowi przekonało go, że Zbawiciel odgadł jego obłudę i odczytał nikczemny , podły charakter. Pochwalając czyn Marii, który został tak ostro potępiony, Chrystus jednocześnie napomniał Judasza. Do tego czasu Zbawiciel nigdy nie udzielił mu bezpośredniej nagany" (Życie Jezusa, s.505).
Jaki wspaniały przykład do naśladowania. Jezus zawsze dawał szansę grzesznikowi na nawrócenie. Mówiąc o grzechach nigdy nie wskazywał na konkretne osoby, ale przedstawiał błędy grup, na przykład faryzeuszy albo całego narodu żydowskiego. Zawsze kierował się miłością i nigdy nie stawiał człowieka w sytuacji, w której podjęcie złej decyzji mogłoby wynikać z emocji, z urażonej ambicji. Miłosierdzie naszego Boga objawia się właśnie w taki sposób. "Chrystus mógłby zlecić aniołom niebieskim, aby wylali Jego gniew na nasz świat i zniszczyli tych, których przepełnia nienawiść do Boga. Mógłby wymazać z wszechświata te jego ciemne punkty. Lecz nie czyni tego. Dziś stoi przed ołtarzem otoczony dymem kadzideł i składa przed Bogiem modlitwy tych, którzy praną Jego pomocy" (Życie Jezusa, s.511).

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz