30 grudnia 2019

Usprawiedliwieni krwią Jego


Przed grzechem Adam i Ewa spotykali się z Bogiem i podczas tych spotkań nie mieli żadnych przykrych uczuć. Byli nadzy, co oznacza, że nie nosili żadnych sztucznych ubrań, ale byli okryci Bożą chwałą; białą, świetlistą szatą, którą stracili po grzechu.

Rz 3,23 „Wszyscy zgrzeszyli i brak im chwały Bożej

Adam i Ewa, po tym jak zgrzeszyli, zaczęli odczuwać strach i lęk przed Bogiem.

Rdz 3,10 „Usłyszałem szelest twój w ogrodzie i zląkłem się, gdyż jestem nagi, dlatego skryłem się”

Ta biała szata to odbicie Bożego charakteru. Jej utrata była skutkiem utraty podobieństwa do Boga. Charaktery ludzi nie były już dokładnym odzwierciedleniem charakteru Boga i pojawiły się w nich cechy, których rozwój powiększał różnicę między ludźmi i Bogiem. Grzech spowodował, że staliśmy się nieprzyjaciółmi Boga.

Rz 5,10 „Jeśli bowiem, będąc nieprzyjaciółmi, zostaliśmy pojednani z Bogiem (…)”

Naturalnym uczuciem do wroga jest strach i nienawiść, ponieważ wróg to ktoś, kto może nas skrzywdzić, odbierając nam to, co kochamy i robiąc nam coś, czego nie lubimy. Jesteśmy wrogami Boga, ponieważ nie podoba się nam to, że Bóg chce nas uwolnić od grzechów, do których jesteśmy przywiązani.

To nie Bóg stał się naszym wrogiem, ale my staliśmy się wrogami Boga i dlatego zmiana tego stanu i przywrócenie tego, co było na początku, wymaga zmian, które muszą nastąpić po naszej stronie. Bóg jest zawsze taki sam, On nigdy się nie zmienia, więc to my musimy zostać „dopasowani” do warunków panujących w Bożej rzeczywistości.

Na czym polega to dopasowanie?

Wyobraźmy sobie, że chcielibyśmy zamieszkać na planecie Wenus. Wenus ma wielkość, masę i skład chemiczny podobne do Ziemi, jednak jej atmosfera składa się głównie z dwutlenku węgla, ciśnienie jest około 90 razy większe od ciśnienia na Ziemi a temperatura wynosi ponad 400°C. Oznacza to, że człowiek nie może żyć na tej planecie tak samo, jak na Ziemi. Nie jesteśmy dostosowani do warunków panujących na Wenus, podobnie jak nie jesteśmy dopasowani do tego, aby na Ziemi żyć, tak jak ryby, pod powierzchnią wody. Aby było to możliwe, musiałaby nastąpić zmiana naszych ciał, aby zostały dostosowane do innych warunków.

Mój przykład dotyczy tylko warunków fizycznych, a przecież Królestwo Bożę to przede wszystkim rzeczywistość duchowa, więc dopasowanie do życia z Bogiem dotyczy przede wszystkim spraw duchowych. I to w tej strefie naszego życia muszą nastąpić zmiany umożliwiające nam życie obok Boga.

Co musi się zmienić?
Efektem tej zmiany musi być odtworzenie w nas tego stanu, jaki Adam i Ewa mieli przed grzechem.

Co zmienił grzech?
Przed grzechem charakter Adama (i Ewy) był odbiciem Bożego charakteru. Widoczne były tylko te cechy, które posiada Bóg. Jednak po grzechu pojawiły się i zaczęły się rozwijać te cechy charakteru, których Bóg nie posiada, natomiast posiada je szatan. Ludzie stracili zaufanie do Boga, a w miejscu miłości do Stwórcy pojawił się egoizm, czyli miłość do samego siebie. Objawiła się duma i miłość do grzechu.

J 3,19 „ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło”

Co wymaga zmiany?

Człowiek musi zacząć kochać Boga i przestać kochać grzech. Duma i pycha muszą zostać usunięte, a w ich miejscu musi pojawić się pokora. Musi się zmienić nasze nastawienie do Boga oraz do grzechu.

Jako grzesznicy kochający grzech sprzeciwiamy się Bogu tam, gdzie posłuszeństwo Bogu wymaga odrzucenia grzechów. Aby ten stan uległ zmianie, musimy zacząć kochać Boga większą miłością, niż nasza miłość do grzechu, a wtedy miłość do grzechu przerodzi się w nienawiść, ponieważ jeżeli naprawdę kogoś kochamy, to nienawidzimy tego, czego nienawidzi ten, kogo kochamy.
Bóg kocha nas, grzeszników, i nienawidzi grzechu. Jeżeli kochamy Boga, to powinniśmy też nienawidzić grzech.
Miłość do Boga jest równoznaczna z nienawiścią do grzechu.

1 J 1,6 „Jeśli mówimy, że z nim społeczność mamy, a chodzimy w ciemności, kłamiemy i nie trzymamy się prawdy”

Aby pokochać Boga, a dzięki tej miłości dopasować się duchowo do Bożej rzeczywistości, należy Go najpierw poznać.
Czy można pokochać kogoś, kogo się nie zna?
Rozumieją to dobrze ci, którzy są żonaci.
Czy mężczyzna najpierw pokochał kobietę, a dopiero potem dowiedział się jaka ona jest? Jeżeli tak, to nie jest to miłość, ale pożądanie. Co przychodzi pierwsze, wiedza czy miłość?

J 17,3 „A to jest żywot wieczny, aby poznali ciebie, jedynego prawdziwego Boga i Jezusa Chrystusa, którego posłałeś”

O jakiej wiedzy mówi tu Jezus?

Słowo ‘poznali’ jest tłumaczeniem greckiego słowa ‘ginosko’.
(jego hebrajskim odpowiednikiem jest ‘yada’)

Rdz 4,1 Adam obcował (yada) z żoną swoją Ewą, a ta poczęła i urodziła Kaina
Mt 1,24-25 „Józef (…) nie obcował (ginosko) z nią (z Marią), dopóki nie powiła syna”

Ginosko/yada oznaczają posiadanie bardzo bliskich, wręcz intymnych relacji.
Ta wiedza to nie znajomość faktów, to nie wiedza o doktrynach, Dekalogu czy 28 zasadach wiary.

„Największym błędem ludzkich umysłów za czasów Chrystusa było przekonanie, że samo uznanie prawdy jest równoznaczne z prawością. Całe ludzkie doświadczenie wykazuje, że teoretyczna znajomość prawdy nie wystarcza do zbawienia duszy, gdyż nie wyrasta z niej sprawiedliwość (…) Podobne niebezpieczeństwo istnieje również dziś” (Ellen White, ZJ 218)

Jeżeli znamy (ginosko) Boga, to ta wiedza skutecznie w nas działa:

1 Tes 2,13 „A przeto i my dziękujemy Bogu nieustannie, że przyjęliście Słowo Boże, które od nas słyszeliście nie jako słowo ludzkie, ale, jak jest prawdziwie, jako Słowo Boże, które też w was wierzących skutecznie działa”

Człowiek musi poznać Boga tak, jak mężczyzna, który poznaje kobietę i zakochuje się w niej.
Człowiek musi poznać Boga tak, jak kobieta, która poznaje mężczyznę i zakochuje się w nim.

Poznanie Boga prowadzące do miłości to zrozumienie tego, co oznaczają słowa:
Rz 5,8 „kiedy byliśmy jeszcze grzesznikami, Chrystus za nas umarł”.
To zrozumienie tego, w jaki sposób jesteśmy „usprawiedliwieni krwią jego” (Rz 5,9).
To zrozumienie komu Jezus złożył z samego siebie ofiarę przebłagalną (Rz 3,25) oraz komu zapłacił okup (Mt 20,28).

„Chrystus za nas umarł”.
Jak można zrozumieć to zdanie?

Popularna interpretacja mówi, że jako grzesznicy powinniśmy zostać ukarani śmiercią, a Jezus wziął na siebie naszą karę i dlatego „za nas umarł”.
Ta interpretacja zakłada, że, po pierwsze, grzech i jego konsekwencje mogą być przeniesione z grzesznika na kogoś innego. I po drugie, że Boże prawo wymaga drugiej śmierci grzesznika.

Czy jest to prawdą?
Kto myśli, że grzech i jego konsekwencje mogą być przeniesione z grzesznika na kogoś innego?
A kto myśli, że Boże prawo wymaga drugiej śmierci grzesznika?

A jeżeli nie jest to prawdą?
Sprawdźmy co Biblia mówi o możliwości przeniesienia konsekwencji grzechu z grzesznika na kogoś innego.

Ez 18,20 „Człowiek, który grzeszy, umrze (…) Sprawiedliwość będzie zaliczona sprawiedliwemu, a bezbożność spadnie na bezbożnego”

Co to oznacza? Biblia wyklucza możliwość przeniesienia odpowiedzialności za grzech z grzesznika na kogoś innego. Inaczej mówiąc, grzesznik musi umrzeć, nikt nie może umrzeć za grzesznika.
I jest jeszcze coś. Co Biblia mówi na temat ukarania kogoś, kto jest niewinny?
Wielu chrześcijan wierzy, że Jezus został ukarany za nas, to znaczy wziął na siebie karę, która powinna spaść na nas.

Prz 17,26 „Już nawet wymierzyć grzywnę niewinnemu nie jest rzeczą dobrą, a chłostać szlachetnych jest wbrew prawu”

Jeżeli karanie niewinnego jest złe, to czy śmierć Jezusa rzeczywiście mogła usatysfakcjonować wymagania Bożego prawa? Tak naprawdę Jezus został skazany na śmierć wbrew nie tylko rzymskiemu, ale także hebrajskiemu prawu. Więc dlaczego niektórzy ludzie uważają, że było to zgodne z bożym prawem? Biblia pokazuje, że ten wyrok był przede wszystkim niezgodny z Bożym prawem.

Jeśli tak, to dlaczego Jezus zmarł na krzyżu?

Jego śmierć ma wpłynąć na zmianę, która musi nastąpić, aby człowiek mógł żyć w obecności Boga. Ma wpłynąć na nastawienie człowieka do grzechu. Jezus zmarł dla nas, aby otworzyć nam oczy.

Jako grzesznicy wolimy widzieć przyjemną stronę grzechu i nie chcemy widzieć wszystkich jego konsekwencji. Nie chcemy widzieć tego, że grzech nas deprawuje i czyni z nas coraz gorszych ludzi. Nie chcemy widzieć tego, że gdy grzeszymy, zmieniamy samych siebie i stajemy się zdolni do robienia coraz gorszych rzeczy. I nie chodzi tu o naszą aktywność fizyczną, ale przede wszystkim o nasze myśli i uczucia. Grzech rodzi się w sercu i umyśle, a fizyczny czyn jest tylko jego końcowym etapem.

Mt 5,28 „A Ja wam powiadam, że każdy kto patrzy na niewiastę i pożąda jej, już popełnił z nią cudzołóstwo w sercu swoim”

Jest tylko jedna moc zdolna do powstrzymania nas nie tylko od złych czynów, ale przede wszystkim od złych myśli – to moc miłości do Boga.
Tylko miłość do Boga sprawia, że grzech staje się dla nas taką samą obrzydliwością, jak dla Boga. A wtedy, z Jego pomocą, możemy odrzucić grzech. Ellen White napisała, że „Znać Boga oznacza kochać Go” (ZJ 13,2). Kto poznał Boga ten poznał też Prawdę, która jako jedyna może nas wyswobodzić (J 8,32).

Całe życie Jezusa jest najlepszym dowodem na to, że jest to możliwe. To miłość do Ojca utrzymywała Jezusa w doskonałym posłuszeństwie względem Bożego prawa.
Jak możemy kochać Boga taka miłością?

Trzeba poznać Go tak, aby zrozumieć co tak naprawdę Jezus dla nas uczynił. On zostawił wszystko dla nas. On, Bóg i Stwórca wszystkiego, Władca całego wszechświata, Król królów i Pan panów, stał się zwyczajnym stworzeniem.
Czy można sobie wyobrazić uczucia człowieka, którego umysł zostałby przeniesiony do ciała małego owada, na przykład mrówki? A jestem przekonany, że dla Jezusa ta różnica była jeszcze większa.

Jak bardzo kocha On wszystkich ludzi, że zdecydował się na tę zmianę?
I nie tylko zdecydował się, On chciał tej zmiany i pożądał jej, aby nas uratować. Czy ta myśl nie dotyka naszych serc i nie powoduje powstania podziwu i uznania dla Niego, a jednocześnie czy nie czyni z nas pokornych, kiedy zaczynamy sobie zdawać sprawę z tego, jak bardzo egoistyczna jest nasza natura?

A teraz drugi punkt tych rozważań. Przypomnę, że pierwszy dotyczył możliwości przeniesienia konsekwencji grzechu z grzesznika na kogoś innego. Drugi dotyczy tego, czy rzeczywiście Boże prawo wymaga drugiej śmierci grzesznika.

Czy śmierć grzesznika jest karą za grzechy?

Gdybym teraz znalazł się na planecie Wenus, prawdopodobnie bym umarł. Czy zostałbym ukarany przez Wenus czy też raczej poniósłbym konsekwencje swojej decyzji? Może otrzymałbym zapłatę za to, co zrobiłem?
Co Biblia mówi o związku między grzechem i śmiercią?

Rz 6,23 „Zapłatą za grzech jest śmierć”

Biblia mówi, że śmierć jest zapłatą, a nie karą.
Zapłata jest czymś, co pracownik musi otrzymać (Kpł 19,13). Zakładając, że zapłata jest zawsze przekazywana pracownikowi, to czy jest możliwe, aby pracownik jej nie odebrał?
Kiedy pracownik nie może odebrać swojej zapłaty?
Kiedy jest martwy. Jednak ten wniosek wydaje się być bezsensowny. Umrzeć, aby ocalić się przed śmiercią? Aby uniknąć śmierci człowiek musi umrzeć?

Wszystko zależy od tego, o jakiej śmierci mówimy. Biblia mówi nam o kilku jej rodzajach.

1. Śmierć fizyczna, czyli śmierć ciała, jest w Biblii porównana do snu, ponieważ umiera ciało, a duch przechodzi w stan zbliżony do snu. Jest to śmierć pierwsza.

2. Śmierć zarówno ciała jak i ducha, związana z całkowitym unicestwieniem ciała i umysłu, to śmierć druga. Spotka wszystkich tych ludzi, którzy nie zostaną zbawieni.

3. Jest jeszcze trzeci rodzaj śmierci, o której mówi nam Biblia.

Rz 6,1-2 Cóż więc powiemy? Czy mamy pozostać w grzechu, aby łaska obfitsza była? Przenigdy! Jakże my, którzy grzechowi umarliśmy, jeszcze w nim żyć mamy?
Rz 6,7-8 Kto bowiem umarł, uwolniony jest od grzechu. Jeśli tedy umarliśmy z Chrystusem, wierzymy, że też z nim żyć będziemy
Rz 6,11 Podobnie i wy uważajcie siebie za umarłych dla grzechu, a żyjących dla Boga w Chrystusie Jezusie

Ta trzecia śmierć to śmierć dla grzechu, która jest początkiem życia w Chrystusie.
Apostoł Paweł powiedział o sobie:

Rz 7,9-10 I ja żyłem niegdyś bez zakonu, lecz gdy przyszło przykazanie, grzech ożył, a ja umarłem i okazało się, że to przykazanie, które miało być ku żywotowi, było ku śmierci

Czy Paweł kiedykolwiek żył bez zakonu? Był gorliwym faryzeuszem, ale zrozumiał, że pomimo to żył bez zakonu. Nie rozumiał zakonu, a w związku z tym tak naprawdę żył bez zakonu. Samo literalne przestrzeganie zakonu jest właśnie życiem bez zakonu. Kiedy Paweł to zrozumiał, wtedy umarł i zaczął żyć dla Boga.
Paweł przeszedł przez trzecią śmierć:

Gal 2,19-20 Albowiem ja przez zakon umarłem zakonowi, abym żył Bogu. Z Chrystusem jestem ukrzyżowany, żyję więc już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus, a obecne życie moje w ciele jest życiem w wierze w Syna Bożego, który mnie umiłował i wydał samego siebie za mnie
Tak więc śmierć jest zapłatą za grzech i każdy grzesznik musi tę zapłatę otrzymać. Jednak to od nas zależy, czy tą zapłatą będzie śmierć druga czy trzecia. Czy widać różnicę między drugą i trzecią śmiercią?

To jest powód, dla którego Bóg jest jednocześnie sprawiedliwy i miłosierny. Boże prawo mówi, że grzesznik musi umrzeć, ponieważ w obecności Boga nie ma miejsca na grzech. Jednak Bóg jest miłosierny, ponieważ robi wszystko, aby nikt nie musiał umierać drugą śmiercią, ale przez trzecią śmierć wypełnił warunki konieczne do życia w Królestwie Niebios.
Wtedy, dzięki Jego miłości i miłosierdziu, wymagania Bożego prawa są wypełnione.
A teraz powtórzę moje dwa pytania:

Kto myśli, że grzech i jego konsekwencje mogą być przeniesione z grzesznika na kogoś innego?
A kto myśli, że Boże prawo wymaga drugiej śmierci grzesznika?

Ktoś mógłby mi teraz zadać pytanie: A co z naszymi grzechami? Czy nie muszą być one zmyte z nas krwią Jezusa?
Sprawdźmy co o tym mówi Biblia.
Apostoł Paweł napisał, że Bóg:
„dla okazania sprawiedliwości swojej (…) w cierpliwości Bożej pobłażliwie odniósł się do przedtem popełnionych grzechów” (Rz 3,25)

Paweł nawet nie próbuje sugerować, że grzechy muszą być zmyte krwią Jezusa. Wręcz przeciwnie, Paweł mówi, że jeżeli warunek wiary w Jezusa jest wypełniony, Bóg jest pobłażliwy dla wcześniej popełnionych grzechów. Po prostu o nich zapomina, nie maja one dla Boga znaczenia.

Iz 43,25 „Ja, jedynie Ja, mogę przez wzgląd na siebie zmazać twoje przestępstwa i twoich grzechów nie wspomnę”

Pamiętajmy o tym, jaki jest nasz Bóg.

Ps 103,8-13 „Miłosierny i łaskawy jest Pan, Cierpliwy i pełen dobroci. Nie prawuje się ustawicznie, Nie gniewa się na wieki. Nie postępuje z nami według grzechów naszych ani nie odpłaca nam według win naszych. Lecz jak wysoko jest niebo nad ziemią, tak wielka jest dobroć jego dla tych, którzy się go boją. Jak daleko jest wschód od zachodu, tak oddalił od nas występki nasze. Jak się lituje ojciec nad dziećmi, Tak się lituje Pan nad tymi, którzy się go boją”

Jeszcze jeden cytat:

Ez 18,21-22 „Lecz gdy bezbożny odwróci się od wszystkich swoich grzechów, które popełnił, i będzie przestrzegał wszystkich moich przykazań, i będzie wykonywał prawo i sprawiedliwość, na pewno będzie żył, nie umrze. Nie będzie mu się przypominać żadnych jego przestępstw, które popełnił, będzie żył przez sprawiedliwość, którą się kierował”

Jak widać zarówno Paweł jak i prorocy, czyli Stary Testament, mówią, że Bóg bardzo chętnie wybacza nam nasze grzechy, to znaczy traktuje je tak, jakby nigdy ich nie było, jednak pod pewnym warunkiem.
Grzesznik musi uwierzyć w Jezusa Chrystusa.

O jakiej wierze jest tu mowa, co to znaczy wierzyć w Jezusa i jak można rozpoznać taka wiarę? Skąd grzesznik może wiedzieć, że jego wiara jest właśnie tą, która prowadzi do usprawiedliwienia?
Apostoł Paweł taj napisał o takiej wierze:

Rz 1,16-17 „Albowiem nie wstydzę się Ewangelii Chrystusowej, jest ona bowiem mocą Bożą ku zbawieniu każdego, kto wierzy, najpierw Żyda, potem Greka, bo usprawiedliwienie Boże w niej bywa objawione, z wiary w wiarę, jak napisano: A sprawiedliwy z wiary żyć będzie”

Boża moc jest objawiona w życiu tego, kto wierzy, nie tyle w tym, że jego grzechy zostały mu wybaczone, ale przede wszystkim w tym, że dzięki tej mocy każdy wierzący w Jezusa może żyć i nie grzeszyć.
Podstawą takiej wiary jest miłość do Boga. To właśnie dlatego Jezus powiedział:

J 14,15.24 „Jeśli mnie miłujecie, przykazań moich przestrzegać będziecie (…) Kto mnie nie miłuje, ten słów moich nie przestrzega”

Apostoł Jan wyjaśnił to w taki sposób:

1 J 5,3 „Na tym bowiem polega miłość ku Bogu, że się przestrzega przykazań jego, a przykazania jego nie są uciążliwe”

Tak więc każdy, kto ma wiarę w Jezusa, jest usprawiedliwiony i jego grzechy idą w zapomnienie. Co więcej, wiara w Jezusa sprawia, że zaczyna on żyć zgodnie z Bożym prawem, ponieważ Boże prawo nie jest już dla niego uciążliwe.
Ponadto taki człowiek czuje do grzechu to samo, co czuje Bóg. Ten sam grzech, do którego był kiedyś przywiązany, stał się dla niego tak obrzydliwy, że po prostu odwrócił się od niego. Tym samym wypełnił warunek wybaczenia poprzednio popełnionych grzechów.

Ez 18,20-22 „Człowiek, który grzeszy, umrze (…) Sprawiedliwość będzie zaliczona sprawiedliwemu, a bezbożność spadnie na bezbożnego. Lecz gdy bezbożny odwróci się od wszystkich swoich grzechów, które popełnił, i będzie przestrzegał wszystkich moich przykazań, i będzie wykonywał prawo i sprawiedliwość, na pewno będzie żył, nie umrze. Nie będzie mu się przypominać żadnych jego przestępstw, które popełnił, będzie żył przez sprawiedliwość, którą się kierował”

Tak więc Boże prawo wcale nie żąda drugiej śmierci grzesznika, a tym bardziej nie żąda, aby ktoś umarł za grzesznika. Wymagania Bożego prawa są wypełnione, jeżeli „bezbożny odwróci się od wszystkich swoich grzechów”. I wtedy Bóg może objawić swoje miłosierdzie, wybaczając grzechy tym, którzy wypełnili wymagania Bożego prawa.

Co w takim razie oznacza to, że Bóg ustanowił swojego Syna jako ofiarę przebłagalną, i do tego przez Jego krew? W tym pytaniu są tak naprawdę ukryte dwa pytania:
1. Kogo Jezus chce przebłagać swoją ofiarą?
2. Dlaczego to przebłaganie odbywa się przy pomocy krwi?
Według popularnej interpretacji Jezus, ze względu na wymagania Bożego prawa, przebłagał swoją ofiarą Ojca, albo, mówiąc inaczej, zaspokoił wymagania Bożej sprawiedliwości. Gdyby tak było, to oznaczałoby to, że Bóg „ustanowił [swojego Syna] jako ofiarę przebłagalną”, aby przebłagać samego siebie. Oznaczałoby to także, że okup jaki Jezus złożył oddając swoje życie, został złożony Ojcu. Jednak dla Boga złożenie ofiary z własnego dziecka jest obrzydliwością (Kpł 18,21).

Komu płaci się okup i kogo błaga się o czyjeś życie? Czy nie tego, kto ma to życie w swoich rękach i jest gotów je odebrać, jeżeli ten okup nie zostanie mu zapłacony? Czy tym kimś jest Bóg Ojciec?

Ez 18,23 „Czy rzeczywiście mam upodobanie w śmierci bezbożnego - mówi Wszechmocny Pan - a nie raczej w tym, by się odwrócił od swoich dróg i żył?”

To nie Bóg Ojciec trzyma nas w niewoli grzechu i to nie Jemu musiał zostać zapłacony okup. To nie Boga trzeba błagać o to, aby pozwolił żyć grzesznikom, ponieważ On właśnie tego pragnie. Jest to największym pragnieniem zarówno Ojca jak i Syna.

„Ja i Ojciec jedno jesteśmy” (J 10,30)

Do kogo Jezus przyszedł ze swoją ofiarą przebłagalną?

„Oto stoję u drzwi i kołaczę; jeśli ktoś usłyszy głos mój i otworzy drzwi, wstąpię do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze mną” (Ap 3,20)

Jezus przyszedł do nas i puka do naszych serc. Błaga nas, abyśmy otworzyli te drzwi i pozwolili Mu wejść i zmienić nasze kamienne, egoistyczne serca na nowe, które On wypełni Bożą miłością. Bóg może to zrobić, ale tylko wtedy, gdy my mu na to pozwolimy. On dał nam wolną wolę i nigdy nie robi z nami tego, na co Mu nie chcemy pozwolić.
On, Król królów i Pan panów, Bóg i Stwórca wszystkiego, prosi i błaga nas, swoje stworzenia, o to abyśmy pozwolili Mu zmienić nas tak, abyśmy mogli żyć wiecznie w Jego obecności.
Objawia nam pełnię swojej miłości, abyśmy mogli podjąć decyzję i wybrać miłość do Niego albo miłość do grzechu. Nasz egoizm i nasze przywiązanie do zła są tak silne, że Bóg użył najmocniejszych argumentów, aby przekonać nas z jednej strony o swojej miłości, a z drugiej o potworności i ohydzie grzechu. To ze względu na olbrzymi opór, jaki stawiają nasze serca, Bóg użył własnej krwi, aby przełamać ten opór.

„Usprawiedliwieni krwią jego”

Jest coś charakterystycznego w naszym zachowaniu, kiedy widzimy krew. Nikt nie lubi nosić na sobie śladów krwi. Mycie zakrwawionych rąk jest chyba naturalnym odruchem każdego z nas, podobnie jak zmiana zakrwawionego ubrania na czyste.
Usuwamy ślady krwi po to, aby nie przypominały nam o nieprzyjemnych wydarzeniach związanych z przelana krwią.
Czasem umycie rąk i zmiana ubrania nie są wystarczające, ponieważ ślady krwi nadal pozostają w naszych umysłach. A jednak Biblia mówi nam, że jedynym sposobem na to, aby człowiek mógł zostać uznanym za sprawiedliwego i nosić szatę Bożej sprawiedliwości, jest wypranie naszej szaty we krwi Baranka.

Czy nie jest to dziwne?
Czy ktoś próbował kiedykolwiek wyprać coś we krwi? Nie jest możliwe, aby po takim praniu jakakolwiek rzecz stała się biała. Ślady krwi będą po takim praniu widoczne na każdej części ubrania.
Jaki jest symboliczny sens tej czynności? Może chodzi o to, abyśmy uzmysłowili sobie, że krew Jezusa jest na naszych rękach, że to zatwardziałość naszych serc spowodowała, że tylko przelana krew Syna Bożego mogła skruszyć nasz egoizm i doprowadzić nas do skruchy i ukorzenia się przed Bogiem. Okup w postaci krwi Jezusa został wylany na nas, aby poruszyć nasze serca, wstrząsnąć nami i doprowadzić nas do upadku na skałę, jaką jest Jezus, aby nasz egoizm uległ roztrzaskaniu.
To jedyna droga, która poprzez trzecią śmierć może nas doprowadzić do zbawienia.
Kto na nią wejdzie, ten upadnie na ten kamień, jakim jest Jezus i roztrzaska się, umierając trzecią śmiercią.
Kto na nią nie wejdzie, na tego ta skała upadnie i zmiażdży go, i w ten sposób umrze drugą, wieczną śmiercią.

Jezus przelał za nas i dla nas swoją bezcenną krew.
Czy świadomość tego, że mamy Jego krew na naszych rękach porusza nasze serca?

Bóg nakazał ludziom składanie ofiar. Czy uczynił to, abyśmy mogli przebłagać Go tymi ofiarami?

Co czuł Adam, kiedy składał swoją pierwszą ofiarę?
Czy czuł ulgę, ponieważ ta ofiara usunęła jego odpowiedzialność za jego grzechy? Czy myślał: Jak to dobrze, że ktoś będzie ukarany za moje grzechy i że nie będę musiał umrzeć drugą śmiercią? Czy czuł się tak, jak przestępca, który został uwolniony od odpowiedzialności za swoje przestępstwa?

Ellen White tak o tym napisała:
„Bóg ustanowił rytuał ofiarniczy, aby był dla człowieka nieustanną pamiątką oraz formą wyznania grzechu, a także wyrazem wiary w obiecanego Odkupiciela. Składanie ofiar ze zwierząt miało uświadamiać upadłemu rodzajowi ludzkiemu uroczystą prawdę, że grzech jest przyczyną śmierci. Dla Adama złożenie pierwszej ofiary było najboleśniejszą ceremonią. Musiał własnoręcznie odebrać życie, które tylko Bóg może dać. Po raz pierwszy był świadkiem śmierci, a wiedział, że gdyby był posłuszny Bogu, ani człowiek, ani zwierzęta nie musieliby umierać. Gdy zabijał niewinną ofiarę, drżał na myśl, że jego grzech doprowadzi do przelania krwi nieskazitelnego Baranka Bożego. Ta scena głębiej i wyraźniej uświadomiła mu ogrom jego przestępstwa, które mogło być zmazane jedynie przez śmierć umiłowanego Syna Bożego. Jednocześnie wprawiała go w zdumienie nieskończona dobroć Boga, gotowego dać taki okup, by ratować winowajcę” (PP 48,2)

A co my czujemy, kiedy myślimy o ofierze złożonej przez Jezusa? Czy czujemy się szczęśliwi, ponieważ zostaliśmy w ten sposób uwolnieni z odpowiedzialności za nasze grzechy?
A może świadomość tego, naszymi grzechami zmusiliśmy Jezusa do złożenia tej ofiary, spowodowała zmianę naszego nastawienia do grzechu? Może przestaliśmy lubić albo kochać grzech, i zaczęliśmy czuć do grzechu niechęć i nienawiść?
Czy nadal myślimy, że niektóre grzechy nie mają znaczenia i że Bóg wybaczy nam każde przywiązanie do grzechu, ponieważ „Jezus za nas umarł”?

Na czym naprawdę polega nasze usprawiedliwienie przez krew Jezusa?

[17/03/2020]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz