„Albowiem nie czynię dobrego, które chcę, tylko złe, którego
nie chcę, to czynię” (Rz 7,19)
Apostoł Paweł podzielił się z nami swoimi rozterkami, które
dręczyły go przez pewien czas. Jako człowiek wierzący znał Boże prawo i zgadzał
się z tym, że jest ono „święte i sprawiedliwe, i dobre”. Nie tylko
zgadzał się z tym, ale miał „upodobanie w zakonie Bożym”. O Bożym prawie
mówił to samo, co wcześniej mówił król Dawid:
„W sercu moim przechowuję słowo twoje (…) mam upodobanie
w przykazaniach twoich (…) ustawy twoje są rozkoszą moją (…) prawa twoje są
dobre! Oto tęsknię do przykazań twoich (…) rozkoszuję się przykazaniami twoimi,
które pokochałem (…) mam rozkosz w zakonie twoim (…) zakon twój jest rozkoszą
moją (…) zakon twój miłuję” (Ps 119)
A mimo to, z wielkim smutkiem, Paweł stwierdził:
„mam bowiem zawsze dobrą wolę, ale wykonania tego, co
dobre, brak; albowiem nie czynię dobrego, które chcę, tylko złe, którego nie
chcę, to czynię”
Na czym polegał jego problem?
„Bo według człowieka wewnętrznego mam upodobanie w zakonie
Pana, a w członkach swoich dostrzegam inny zakon, który walczy przeciwko
zakonowi, uznanemu przez mój rozum i bierze mnie w niewolę zakonu grzechu,
który jest w członkach moich”
Ten ostatni wers wymaga kilku słów wyjaśnienia. W tym wersie Paweł cztery razy użył słowa „zakon”, w oryginalnym tekście greckim jest to
słowo „nomos”. To słowo ma kilka
znaczeń: prawo (ogólnie), prawo Boże, prawo Mojżeszowe, księgi Mojżeszowe,
Stary Testament, ale oznacza także jakąś siłę lub wpływ skłaniającą do
działania, oraz zwyczaj, sposób życia (patrz: konkordancja Stronga).
Paweł mówi w tym wersie o dwóch zakonach. Pierwszy to zakon
Boży, w którym Paweł miał upodobanie i uznawał jego słuszność i dobroć swoim
rozumem. Drugi zakon to zakon grzechu, o którym Paweł napisał, że „jest w
członkach moich”. To ten zakon był przyczyną tego, że Paweł znajdował się w
niewoli grzechu. Tym zakonem była grzeszna natura Pawła, jego przyzwyczajenia i
zwyczaje, kształtowane od urodzenia.
„Nędzny ja
człowiek! Któż mnie wybawi z tego ciała śmierci?”
Paweł wyznał, że, pomimo szczerych chęci, nie był w stanie
uwolnić się od wpływu swojej grzesznej natury. Czy w związku z tym stwierdził,
że nic nie można z tym zrobić i że do końca życia pozostanie w niewoli zakonu
grzechu?
„Bogu niech będą dzięki przez Jezusa Chrystusa, Pana
naszego!”
Apostoł Paweł znalazł rozwiązanie problemu! To Jezus jest
tym rozwiązaniem i dlatego Paweł dziękuje z całego serca Bogu za Jezusa
Chrystusa.
Na czym dokładnie polega to rozwiązanie? Czy Bóg przez
Jezusa Chrystusa zmienił grzeszną naturę Pawła i dzięki temu Paweł przestał
odczuwać jej wpływ? Nie, Paweł nadal miał tą samą naturę.
„Tak więc ja sam służę umysłem zakonowi Bożemu, ciałem
zaś zakonowi grzechu”.
Nadal jego ciało służyło zakonowi grzechu, ale nie tyle
służyło, co nadal chciało służyć. Paweł odkrył, że ciało straciło swój wpływ na
niego, od kiedy zaczął żyć w Chrystusie.
„Przeto teraz nie ma żadnego potępienia dla tych, którzy
są w Chrystusie Jezusie, bo zakon Ducha, który daje życie w Chrystusie Jezusie,
uwolnił cię od zakonu grzechu i śmierci”
Paweł zaczął nowe życie, ponieważ poznał Jezusa, pokochał Go
i wypełniła się w jego życiu obietnica złożona przez Chrystusa:
Jeśli kto mnie miłuje, słowa mojego przestrzegać będzie,
i Ojciec mój umiłuje go, i do niego przyjdziemy, i u niego zamieszkamy”
(J 14,23)
Dzięki stałej obecności Jezusa, Paweł zaczął żyć nowym
życiem. W tym nowym życiu jego grzeszna natura straciła całkowicie wpływ na
podejmowane przez Pawła decyzje, ponieważ słabości Pawła zostały zastąpione
mocą Jezusa. Paweł zaczął żyć takim życiem, jakim żyłby Jezus będąc na jego
miejscu. Paweł zaczął myśleć, czuć i robić to, co robiłby Jezus. Zaczął przez
wiarę żyć w Chrystusie.
Paweł został uwolniony od zakonu grzechu i śmierci, czyli od
swoich przyzwyczajeń, od wpływu swojej grzesznej natury.
Problem Pawła nie był tylko jego problemem. Był to problem
wszystkich ludzi, zarówno tych, którzy żyli w czasach Pawła, jak i tych, którzy
żyli przed nim i po nim. Jest to też problem każdego z nas.
Każdy człowiek, który uwierzył w Boga, zaczyna sobie zdawać sprawę
z tego, że ma taki sam problem, jaki miał Paweł, to znaczy z jednej strony wie, że
powinien przestać grzeszyć i nawet chce, aby tak się stało, jednak w pewnych
sytuacjach przekonuje się, że nie potrafi powstrzymać się od zrobienia czegoś złego.
Cała jego wiedza o Bogu nie ma w takim momencie żadnego znaczenia, nie jest w
stanie powstrzymać go od grzechu. Zakon w znaczeniu prawa nie ma mocy, aby
utrzymać wierzącego w posłuszeństwie, ponieważ „przez zakon jest poznanie
grzechu”, a nie moc do pokonania go. Taka moc jest w zakonie Ducha, „który
daje życie w Chrystusie Jezusie”.
Czym jest zakon Ducha? Niektórzy uważają, że jest to inne
prawo niż to, które Bóg przekazał przez Mojżesza, uważają, że Jezus zmienił
Boże przykazania i dał nam nowe. Inni uważają, że Jezus po prostu zwolnił nas
od odpowiedzialności za grzechy. Oba te poglądy sprowadzają się do tej samej
tezy, że człowiek może grzeszyć i być zbawionym. Na czym polega błąd tych,
którzy tak myślą? Po pierwsze warunkiem zbawienia nie jest życie całkowicie
pozbawione grzechu, ale odwrócenie się od wszystkich grzechów (Ezechiel 18).
Oznacza to, że kiedy człowiek nie tyle przestanie grzeszyć, co przestaje chcieć
grzeszyć, kiedy przestaje kochać grzech i zaczyna grzech nienawidzić, to wtedy
może zostać zbawiony, o ile ta nienawiść do grzechu pozostanie w nim na stałe.
Po drugie Biblia wyraźnie mówi o tym, że w Królestwie Bożym nie ma miejsca na
grzech i że „nie wejdzie do niego nic nieczystego ani nikt, kto czyni
obrzydliwość i kłamie” (Ap 21,27). Nikt kto czyni – jest to czas
teraźniejszy, co oznacza, że gdyby dzisiaj miała zapaść decyzja o zbawieniu, to
nikt, kto teraz „czyni obrzydliwość i kłamie” nie zostanie zbawiony. To czy
robił to w przeszłości nie ma znaczenia.
Tak więc zakon Ducha to nie jakieś nowe prawo, nowe zasady
według których mogą do nieba wejść ci, którzy nie przestali grzeszyć. Tym
zakonem jest ewangelia Chrystusowa, „jest ona bowiem mocą Bożą ku zbawieniu
każdego, kto wierzy”. To jest ta moc, której brakowało Pawłowi, kiedy żył bez
Chrystusa i chociaż był pełen dobrych chęci, to i tak upadał. Jednak kiedy
poznał Prawdę, zachwycił się nią i naprawdę pokochał Boga, kiedy zaczął nowe
życie w Chrystusie, wtedy otrzymał od Boga moc, która pozwoliła mu uwolnić się
spod wpływu „zakonu grzechu i śmierci”. Spełniły się w jego życiu słowa
Jezusa: „I poznacie prawdę, a prawda was wyswobodzi” (J 8,32). Paweł
umarł dla grzechu i mówi nam, że my także możemy.
„Cóż więc powiemy? Czy mamy pozostać w grzechu, aby łaska
obfitsza była? Przenigdy! Jakże my, którzy grzechowi umarliśmy, jeszcze
w nim żyć mamy? Czyż nie wiecie, że my wszyscy, ochrzczeni w Chrystusa Jezusa,
w śmierć jego zostaliśmy ochrzczeni (…) byśmy już nadal nie służyli grzechowi”
(Rz 6,1-6)
Dlaczego tak wielu chrześcijan mówi o tym, że życie bez
grzechu jest niemożliwe, a co najmniej niesamowicie trudne? Apostoł Jan mówi
nam coś przeciwnego:
„Na tym bowiem polega miłość ku Bogu, że się
przestrzega przykazań jego, a przykazania jego nie są uciążliwe” (1 J 5,3).
Kto ma rację, apostoł Jan, umiłowany uczeń Jezusa, czy też ci,
którzy uważają, że przykazania są uciążliwe, a miłość do Boga nie pomaga w
przestrzeganiu Bożego prawa?
A dlaczego pomimo naszej całej wiedzy o Bogu i o grzechu,
tak wielu z nas nadal grzeszy?
Może odpowiedź znajduje się w innym wersie tego samego listu
Jana:
„Kto z Boga się narodził, grzechu nie popełnia, gdyż
posiew Boży jest w nim, i nie może grzeszyć, gdyż z Boga się narodził” (1 J
3,9)
Jeżeli ten, kto narodził się z Boga, nie tyle nie grzeszy,
co nie może grzeszyć, to może ten kto grzeszy po prostu jeszcze się z
Boga nie narodził? Wiem, że jest wielu chrześcijan, którzy uważają, że
narodzili się z Boga, a mimo to grzeszą. Może po prostu nie mają racji
uważając, że są narodzeni na nowo?
Podobna odpowiedź została też udzielona przez Jezusa:
„Kto mnie nie miłuje, ten słów moich nie przestrzega, a
przecież słowo, które słyszeliście, nie jest moim słowem, lecz Ojca, który mnie
posłał” (J 14,24)
Może ten, kto nadal grzeszy jeszcze nie pokochał Boga? Wiem,
że jest wielu chrześcijan, którzy uważają, że kochają Boga i często deklarują
swoją miłość, a mimo to grzeszą. Może tylko wydaje się im, że kochają Boga;
może nie zrozumieli tego, czym jest miłość do Boga i jak można ją rozpoznać?
Jest jeszcze inna wypowiedź Jezusa, która wyjaśnia ten
problem:
„A to jest żywot wieczny, aby poznali ciebie, jedynego
prawdziwego Boga i Jezusa Chrystusa, którego posłałeś” (J 17,3)
Może ten, kto nadal grzeszy, po prostu jeszcze nie poznał
Boga? Wiem, że jest wielu chrześcijan, którzy uważają, że znają Boga i wiedzą o
Nim bardzo dużo. Może tylko wydaje się im, że znają Boga, a tak naprawdę
jeszcze go nie poznali? Jezus powiedział też coś o takich chrześcijanach:
„W owym dniu wielu mi powie: Panie, Panie, czyż nie
prorokowaliśmy w imieniu twoim i w imieniu twoim nie wypędzaliśmy demonów, i w
imieniu twoim nie czyniliśmy wielu cudów? A wtedy im powiem: Nigdy was nie
znałem. Idźcie precz ode mnie wy, którzy czynicie bezprawie” (Mt 7,22-23)
Paweł znalazł rozwiązanie swojego problemu. Przyjął i
zaakceptował to, co objawił mu Jezus Chrystus w drodze do Damaszku. Następnie
poznał Jezusa tak, że pokochał Go i narodził się na nowo.
Każdy z nas musi sobie odpowiedzieć na te pytania:
Czy spotkałem już Jezusa na mojej drodze do Damaszku? Czy
poznałem Go tak dobrze, że pokochałem Go z całego serca?
Jeżeli tak, to owoce
tej miłości powinny być widoczne w moim życiu, między innymi w postaci
odrzucenia wszystkich wcześniej popełnionych grzechów, w postaci nowego życia w
Chrystusie, życia pozbawionego grzechu.
A jeżeli nie, to może najwyższy czas abym zaczął myśleć o
tym, co mam zrobić, aby Go w końcu poznać i pozwolić Mu zmienić moje życie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz