„Wszak Chrystus, gdy jeszcze byliśmy słabi, we właściwym
czasie umarł za bezbożnych. Rzadko się zdarza, że ktoś umrze za sprawiedliwego;
prędzej za dobrego gotów ktoś umrzeć, Bóg zaś daje dowód swojej miłości przez
to, że kiedy byliśmy grzesznikami, Chrystus za nas umarł. Tym bardziej więc
teraz, usprawiedliwieni krwią jego, będziemy przez niego zachowani od gniewu.
Jeśli bowiem, będąc nieprzyjaciółmi, zostaliśmy pojednani z Bogiem przez śmierć
Syna jego, tym bardziej, będąc pojednani, dostąpimy zbawienia przez życie jego.
A nie tylko to, lecz chlubimy się też w Bogu przez Pana naszego, Jezusa
Chrystusa, przez którego teraz dostąpiliśmy pojednania” (Rz 5,6-11)
O czym Paweł mówi nam w tym fragmencie Listu do Rzymian?
Punktem wyjścia jest tutaj stan, w jakim, na skutek
pochodzenia, znajduje się każdy człowiek. Po tym jak zgrzeszyli, Adam i Ewa
przekazywali swoim potomkom jako dziedzictwo grzeszną naturę. Każdy z nas rodzi
się jako grzesznik, jako słaby człowiek. „Wszyscy zgrzeszyli i brak im
chwały Bożej” (Rz 3,23). Paweł mówi nawet coś więcej, ponieważ nie
tylko nazwał nas grzesznikami, ale nieprzyjaciółmi Boga. A jako grzesznicy
powinniśmy umrzeć drugą śmiercią, ponieważ zapłatą za grzech jest śmierć. Bóg
jednak nie chce abyśmy umierali, i dlatego „we właściwym czasie” został
przez Boga wdrożony kolejny etap planu zbawienia. W ramach tego planu Jezus
przyszedł na ziemię i „umarł za bezbożnych”. Skutkiem tego planu jest
usprawiedliwienie, pojednanie z Bogiem oraz zbawienie, jednak ten efekt nie
objawi się w życiu wszystkich ludzi.
Spróbujmy popatrzeć na to w taki sposób, aby przez
porównanie stanu początkowego i końcowego, znaleźć te zmiany, które muszą
nastąpić, aby stan końcowy został osiągnięty.
Stan początkowy:
Ludzie są słabi i grzeszni, a na skutek posiadania grzesznej
natury są nieprzyjaciółmi Boga.
Stan końcowy:
Ludzie nie są już słabi i grzeszni, zostali pojednani z
Bogiem i są teraz sprawiedliwi, stali się przyjaciółmi Boga.
Co musiało się zmienić, aby stan końcowy został osiągnięty?
Kiedy mamy konflikt między dwoma stronami, na przykład wojna
między dwoma sąsiednimi krajami, to zakończenie go, czyli pojednanie, jest możliwe
tylko wtedy, gdy zostanie usunięta przyczyna konfliktu. W relacjach
międzyludzkich najczęściej polega to na tym, że obie strony idą na pewne
ustępstwa i w ten sposób dochodzi do zakończenia sporu. Nie ma już
nieprzyjaciół, ale panuje zgoda i przyjaźń.
Jednak kiedy mówimy o konflikcie między ludźmi a Bogiem, to
musimy pamiętać o tym, że Bóg się nie zmienia. Jego prawo jest stałe,
niezmienne i doskonałe. Nie można zmienić tego, co jest doskonałe na coś
lepszego. Kto musi wobec tego coś zmienić? Bóg czy my, ludzie?
Ponadto Paweł nas nazwał nieprzyjaciółmi Boga, o Bogu nie
powiedział że jest naszym nieprzyjacielem. Zmianie musi ulec nasz stosunek do Boga, a nie stosunek Boga do ludzi.
To nie Bóg musi dopasować się do nas, ale my do Boga. I to dopasowanie
musi być całkowite. Muszą zostać usunięte wszystkie przyczyny konfliktu, aby
nasz stan zmienił się na przeciwny do tego, jaki mamy od urodzenia. Grzesznik à Sprawiedliwy; wróg à przyjaciel. Nie można
być częściowo sprawiedliwym, tak samo jak nie można być częściowo przyjacielem.
Tak więc celem tego, co zrobił Jezus Chrystus, jest
pojednanie nas z Bogiem w taki sposób, że wszystkie konieczne zmiany następują
po naszej stronie, a nie Boga.
I teraz ważne pytanie.
Jaka jest największa przeszkoda w osiągnięciu pojednania
między człowiekiem i Bogiem?
„Obrzeżcie więc nieobrzezkę waszego serca, a waszego
karku już nie zatwardzajcie” (Pwt 10,16)
„Nie zatwardzajcie serca waszego, jak w Meriba, Jak w
dniu pobytu w Massa na pustyni” (Ps 95,8)
„Nie zatwardzajcie serc waszych, jak podczas buntu, w
dniu kuszenia na pustyni” (Hbr 3,8)
„Dziś, jeśli głos jego usłyszycie, nie zatwardzajcie serc
waszych” (Hbr 4,7)
Taką przeszkodą jest ludzkie serce, takie z jakim
przychodzimy na ten świat. Nasze serca są z natury grzeszne i wrogo nastawione
do Boga, z natury są nieobrzezane, czyli są połączone z upodobaniem do tego, co
złe. A to przecież serce jest podstawą do naszej oceny u Boga, ponieważ „człowiek
patrzy na to, co jest przed oczyma, ale Pan patrzy na serce” (1 Sam 16,7).
I dlatego Bóg powiedział:
„I dam wam serce nowe, i ducha nowego dam do waszego
wnętrza, i usunę z waszego ciała serce kamienne, a dam wam serce mięsiste” (Ez
36,26)
Śmierć Jezusa na krzyżu oraz Jego krew przelana za nas, są
środkiem mającym służyć zmianie naszych serc. Bóg bardzo chętnie daje nam nowe
serca, jednak nigdy nie zrobi tego wbrew naszej woli, a nasza grzeszna natura
nie chce takiej zmiany. Dzisiaj, po sześciu tysiącach lat życia w grzechu,
nasze serca są tak zatwardzone, że tylko świadomość tego, jak wielką ofiarę
Jezus złożył dla nas na krzyżu, jest w stanie poruszyć nas tak, abyśmy jednak
zapragnęli tej zmiany. Tylko świadomość tego, że krew Jezusa Chrystusa, Syna
Bożego, jest na naszych rękach, może poruszyć nas tak, że otworzą się nasze
oczy i zrozumiemy jak obrzydliwy i straszny jest grzech. Tylko ta świadomość
może pomóc nam zrozumieć jak wielka jest miłość Boga do ludzi, a wtedy może
zostać złamana moc naszej miłości do grzechu, a my możemy dzięki temu zacząć
kochać Boga. A miłość do Niego pomoże nam zmienić całe nasze życie.
Bóg zrobił wszystko abyśmy mogli Go pokochać, jednak nie
zmusza nas do tego. Decyzja należy do nas.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz