Życie każdego człowieka toczy się na dwóch płaszczyznach, fizycznej i
duchowej. Fizycznie rodzimy się w różnych miejscach i w różnych środowiskach,
mniej lub bardziej przyjaznych, a to w dużym stopniu decyduje o tym, co możemy
robić. A jak jest z naszym życiem duchowym?
Wszyscy rodzimy się z taką samą grzeszną naturą, co oznacza, że od
urodzenia łatwiej jest nam grzeszyć niż żyć w zgodzie z Bożymi przykazaniami.
Nikt nie rodzi się jako dobry i sprawiedliwy człowiek, każdy z nas odziedziczył
naturę zepsutą grzechem. Nawet jeżeli ktoś przez całe swoje życie nie zrobił
czegoś złego, to nie oznacza to, że jest sprawiedliwy. Prawda o naszej naturze
ujawnia się dopiero wtedy, gdy mamy realną możliwość zrobienia czegoś złego.
Tak prawda ujawnia się nie tyle w samej decyzji, co w procesie myślenia
prowadzącym do podjęcia decyzji. Jezus powiedział, że „każdy kto patrzy na
niewiastę i pożąda jej, już popełnił z nią cudzołóstwo w sercu swoim”
(Mateusza 5,28). Boże standardy sprawiedliwości są o wiele wyższe niż ludzkie i
dotyczą przede wszystkim myśli i uczuć. „Urodziłem się w przewinieniu i w
grzechu poczęła mnie matka moja” (Psalm 51,7). „Wszyscy są pod wpływem
grzechu, jak napisano: Nie ma ani jednego sprawiedliwego, nie masz, kto by
rozumiał, nie masz, kto by szukał Boga; wszyscy zboczyli, razem stali się
nieużytecznymi, nie masz, kto by czynił dobrze, nie masz ani jednego (…) wszyscy
zgrzeszyli i brak im chwały Bożej” (Rzymian 3,9-12.23).
Życie duchowe każdego człowieka zaczyna się w miejscu, które, o ile nie
nastąpi drastyczna zmiana, nie daje mu szans na zbawienie i wieczne życie w
obecności Boga. Gdyby nasza przyszłość zależała tylko od nas, to nikt z nas nie
zostałby zbawiony. Jednak jest ktoś, komu bardziej niż nam zależy na naszym
zbawieniu. To Bóg, ten który nas stworzył, ten który pokochał nas zanim
zaistnieliśmy. Bóg stworzył nas pomimo tego, że wiedział, że upadniemy i
odwrócimy się od Niego. Dlaczego? Ponieważ dla Boga nie jest problemem to, jacy
rodzimy. On nie osądza nas za to, co w sensie duchowym odziedziczyliśmy po
przodkach. Sądzeni będziemy za to, co zrobiliśmy z możliwościami zmiany naszego
stanu, możliwościami danymi nam przez Boga. Zbawienie nie jest uzależnione od
osiągnięcia określonego stanu czy wiedzy, ale od pragnienia zmiany i chęci
przyjmowania i akceptowania całym sercem tego, co dostajemy od Boga. Zbawienie
człowieka zależy od tego, czy w jego życiu nastąpiła zmiana i w sensie duchowym
stał się on nowym stworzeniem. „Albowiem ani obrzezanie, ani nieobrzezanie
nic nie znaczy, lecz nowe stworzenie” (Galacjan 6,15). Nie ma znaczenia
nasze pochodzenie i przeszłość. Nie ma znaczenia to, w co wierzyliśmy
wcześniej. Apostoł Paweł napisał o poganach: „Skoro bowiem poganie, którzy
nie mają zakonu, z natury czynią to, co zakon nakazuje, są sami dla siebie
zakonem, chociaż zakonu nie mają; dowodzą też oni, że treść zakonu jest
zapisana w ich sercach; wszak świadczy o tym sumienie ich oraz myśli, które
nawzajem się oskarżają lub też biorą w obronę” (Rzymian 2,14-15). Według
Pawła tacy poganie są w lepszej sytuacji niż ci Żydzi, którzy wprawdzie znają
zakon, jednak nie maja go w swoich sercach. „Jeśli tedy ty mienisz się Żydem
i polegasz na zakonie, i chlubisz się Bogiem, i znasz wolę jego, i umiesz
rozróżnić dobre od złego, będąc pouczonym przez zakon, i uważasz siebie samego
za wodza ślepych, za światłość dla tych, którzy są w ciemności, za wychowawcę
nierozumnych, za nauczyciela dzieci, mającego w zakonie ucieleśnienie wiedzy i
prawdy, ty więc, który uczysz drugiego, siebie samego nie pouczasz? Który
głosisz, żeby nie kradziono, kradniesz? Który mówisz, żeby nie cudzołożono,
cudzołożysz? Który wstręt czujesz do bałwanów, dopuszczasz się świętokradztwa?
Który się chlubisz zakonem, przez przekraczanie zakonu bezcześcisz Boga?”
(Rzymian 2,17-23). Każdy zna Boga w stopniu uzależnionym od możliwości. Inne
możliwości mają poganie, a inne ci, którzy uważają się za lud Boży. I ważne są
nie tyle same możliwości, ale to, co z nimi robimy. Według ludzkich kryteriów
bieg na sto metrów wygrywa ten, kto najszybciej znajdzie się na mecie. Jednak
Bóg ocenia to inaczej. Według Bożych kryteriów bieg wygrywa ten, kto w pełni
wykorzystał swoje możliwości. Ktoś, kto mógł przebiec sto metrów w czasie 10
sekund, ale zrobił w 11 sekund, nawet jeżeli był pierwszy na mecie, wcale tego
biegu nie wygrał. Wygrał go natomiast ten, kto miał możliwość pokonania stu
metrów w 20 sekund i zrobił to. A tak przy okazji, to w ludzkich zawodach
wygrać może tylko jeden człowiek, w Bożych każdy może być zwycięzcą. Wszystko
zależy od tego, czy człowiek wykorzystał dane mu możliwości. „Komu wiele
dano, od tego wiele będzie się żądać, a komu wiele powierzono, od tego więcej
będzie się wymagać” (Łukasz 12,48).
Potrzeba duchowej zmiany jest skutkiem tego, co stało się w ogrodzie Eden.
Kiedy Bóg stworzył Adama i Ewę, nie potrzebowali oni zmiany a jedynie rozwoju i
pogłębiania więzi z Bogiem. „Na początku człowiek został obdarzony równowagą
umysłu i szlachetnymi siłami. Był istotą doskonałą, harmonijnie żyjącą z
Bogiem. Myśli jego były czyste, a cele święte. Jednak nieposłuszeństwo
skierowało szlachetne władze umysłu i serca na inne tory; miejsce miłości
zajęło samolubstwo. Przestępstwo tak osłabiło naturę człowieka, iż nie był
zdolny przeciwstawić się mocy zła własną mocą. Stał się więźniem szatana i
byłby został nim na wieki, gdyby Bóg nie interweniował w szczególny sposób”
(EGW, DC 15.1). Celem zmiany jest przywrócenie pierwotnego stanu równowagi umysłu
i harmonii z Bogiem. Przed grzechem „człowiek miał radosną społeczność z
tym, ‘w którym są ukryte wszystkie skarby mądrości i poznania’ (Kolosan 2,3).
Jednak po upadku w grzech świętość nie sprawiała mu radości i starał się uciec
przed obecnością Boga. Taki też jest wciąż stan nieodrodzonego serca. Nie jest
w harmonii z Bogiem i nie cieszy się z duchowej więzi, jaką mogłoby z Nim mieć.
Grzesznik nie mógłby czuć się szczęśliwym w Bożej obecności. Uciekałby od
towarzystwa świętych istot. Nie znalazłby żadnej radości, gdyby pozwolono mu
dostać się do nieba. Panujący tam duch niesamolubnej miłości, gdy każde serce
odpowiada na Nieskończoną Miłość wypływającą z serca Boga, nie poruszyłby w tym
człowieku żadnej pozytywnej struny. Jego myśli, zainteresowania, motywy
działania byłyby różne od tych, które przyświecają bezgrzesznym mieszkańcom
nieba” (EGW, Droga do Chrystusa, s.5). Tak długo jak nasze myśli,
zainteresowania i motywy działania nie ulegną zmianie, nie będziemy pasować do
Bożej rzeczywistości, a tym samym nie będziemy mogli być zbawieni. Nie będzie
to skutkiem arbitralnej decyzji Boga, ale nasz wybór. Bez zmiany serc i
charakterów po prostu nie chcemy żyć w takich warunkach, jakie panują w
Królestwie Niebios, nawet jeżeli twierdzimy, że tak nie jest.
Tak więc ta zmiana jest niezbędna i konieczna, jednak jej przeprowadzenie
przekracza nasze możliwości. „To niemożliwe, byśmy o własnej sile wydostali
się z przepaści grzechu, w której toniemy. Pobudki serca naszego są złe i nie
potrafimy ich zmienić (…) Wykształcenie, kultura, ćwiczenie woli i wszystkie
ludzkie wysiłki mają swoje właściwe znaczenie, tutaj jednak są bezsilne. Choć
mogą wprowadzić zewnętrzną poprawę obyczajów, to jednak serca odrodzić nie
zdołają: nie mogą oczyścić źródeł życia — utajonych motywów naszego działania.
Musi to być moc działająca od wewnątrz, nowe życie pochodzące z góry” (EGW,
DC 17.1). Na szczęście „u ludzi to rzecz niemożliwa, ale u Boga wszystko jest
możliwe” (Mateusz 19,26). Bóg nie tylko może nas zmienić, ale jest to jego
gorącym pragnieniem. Jest tylko jeden warunek, musimy mu na to pozwolić. Tylko
tyle, ale jednocześnie aż tyle, ponieważ nasze przywiązanie do tego co złe jest
przerasta naszą wyobraźnię. Jedną z naszych wad jest to, że lubimy dobrze o
sobie myśleć. „Bogaty jestem i wzbogaciłem się, i niczego nie potrzebuję”.
Jednak Jezus mówi każdemu kto tak myśli: Jesteś „pożałowania godzien nędzarz
i biedak, ślepy i goły” (Apokalipsa 3,17). To nasze wady sprawiają, że nie
chcemy dopuścić do naszej świadomości myśli, że nasz duchowy stan jest
beznadziejny. A jest to konieczne do tego, aby ten stan się zmienił. Pierwszym
krokiem jest uświadomienie sobie prawdy o samym sobie. Bóg pomaga nam w tym
objawiając nam tę prawdę krok po kroku. Gdyby objawił nam od razu całą prawdę,
nasza psychika nie wytrzymałaby tego. Bóg objawia nam dwie prawdy, o nas i o
sobie. Odsłania przed nami nasze wady, abyśmy poprzez porównanie z Nim
dostrzegli jak nisko upadliśmy. Odsłania przed nami głębię swojej miłości do
nas, upadłych ludzi, pozwala nam dojrzeć jak bardzo nas kocha i że jest gotowy
poświęcić dla nas wszystko, a świadomość Jego miłości budzi w nas nadzieję i
pragnienie życia obok tak wspaniałego i kochającego nas Boga. To pragnienie
jest tym, co jest konieczne do tego, abyśmy przełamali opór naszej grzesznej
natury i pozwolili Bogu na rozpoczęcie zmian naszych charakterów i serc.
Jak to jest z możliwościami jakie daje nam Bóg, aby nasze życie duchowe
mogło się zmienić? Biblia omawia to zagadnienie na przykładzie wielu ludzi.
Jednym z nich był Jakub, syn Izaaka. Jakub był dobrym dzieckiem i wyrósł na
dobrego człowieka, jednak miał pewne wady, które popchnęły go to posłużenia się
kłamstwem w celu uzyskania tego, co kiedyś obiecał mu Bóg. Jakub podstępem
wyłudził od Ezawa pierworództwo, a następnie oszukał ojca, aby uzyskać
błogosławieństwo, które zwyczajowo należało do pierworodnego syna. Czy Jakub
był zepsutym do szpiku kości człowiekiem? Z całą pewnością nie. Starał się być wierny
i posłuszny Bogu, starał się też żyć uczciwie. Jednak w chwilach próby, kiedy
miał możliwość wyboru między zaufaniem i wiernością Bogu a oszustwem, wybierał
to drugie. A mimo to Bóg nie porzucił Jakuba. Przy różnych okazjach cierpliwie
objawiał mu prawdę, dając Jakubowi szansę na opamiętanie i nawrócenie.
Intelektualna akceptacja pewnych dogmatów nie jest prawdziwą wiarą. „Największym
błędem ludzkich umysłów za czasów Chrystusa było przekonanie, że samo uznanie
prawdy jest równoznaczne z prawością. Całe ludzkie doświadczenie wskazuje, że
teoretyczna znajomość prawdy nie wystarcza do zbawienia duszy, gdyż nie wyrasta
z niej sprawiedliwość (…) Podobne niebezpieczeństwo istnieje również dziś.
Niektórzy uważają za oczywiste, że są chrześcijanami, z tego tylko powodu, że
uznają pewne teologiczne zasady. Nie wprowadzili jednak prawdy do praktycznego
życia, nie uwierzyli i nie pokochali jej, toteż nie otrzymali siły i łaski,
które płyną z uświęcenia przez prawdę. Ludzie mogą wyznawać swą wiarę w prawdę,
ale jeśli to nie czyni ich szczerymi, łagodnymi, cierpliwymi, wytrwałymi,
jeżeli ich myśli nie dotyczą spraw nieba, to prawda staje się dla nich
przekleństwem, a przez ich wpływ jest przekleństwem dla świata” (ZJ
216.1-2). Jakub wierzył w Boga, jednak ta wiara nie wpłynęła na zmianę jego
charakteru, nie usunęła z jego serca przywiązania do tego, co niewłaściwe.
Jakub wierzył, ale nie ufał bezwarunkowo Bogu. W chwilach próby polegał na
sobie, a nie na Bogu. Jednak przyszedł taki moment, gdy Jakub przełamał opór swojej
grzesznej natury, ukorzył się przed Bogiem, wyznał mu wszystkie swoje słabości,
poprosił o pomoc i otrzymał ją. Przestał ufać sobie i zaczął bezwarunkowo ufać
Bogu. A jak było z Abrahamem? Opowieść o nim zaczyna się, gdy Abraham miał
siedemdziesiąt pięć lat. Wierzył w Boga i słyszał Boży głos, był też posłuszny
Bogu. Jednak w chwilach próby nie ufał Stwórcy, ale polegał na sobie. Kiedy w
pełni zaufał Bogu? Kiedy miał ponad sto lat, a Bóg poddał go próbie na górze
Moria. Kolejny przykład to apostoł Paweł. Ile lat Bóg cierpliwie objawiał mu
prawdę, a Paweł, jeszcze jako Saul, nie chciał jej zaakceptować? A król Dawid?
Są też w Biblii przykłady ludzi, którzy kiedyś nie wierzyli w Boga, ale
wykorzystali dane im możliwości i w
końcu naprawdę w Niego uwierzyli. Uwierzyli i zaufali Mu. Taką osobą była
Rachab, mieszkanka Jerycha. Takim człowiekiem był Naaman, wódz wojsk króla
Asyrii. Byli nimi także Nebukadnesar, król Babilonu, Szymon Cyrenejczyk oraz
Greczynka z Syrofenicji. Byli to ludzie, którzy kiedyś byli poganami, jednak,
gdy Bóg objawił im prawdę o sobie, uwierzyli w Niego i to zmieniło ich życie.
Tak też było ze mną. Bóg przez większą część mojego życia objawiał mi samego
siebie, jednak ja nie chciałem nawet zaakceptować tego, że On istnieje. Przez
długie lata byłem ateistą. Jednak Bóg cierpliwie ponawiał próby dotarcia do
mojego serca i w końcu zrozumiałem, że ateizm jest tylko fałszywą religią.
Zrozumiałem, że Bóg istnieje, jednak to był dopiero początek. Moje życie jest
dowodem na słuszność tego, co Ellen White napisała o największym błędzie
ludzkich umysłów w dniach Chrystusa. Ja też dosyć długo wierzyłem w to, że
wystarczy uwierzyć w istnienie Boga oraz zaakceptować pewne biblijne prawdy,
aby stać się chrześcijaninem i zostać zbawionym. Jednak jest to nieprawda.
Wiara w istnienie Boga jest tylko zmianą poglądów na temat świata i nie
powoduje tej zmiany, która jest warunkiem zbawienia, jednak jest konieczna do
tego, aby nabrać zaufania do Boga, czyli naprawdę w Niego uwierzyć.
Jak wielu chrześcijan jest dzisiaj przekonanych o tym, że są prawdziwie
uczniami Chrystusa? Czy mają rację? Biblia mówi nam, że niestety nie. „Nie
każdy, kto do mnie mówi: Panie, Panie, wejdzie do Królestwa Niebios; lecz tylko
ten, kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie. W owym dniu wielu mi
powie: Panie, Panie, czyż nie prorokowaliśmy w imieniu twoim i w imieniu twoim
nie wypędzaliśmy demonów, i w imieniu twoim nie czyniliśmy wielu cudów? A wtedy
im powiem: Nigdy was nie znałem. Idźcie precz ode mnie wy, którzy czynicie
bezprawie” (Mateusz 7,21-22). A skoro Jezus ostrzega nas, że większość
chrześcijan popełnia fatalny w skutkach błąd, to może warto sprawdzić czy
rzeczywiście jesteśmy chrześcijanami i czy zaszła w nas ta zmiana, która jest
konieczna do zbawienia? Zmiana ta dotyczy naszych serc. Bez tej zmiany nasze
myśli, zainteresowania i motywy działania są różne od tych, „które
przyświecają bezgrzesznym mieszkańcom nieba”. Bez tej zmiany w naszym życiu
występują „uczynki ciała”, o których apostoł Paweł opisał w liście do Galacjan.
Bez tej zmiany nie ma w naszym życiu tego, co Paweł nazwał owocem Ducha. Wiem,
że wielu z nas lubi czytać ten fragment w pewien specjalny sposób. Polega on na
tym, że zadowalamy się objawianiem w naszym życiu owocu Ducha, a jednocześnie
uważamy, że pojawiające się od czasu do czasu uczynki ciała nie mają znaczenia.
Jednak prawda jest inna. Pojawienie się choćby jednego uczynku ciała świadczy o
tym, że nasze życie nie daje owocu Ducha, a to co wydaje się nam być tym
owocem, jest tylko jego podróbką. „Nie może dobre drzewo rodzić złych
owoców, ani złe drzewo rodzić dobrych owoców” (Mateusz 7,18). To
stwierdzenie nie dyskwalifikuje nas jako chrześcijan, ale świadczy o tym, że
Bóg wciąż ma z nami coś do zrobienia, a my wciąż jesteśmy przywiązani do czegoś,
co nie pochodzi od Boga.
Drodzy bracia i siostry. Przestańmy oceniać siebie na podstawie tego, co
robimy. To nie czyny określają, kim jesteśmy, ale nasza motywacja. Dobre
uczynki są ważne, ale ważniejsze jest, dlaczego robimy wszelkiego rodzaju dobre
rzeczy. Zła motywacja oznacza, że to, co wydaje się dobre, jest bezwartościowe
dla tego, kto to robi. Nie ma znaczenia, że jesteśmy w kościele w każdy sabat
(poza okolicznościami, które mamy teraz). Nie ma znaczenia, że oddajemy
dziesięcinę, dajemy dary i uczestniczymy w pracy ewangelizacyjnej. Nie ma
znaczenia, że pomagamy biednym i chorym, jeśli wszystkie te działania nie są
wynikiem miłości do Boga i do bliźniego. To nasze charaktery i zawartość
naszych serc określają, dlaczego coś robimy. A prawda o naszych charakterach
ujawnia się w tych momentach, gdy podejmując decyzje kierujemy się miłością do
Boga, czy też raczej naszym przywiązaniem do tego, o czym doskonale wiemy, że
jest złe, ale nasza grzeszna natura pożąda tego. I dotyczy to wszystkich takich
sytuacji, nawet tych, które nie wydają się ważne i istotne.
Z powodu tego, jacy się rodzimy, nikt z nas nie może
zostać zbawiony. Jedyna droga do zbawienia prowadzi przez zmianę serca i
charakteru, i każdy człowiek ma szansę na taką zmianę. Bóg robi wszystko, aby
powstało w nas pragnienie stania się nowym stworzeniem, pozbawionym
dotychczasowych wad i wypełnionym Bożą miłością. Aby tak się stało musimy
zacząć wykorzystywać te możliwości, jakie daje nam Bóg. Musimy zacząć
odpowiadać na Boże wezwanie i pozwolić Mu na działanie w nas. Oby każdy, kto
jeszcze nie wszedł na tę drogę, znalazł się na niej jak najszybciej, a ci
którzy już na niej są, z Bożą pomocą wytrwali na niej do końca.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz