Jedną z moich ulubionych książek jest „Pragnienie wieków”
Ellen White. Wielokrotnie przekonałem się, jak silny jest związek tego, co
pisała Ellen White, z Pismem Świętym. Wiem, że nie wszyscy to widzą, jednak nie
chcę tu analizować powodów, chcę natomiast podkreślić to, że taki związek
istnieje i jest dowodem na to, że Ellen White była inspirowana przez Boga we
wszystkim co mówiła.
„Pragnienie wieków” to moim zdaniem najważniejsza książka
napisana przez Ellen White. Dlaczego? Ponieważ w jej centrum jest Jezus
Chrystus.
Kto wierzy w Syna Bożego, ma świadectwo w sobie. Kto nie
wierzy w Boga, uczynił go kłamcą, gdyż nie uwierzył świadectwu, które Bóg
złożył o Synu swoim. A takie jest to świadectwo, że żywot wieczny dał nam Bóg,
a żywot ten jest w Synu jego. Kto ma Syna, ma żywot; kto nie ma Syna Bożego,
nie ma żywota (1 J 5,10-12)
Jezus powiedział sam o sobie:
Ja jestem droga i prawda, i żywot, nikt nie przychodzi do
Ojca, tylko przeze mnie (J 14,6)
Nasza przyszłość jest całkowicie uzależniona od tego, jakie
mamy relacje z Jezusem Chrystusem. Nasz los uzależniony jest od tego, czy
przylgnęliśmy do Niego tak, jak pewnego dnia przylgnął do Jezusa apostoł Paweł,
który tak o tym napisał:
Z Chrystusem jestem ukrzyżowany, żyję więc już nie ja,
ale żyje we mnie Chrystus, a obecne życie moje w ciele jest życiem w wierze w
Syna Bożego (Gal 2,20)
Jezus przybył na nasz świat dwa tysiące lat temu po to, aby
każdy z nas miał możliwość przeżycia takiego samego doświadczenia, jakie było
udziałem apostoła Pawła. Jest to jedyna droga prowadząca do życia wiecznego.
Co dokładnie zrobił Jezus podczas swojego pobytu na ziemi?
Wielu chrześcijan dyskutuje dzisiaj na temat celu misji
Jezusa. Odpowiedź jest oczywiście w Piśmie Świętym, jednak pomimo tego, że
wszyscy czytamy tą samą Biblię, to mamy różne poglądy na ten temat. Chcę tutaj
pokazać co o tym napisała Ellen White w „Pragnieniu wieków”. W przytoczonych
cytatach pozwolę sobie podkreślać pewne myśli.
Już na samym początku Ellen White napisała o Jezusie:
Już od wieczności Pan, Jezus Chrystus, był jedno z Ojcem;
był „odzwierciedleniem Boga”, ucieleśnieniem Jego wielkości i majestatu,
„odblaskiem Jego chwały”. To właśnie po to, aby ukazać tę chwałę, pojawił
się na świecie. Przyszedł na ciemną od grzechu ziemię, aby unaocznić
światło Bożej miłości, aby być „Bogiem z nami” (…) Jezus miał objawić
Boga zarówno ludziom, jak i aniołom (PW 15).
Potrzeba tego objawienia wynikała z faktu, że na skutek
grzechu obraz Boga przestał być wyraźnie widoczny dla ludzi.
Grzech ma swoje korzenie w koncentracji na samym sobie.
Lucyfer, cherubin nakrywający, zapragnął być najważniejszym w niebie.
Poszukiwał sposobów zdobycia kontroli nad niebiańskimi istotami i zastanawiał
się nad tym, jak odprowadzić je od Stwórcy i zdobyć ich hołd dla siebie. Przedstawił
Boga w złym świetle, przypisując Mu pragnienie samowywyższenia. Swoje złe cechy
próbował przypisać kochającemu Stworzycielowi. W ten sposób zwiódł aniołów.
W ten sam sposób zwiódł ludzi. Doprowadził ich do zwątpienia w Słowo Boga i
nieufności wobec Jego dobroci. Ponieważ Bóg jest Bogiem sprawiedliwości i
przeogromnego majestatu, szatan sprawił, że spoglądali na Niego jak na kogoś bezwzględnego
i nieprzejednanego. (…)
Na ziemi panowała ciemność, ponieważ ludzie nie
rozumieli Boga. Aby ponure cienie mogły zostać rozświetlone, a świat mógł powrócić
do Boga, zwodzicielska moc szatana musiała zostać złamana. Nie można jednak
było zrobić tego siłą, gdyż jest to sprzeczne z zasadami Bożego panowania; On
pragnie służby jedynie z miłości: miłości nie da się nakazać, nie można jej
zdobyć siłą czy autorytetem. Tylko miłość budzi miłość. Znać Boga to kochać
Go; Jego charakter musi zostać ukazany w kontraście wobec charakteru
szatana. Tego dzieła mogła dokonać tylko jedna Istota we wszechświecie (PW
16-17).
Jezus powiedział:
A to jest żywot wieczny, aby poznali ciebie,
jedynego prawdziwego Boga i Jezusa Chrystusa, którego posłałeś (J 17,3)
Apostoł Jan wyjaśnił to, mówiąc:
A z tego wiemy, że go znamy, jeśli przykazania
jego zachowujemy. Kto mówi: Znam go, a przykazań jego nie zachowuje, kłamcą
jest i prawdy w nim nie ma (1 J 2,3-4).
Jan powtórzył tylko słowa Jezusa:
Jeśli mnie miłujecie, przykazań moich przestrzegać
będziecie (J 14,15).
To dlatego Ellen White napisała, że „znać Boga to kochać Go”.
Aby ludzie mogli pokochać Boga, najpierw musiała zostać objawiona prawda o
Bogu, prawda o Jego miłości do nas, upadłych ludzi.
Szatan przedstawia Boże prawo miłości jako prawo
samolubstwa i egoizmu. Twierdzi, że niemożliwe jest, aby ludzi byli
posłuszni Jego zasadom. Winą za upadek naszych pierwszych rodziców oraz
całe nieszczęście, jakie za sobą pociągnął, oskarżył on Stwórcę, prowadząc
ludzi do spoglądania na Boga jako autora grzechu, cierpienia i śmierci. Jezus
miał zdemaskować to zwiedzenie. Jako jeden z nas miał dać przykład
posłuszeństwa. (…) Czyniąc dobro i uzdrawiając wszystkich dotkniętych
przez szatana, Jezus jasno przedstawił prawdziwy charakter Bożego prawa
i naturę swojej służby. Jego życie świadczy o tym, że my także możemy być mu
posłuszni (PW 19)
Dzięki odkupieńczemu dziełu Chrystusa panowanie Boga
zostało usprawiedliwione. Wszechmogący przedstawiony jest jako Bóg miłości.
Oskarżenia szatana zostają obalone, a jego charakter ujawniony. Bunt już nigdy
nie nawiedzi wszechświata. Po wieczne czasy będziemy zabezpieczeni przed
odstępstwem (PW 21)
Szatańskim zwiedzeniem jest pogląd mówiący, że niemożliwe
jest aby człowiek żył zgodnie z Bożym prawem, a przecież dzisiaj wielu
chrześcijan powtarza to, i co gorsze, robią to z przekonaniem, że taka jest
prawda. Uważają, że Boże prawo jest jak niemiłe jarzmo i ciężkie brzemię, a
przecież Jezus powiedział:
Jarzmo moje jest miłe, a brzemię moje lekkie (J 11,30)
Na tym bowiem polega miłość ku Bogu, że się przestrzega
przykazań jego, a przykazania jego nie są uciążliwe (1 J 5,3)
To na skutek tego zwiedzenia wielu gorliwie wierzących ludzi
jest przekonanych, że posłuszeństwo Bożemu prawu jest czymś złym, ponieważ mylą
samo posłuszeństwo z niewłaściwym sposobem zachowywania posłuszeństwa. Uważają,
że skoro człowiek nie jest w stanie sam z siebie zachowywać przykazań, to
wszystko to co robimy w celu zachowania posłuszeństwa, jest niewłaściwe. A to
prawdą już nie jest. Nie powinniśmy się skupiać na zachowywaniu przykazań,
ponieważ ta droga prowadzi donikąd. Posłuszeństwo nie może być celem samym w
sobie, ale owocem tego, co powinniśmy robić. A powinniśmy skupiać się na
poznawaniu Boga. Im lepiej Go znamy, tym większa szansa na to, że Go pokochamy,
a wtedy Boża miłość sprawi, że staniemy się posłuszni Bogu. Posłuszni nie z
obowiązku, jak starali się to uzyskać faryzeusze, ale posłuszni z miłości. To
dlatego miłość jest tak ważna, a bez niej jesteśmy niczym (1 Kor 13).
To dlatego szatan robi wszystko, aby ludzie nie zobaczyli
Boga takim, jakim jest naprawdę. I zanim Jezus przyszedł na ten świat, szatan
był już prawie pewien, że udało mu się osiągnąć ten cel.
Szatan triumfował, ponieważ udało mu się zafałszować
obraz Boży w ludzkich umysłach. Wtedy przyszedł Jezus, aby odbudować w
człowieku właściwy wizerunek jego Stwórcy. Nikt inny, jedynie Chrystus może
na nowo ukształtować zniszczony przez grzech charakter. On przyszedł
wygnać demony, które kontrolowały wolę. Przyszedł podnieść nas z prochu, na
nowo ukształtować wypaczony charakter według Boskiego wzorca i uczynić
go pięknym przez swą własną chwałę (PW 31).
Dokładnie to samo mówi nam apostoł Paweł:
My wszyscy tedy, z odsłoniętym obliczem, oglądając jak w
zwierciadle chwałę Pana, zostajemy przemienieni w ten sam obraz, z chwały w
chwałę, jak to sprawia Pan, który jest Duchem (2 Kor 3,18)
Niektórzy ludzie uważają, że Jezus zachował swoje
posłuszeństwo, ponieważ jest Bogiem, a dla nas jest to niemożliwe. Prawda jest
taka, że żaden człowiek nie jest w stanie uniknąć grzechu, tak jak to było z
Jezusem, jednak każdy może porzucić grzech i zacząć żyć sprawiedliwym życiem. Nieprawdą
też jest, że Jezus dysponował czymś, co dla nas jest niedostępne, a co jest
niezbędne do porzucenia grzechu. Jezus pod każdym względem był podobny do nas,
za wyjątkiem grzechu.
Jezus przyjął (…) człowieczeństwo, kiedy rasa ludzka była
osłabiona czterema tysiącami lat grzechu. Jak każde dziecko Adama przyjął na
siebie skutki działania wielkiego prawa dziedziczności. Jakie były te skutki,
widać w historii Jego ziemskich przodków. Przyszedł z takim dziedzictwem, aby
dzielić nasze troski i pokusy, a także dać nam przykład bezgrzesznego życia.
(…) Stoczył bitwę, jaką stoczyć musi każde ludzkie dziecko, podejmując ryzyko
upadku i wiecznej zguby (PW 36).
Jezus był narażony na ataki szatana tak samo, jak każdy z
nas. Jego siłą była więź z Ojcem, pokazał nam swoim życiem, że jest to
wystarczająca moc do tego, aby pokonać wszelkie pokusy i żyć bez grzechu. Swoim
życiem dał nam przykład bezgrzesznego życia.
Był poddany wszelkim zmaganiom, z jakimi my musimy się
zmierzyć, aby mógł stać się przykładem dla nas w dzieciństwie, młodości i wieku
dojrzałym (PW 53)
Jezus jest dla nas przykładem. Wiele osób zatrzymuje się
nad okresem Jego publicznej służby, pomijając lekcję płynącą z wczesnych lat
Jego życia. A to właśnie Jego zachowanie w domu stanowi przykład dla wszystkich
dzieci i młodych ludzi. Zbawiciel zniżył się do ubóstwa, aby pokazać, jak
blisko możemy chodzić z Bogiem, nawet w takiej sytuacji. Żył, aby cieszyć,
uczcić i sławić swego Ojca w zwykłych sprawach życia (PW 56)
Największym problemem człowieka jest serce. To dlatego Bóg
powiedział:
I dam wam serce nowe, i ducha nowego dam do waszego
wnętrza, i usunę z waszego ciała serce kamienne, a dam wam serce mięsiste (Ez
36,26)
Jednak Bóg nie robi tego wbrew naszej woli. Nie pozbawia
nikogo tych rzeczy, których człowiek nie chce się pozbyć. A nie każdy z nas
chce tak naprawdę, aby Bóg zmienił mu serce. Taka chęć to nie słowna
deklaracja, ale bardzo głęboka potrzeba, to gorące pragnienie zmiany życia
wbrew samemu sobie, wbrew grzesznej naturze, którą posiadamy od urodzenia. Bóg
nie uszczęśliwia nas na siłę, działa dopiero wtedy, gdy prosimy Go o pomoc, i
to prosimy z głębi serca. Aby obudziła się w nas taka potrzeba, takie
pragnienie, musimy najpierw poznać Boga i zrozumieć jaki jest naprawdę. Musimy
zrozumieć, że Bóg jest miłością, zrozumieć, że kocha nas pomimo tego jacy
jesteśmy i musimy zapragnąć Jego obecności w naszym życiu. Najprostszą drogą do
poznania Boga jest znalezienie prawdy o Nim w Jego Słowie.
Byłoby dobrze, gdybyśmy każdego dnia spędzali godzinę na rozmyślaniu
o życiu Chrystusa. Rozważajmy je scena po scenie i niech wyobraźnia sięga do
każdej z nich, uwzględniając szczególnie ostatnie dni przed Jego śmiercią.
Kiedy w ten sposób zatrzymamy się nad Jego wielką ofiarą złożoną dla nas,
nasza miłość ożywi się i zostaniemy głębiej przesiąknięci Jego Duchem. Skoro
mamy być zbawieni, musimy odebrać lekcję pokuty i uniżenia u stóp krzyża.
Gdy spotykamy się razem. Możemy być błogosławieństwem dla
siebie nawzajem. Jeżeli należymy do Chrystusa, nasze najsłodsze myśli będą
związane właśnie z Nim. Będziemy uwielbiali o Nim rozmawiać, a nasze serca
zmiękną pod boskim wpływem. Przyglądając się pięknu Jego charakteru, będziemy
„przemienieni w ten sam obraz, z chwały w chwałę” (PW 64)
To co robił Jezus miało doprowadzić do „zmiękczenia” naszych
serc. To nasze kamienne serca są tym, co blokuje nam drogę do zbawienia. Bóg
nie wykonuje dosłownej operacji przeszczepu serca, robi to w sensie duchowym,
ale podobnie, jak to ma miejsce w naszym życiu, najpierw pacjent musi wyrazić
zgodę na ten zabieg. Swoim życiem i śmiercią na krzyżu Jezus przekonuje nas do
tego, abyśmy zapragnęli tej operacji.
Jezus robił to przez trzydzieści lat. Pomimo wielu ataków
szatana i przeszkód, jakie stawiali na Jego drodze ci, którymi szatan kierował,
On cierpliwie podążał tą drogą, która objawiała pełnię Jego miłości do nas. „Tylko
miłość budzi miłość”. W kazaniu na górze Jezus powiedział o tym, że
powinniśmy kochać naszych nieprzyjaciół i modlić się za tych, którzy nas
prześladują. I sam robił to, dając nam przykład:
Świt często zastawał Go w jakimś odosobnionym miejscu,
rozmyślającego, studiującego Pisma lub zatopionego w modlitwie. Po tych cichych
godzinach wracał do domu, aby na nowo podjąć się swych obowiązków i dać
przykład cierpliwego trudu (PW 69).
Pragnął natchnąć nadzieją najbardziej szorstkich i
nieobiecujących, zapewniając ich, że mogą stać się nienaganni i niewinni,
otrzymując charakter, który objawi ich jako dzieci Boga (PW 70)
Wiedział, że jeżeli nie nastąpi zdecydowana zmiana
zasad i celów życia ludzkości, wszyscy będą zgubieni. Stanowiło to brzemię
Jego duszy i nikt nie był w stanie ocenić ciężaru, jaki na Nim spoczywał.
Skoncentrowany na poważnym celu, realizował plan swojego życia, polegający
na tym, że to On osobiście winien być światłością ludzi (PW 71)
Ja jestem światłością świata; kto idzie za mną, nie
będzie chodził w ciemności (J 8,12)
Jezus objawia nam Królestwo Światłości, które jest
przeciwieństwem królestwa ciemności.
W konflikcie między Księciem światła i przywódcą
królestwa ciemności wchodziły w grę bardzo ważne dla świata kwestie. Po
skuszeniu człowieka do grzechu szatan ogłosił, że ziemia należy do niego i
nazwał siebie księciem tego świata. Podporządkowawszy swojej własnej naturze
ojca i matkę naszej rasy, zaplanował, że założy tu swoje imperium. Orzekł, że
ludzie wybrali go swoim władcą. Kontrolując ich, sprawował władzę nad światem
(PW 86)
I wyprowadził go [Jezusa] na górę, i pokazał mu wszystkie
królestwa świata w mgnieniu oka, i rzekł do niego diabeł: Dam ci tę całą władzę
i chwałę ich, ponieważ została mi przekazana, i daję ją, komu chcę,
jeśli więc Ty oddasz mi pokłon, cała ona twoja będzie (Łk 4,5-7)
Chrystus przyszedł obalić twierdzenia szatana.
Jako Syn Człowieczy miał pozostać wierny Bogu. W ten sposób miał
pokazać, że szatan nie zdobył całkowitej kontroli nad rodzajem ludzkim i że
jego roszczenia co do świata są fałszywe. Wszyscy, którzy pragnęli
wyzwolenia z jego mocy, mogliby zostać uwolnieni (PW 86)
Sposób uwolnienia jest tajemnicą planu zbawienia. To w
ramach tego planu Jezus przybył na nasz świat. Jednak szatan nie był w stanie
zrozumieć działania tego planu.
To, że Syn Boży ma przyjść na ziemię jako człowiek,
napełniło go zdumieniem i lękiem. Nie potrafił pojąć misterium tego wielkiego
poświęcenia. Jego samolubna dusza nie była w stanie zrozumieć takiej miłości do
upadłej rasy (PW 87)
Egoizm jest cechą charakteru szatana, a człowiek jest od
urodzenia, na skutek działania prawa dziedziczenia, posiadaczem grzesznej,
egoistycznej natury. Dlatego jest niemożliwe, aby człowiek, który objawia cechy
charakteru szatana, zrozumiał działanie plany zbawienia. Tylko ci, którzy
oddali swoje życie Jezusowi, a ich życie zostało pozbawione uczynków ciała,
mogą pojąć tę tajemnicę. Aby ją zrozumieć nie wystarczy szukać rozwiązania w
Biblii. Najpierw trzeba pozwolić Bogu na usunięcie z serca tego, co pochodzi od
szatana, przede wszystkim na usunięcie egoizmu. Pokora i świadomość własnej
słabości są tym co jest niezbędne do właściwego zrozumienia planu zbawienia. I
dlatego szatan nigdy tego planu w pełni nie zrozumie. I dlatego nigdy nie
zrozumie, dlaczego Jezus dobrowolnie poddał się temu wszystkiemu, co spotkało
Go na ziemi.
Chrystus nie miał używać boskiej mocy dla swojej własnej
korzyści. Przyszedł znieść próby, jakie my musimy znosić, przynosząc nam
przykład wiary i poddania (PW 91).
W Jezusie nie było niczego, co reagowałoby na sofistykę
szatana. Nie zgadzał się na grzech. Nawet myślą nie poddał się pokusie. Tak
samo może być z nami. Człowieczeństwo Chrystusa zjednoczyło się z
boskością, był zdolny do walki, ponieważ zamieszkał w Nim Duch Święty. Przyszedł,
aby uczynić nas uczestnikami boskiej natury. Tak długo, jak jesteśmy
zjednoczeni z Nim przez wiarę, grzech nie ma nad nami panowania. Bóg
sięga po naszą rękę wiary, aby nakierować ją tam, gdzie mocno uchwyci się
bóstwa Chrystusa, abyśmy mogli osiągnąć doskonałość charakteru.
Chrystus pokazał nam, jak to jest możliwe
(PW 94).
Doskonałość charakteru jest tym, co wszyscy uważamy za
ważne, ale większość nie chce zaakceptować tego, że Biblia mówi o tej
doskonałości jako czymś, co powinniśmy osiągnąć tu i teraz. Wielu chrześcijan
uważa, że tę doskonałość osiągniemy kiedyś, w przyszłości, i będzie ona
skutkiem działania, które Bóg podejmie bez naszego udziału. Inaczej mówiąc,
słusznie uważają, że człowiek nie może samodzielnie zmienić swojego charakteru
na doskonały, ale niesłusznie uważają, że w związku z tym nie musimy nic robić,
aby stać się doskonałymi.
Co do samej możliwości, to Biblia mówi:
Bądźcie wy tedy doskonali, jak Ojciec wasz
niebieski doskonały jest (Mt 5,48)
Abyście byli doskonali i trwali we wszystkim, co
jest wolą Bożą (Kol 4,12)
Abyście byli doskonali i nienaganni, nie mający
żadnych braków (Jk 1,4)
Tak więc powinniśmy stać się doskonali tu i teraz, więc
jeżeli tacy nie jesteśmy, to powinniśmy się zastanowić dlaczego. Może dlatego, że albo próbowaliśmy udoskonalić się samodzielnie, albo odrzuciliśmy
wszelkie sposoby osiągnięcia doskonałości. Tymczasem właściwa droga polega na
odrzuceniu prób samodoskonalenia i zrobienia wszystkiego, aby zbliżyć się do
Jezusa. Tak, jak w życiu dwoje ludzi zbliża się do siebie, a poprzez coraz
lepsze wzajemne poznanie, nawiązany zostaje coraz bliższy związek i ludzie
stają się sobie coraz bliżsi. W ten sposób zaczynają się coraz bardziej
nawzajem szanować, oraz są gotowi do coraz większego poświęcenia się dla dobra
drugiej osoby. Kiedy taki związek łączy człowieka z Bogiem, to człowiek bez
problemów zgadza się na to, aby Bóg udoskonalił jego charakter. Z przyjemnością
odrzuca to, co nie podoba się Bogu.
Czy jest coś, co może przeszkodzić Bogu w wykonaniu tego
dzieła? Tak, to my jesteśmy tą przeszkodą, a dokładniej nasze serca i przechowywane
w nich upodobanie do grzechu. Problem nie leży po stronie Boga, On jest gotów
zrobić wszystko, aby nam pomóc, a najlepszym tego dowodem jest to, co stało się
na krzyżu Golgoty.
W przytoczonym wcześniej cytacie Ellen White stwierdziła, że
Jezus „wiedział, że jeżeli nie nastąpi zdecydowana zmiana zasad i celów
życia ludzkości, wszyscy będą zgubieni”. Na czym polega zmiana celów?
To przede wszystkim zmiana priorytetów. To, co kiedyś wydawało się ważne, teraz
stało się nieistotne; to co kiedyś było bardzo pożądane, teraz stało się czymś
niechcianym. Podobnie z zasadami, ale tutaj zmiana polega na tym, że następuje
odrzucenie zasad egoistycznych, i przyjęcie zasad opartych na miłości. Aby
takie zmiany nastąpiły, musi zostać poruszone serce człowieka. Jednym z celów
misji Jezusa było właśnie poruszenie naszych serc w taki sposób, aby w miejsce
egoizmu znalazła się w nich miłość.
Misja Chrystusa mogła się spełnić jedynie poprzez
cierpienie. Zbawiciel miał przed sobą życie pełne troski, trudu, zmagania i
zakończone haniebną śmiercią. Musiał ponieść grzechy całego świata i
doświadczyć oddzielenia od miłości Ojca (PW 98)
Ostatnie zdanie może sugerować, że pogląd o tym, że Jezus dosłownie
wziął na siebie nasze grzechy, jest prawdziwy. I ponieważ dosłownie znalazły
się na nim wszystkie grzechy ludzkości, to Bóg z powodu wstrętu i nienawiści do
grzechu, odwrócił się od Jezusa. Jednak to wyjaśnienie nie jest zgodne z całym
kontekstem Biblii, a przede wszystkim z obrazem Boga, który jest miłością. Jest
inne wyjaśnienie, które nadaje tej wypowiedzi inny sens. Otóż Ojciec i Syn
chcieli dać ludzkości ostateczny i niepodważalny dowód na to, że człowiek może zachować posłuszeństwo Bogu
nawet w sytuacji, gdy nie czuje obecności Boga. Większość z nas nie ma tak
naprawdę pojęcia o tym, czym jest brak obecności Boga, ponieważ On jest z nami
cały czas. Wprawdzie nie czujemy tej obecności tak, jak moglibyśmy czuć, ale
nie jesteśmy całkowicie pozbawieni obecności Boga. A z drugiej strony nikt z nas nie jest w stanie wyobrazić sobie takiego związku, jaki łączy Ojca i Syna.
Ojciec nie odwrócił się od
Syna, gdy ten wisiał na krzyżu, ale ukrył przed nim swoją obecność. A skutkiem
tego było to, że Jezus czuł się tak, jakby grzechy całego świata spoczęły na
Nim.
Oddzielenie się obecności Boga od Zbawiciela w godzinie
najwyższej udręki przeszyło Jego serce smutkiem, którego człowiek nigdy w pełni
nie zrozumie (…) Zupełna ciemność, niczym żałobny kir, otoczyła krzyż (…) W tej
gęstej ciemności ukryła się obecność Boga. On czyni ciemność swoim namiotem i
ukrywa swoją chwałę przed oczyma ludzkimi. Bóg i Jego święci aniołowie
znajdowali się przy krzyżu. Ojciec był ze swoim Synem. Jednak Jego
obecność nie ujawniała się (…) Chrystus nie mógł zostać wsparty przez obecność
Ojca. Sam zmagał się z problemami i nie było przy Nim nikogo z ludzi (PW 607-608)
Jezus postawił sam siebie na miejscu największego
grzesznika, chociaż sam był bez grzechu. Zrobił to zgadzając się na to, aby
Ojciec zasłonił przed Nim swoją obecność. To była największa próba zarówno dla
Syna jak i dla Ojca. Jezus jako człowiek żył w doskonałej łączności z Ojcem.
Dzięki tej łączności zachowywał doskonałe posłuszeństwo Ojcu. Jednak aby
całkowicie obalić oskarżenia szatana, Jezus musiał wykazać się posłuszeństwem
opartym tylko na wierze, w sytuacji gdy został pozbawiony wszystkich widocznych
i odczuwalnych znaków obecności Ojca. Jedyne co zostało Jezusowi, jedyne czego
mógł się trzymać, była wiara w Ojca. Jak czuł się w trakcie tej próby Ojciec?
Namiastką tego może być to, co czuje ziemski ojciec, kiedy widzi cierpiące
dziecko i ma świadomość tego, że w tym momencie nie jest w stanie mu pomóc.
Chrystus wysączył ostatnie krople z kielicha ludzkiej
niedoli. W ciągu tych strasznych godzin polegał na dowodach akceptacji ze
strony Ojca, jakie zostały Mu udzielone dotychczas. Znał charakter swojego
Ojca; rozumiał Jego sprawiedliwość, miłosierdzie i wielką miłość. Przez
wiarę spoczął w Tym, któremu z ogromną radością zawsze był posłuszny. I kiedy w
pokorze powierzył siebie Bogu, odczucie utraty przychylności Ojca odeszło.
Chrystus stał się zwycięzcą przez wiarę (PW 610)
Zapowiedzią tej próby było to, co spotkało Hioba.
Nieszczęścia które go spotkały nie były karą od Boga, ale skutkiem działalności
szatana. Hiob jest po prostu symbolem Jezusa, zapowiedzią tego, co stało się z
Chrystusem. Gdyby Bóg tego nie zabronił, to prawdopodobnie szatan w końcu
zabiłby Hioba. W przypadku Jezusa takiego zakazu nie było, ponieważ charakter
szatana musiał zostać w pełni ujawniony.
Misja Jezusa na ziemi zakończyła się tak naprawdę w niebie,
kiedy po swoim zmartwychwstaniu Chrystus znalazł się przed Ojcem i powiedział:
Ojcze, skończyłem. Wykonałem Twoją wolę, mój Boże.
Dokonałem dzieła odkupienia. Skoro stało się zadość Twej sprawiedliwości
„Ojcze, chcę, aby także ci, których mi dałeś, byli ze Mną tam, gdzie Ja
jestem”. Słychać głos Boga oznajmiający, że sprawiedliwości stało się zadość.
Szatan jest pokonany. Ci, którzy na ziemi należą do Chrystusa w trudzie i
zmaganiu są obdarowanymi „w Umiłowanym”. Zostają przed niebiańskimi aniołami i
przedstawicielami nieupadłych światów ogłoszeni jako usprawiedliwieni (PW 671).
Na czym polega zaspokojenie Bożej sprawiedliwości?
Lecz gdy bezbożny odwróci się od wszystkich swoich
grzechów, które popełnił, i będzie przestrzegał wszystkich moich przykazań, i
będzie wykonywał prawo i sprawiedliwość, na pewno będzie żył, nie umrze (Ez 18,21)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz