20 listopada 2019

Misja Jezusa według Ellen White

Jedną z moich ulubionych książek jest „Pragnienie wieków” Ellen White. Wielokrotnie przekonałem się, jak silny jest związek tego, co pisała Ellen White, z Pismem Świętym. Wiem, że nie wszyscy to widzą, jednak nie chcę tu analizować powodów, chcę natomiast podkreślić to, że taki związek istnieje i jest dowodem na to, że Ellen White była inspirowana przez Boga we wszystkim co mówiła.

„Pragnienie wieków” to moim zdaniem najważniejsza książka napisana przez Ellen White. Dlaczego? Ponieważ w jej centrum jest Jezus Chrystus.

Kto wierzy w Syna Bożego, ma świadectwo w sobie. Kto nie wierzy w Boga, uczynił go kłamcą, gdyż nie uwierzył świadectwu, które Bóg złożył o Synu swoim. A takie jest to świadectwo, że żywot wieczny dał nam Bóg, a żywot ten jest w Synu jego. Kto ma Syna, ma żywot; kto nie ma Syna Bożego, nie ma żywota (1 J 5,10-12)

Jezus powiedział sam o sobie:

Ja jestem droga i prawda, i żywot, nikt nie przychodzi do Ojca, tylko przeze mnie (J 14,6)

Nasza przyszłość jest całkowicie uzależniona od tego, jakie mamy relacje z Jezusem Chrystusem. Nasz los uzależniony jest od tego, czy przylgnęliśmy do Niego tak, jak pewnego dnia przylgnął do Jezusa apostoł Paweł, który tak o tym napisał:

Z Chrystusem jestem ukrzyżowany, żyję więc już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus, a obecne życie moje w ciele jest życiem w wierze w Syna Bożego (Gal 2,20)

Jezus przybył na nasz świat dwa tysiące lat temu po to, aby każdy z nas miał możliwość przeżycia takiego samego doświadczenia, jakie było udziałem apostoła Pawła. Jest to jedyna droga prowadząca do życia wiecznego.

Co dokładnie zrobił Jezus podczas swojego pobytu na ziemi?
Wielu chrześcijan dyskutuje dzisiaj na temat celu misji Jezusa. Odpowiedź jest oczywiście w Piśmie Świętym, jednak pomimo tego, że wszyscy czytamy tą samą Biblię, to mamy różne poglądy na ten temat. Chcę tutaj pokazać co o tym napisała Ellen White w „Pragnieniu wieków”. W przytoczonych cytatach pozwolę sobie podkreślać pewne myśli.

Już na samym początku Ellen White napisała o Jezusie:

Już od wieczności Pan, Jezus Chrystus, był jedno z Ojcem; był „odzwierciedleniem Boga”, ucieleśnieniem Jego wielkości i majestatu, „odblaskiem Jego chwały”. To właśnie po to, aby ukazać tę chwałę, pojawił się na świecie. Przyszedł na ciemną od grzechu ziemię, aby unaocznić światło Bożej miłości, aby być „Bogiem z nami” (…) Jezus miał objawić Boga zarówno ludziom, jak i aniołom (PW 15).

Potrzeba tego objawienia wynikała z faktu, że na skutek grzechu obraz Boga przestał być wyraźnie widoczny dla ludzi.

Grzech ma swoje korzenie w koncentracji na samym sobie. Lucyfer, cherubin nakrywający, zapragnął być najważniejszym w niebie. Poszukiwał sposobów zdobycia kontroli nad niebiańskimi istotami i zastanawiał się nad tym, jak odprowadzić je od Stwórcy i zdobyć ich hołd dla siebie. Przedstawił Boga w złym świetle, przypisując Mu pragnienie samowywyższenia. Swoje złe cechy próbował przypisać kochającemu Stworzycielowi. W ten sposób zwiódł aniołów. W ten sam sposób zwiódł ludzi. Doprowadził ich do zwątpienia w Słowo Boga i nieufności wobec Jego dobroci. Ponieważ Bóg jest Bogiem sprawiedliwości i przeogromnego majestatu, szatan sprawił, że spoglądali na Niego jak na kogoś bezwzględnego i nieprzejednanego. (…)
Na ziemi panowała ciemność, ponieważ ludzie nie rozumieli Boga. Aby ponure cienie mogły zostać rozświetlone, a świat mógł powrócić do Boga, zwodzicielska moc szatana musiała zostać złamana. Nie można jednak było zrobić tego siłą, gdyż jest to sprzeczne z zasadami Bożego panowania; On pragnie służby jedynie z miłości: miłości nie da się nakazać, nie można jej zdobyć siłą czy autorytetem. Tylko miłość budzi miłość. Znać Boga to kochać Go; Jego charakter musi zostać ukazany w kontraście wobec charakteru szatana. Tego dzieła mogła dokonać tylko jedna Istota we wszechświecie (PW 16-17).

Jezus powiedział:

A to jest żywot wieczny, aby poznali ciebie, jedynego prawdziwego Boga i Jezusa Chrystusa, którego posłałeś (J 17,3)

Apostoł Jan wyjaśnił to, mówiąc:

A z tego wiemy, że go znamy, jeśli przykazania jego zachowujemy. Kto mówi: Znam go, a przykazań jego nie zachowuje, kłamcą jest i prawdy w nim nie ma (1 J 2,3-4).

Jan powtórzył tylko słowa Jezusa:

Jeśli mnie miłujecie, przykazań moich przestrzegać będziecie (J 14,15).

To dlatego Ellen White napisała, że „znać Boga to kochać Go”. Aby ludzie mogli pokochać Boga, najpierw musiała zostać objawiona prawda o Bogu, prawda o Jego miłości do nas, upadłych ludzi.

Szatan przedstawia Boże prawo miłości jako prawo samolubstwa i egoizmu. Twierdzi, że niemożliwe jest, aby ludzi byli posłuszni Jego zasadom. Winą za upadek naszych pierwszych rodziców oraz całe nieszczęście, jakie za sobą pociągnął, oskarżył on Stwórcę, prowadząc ludzi do spoglądania na Boga jako autora grzechu, cierpienia i śmierci. Jezus miał zdemaskować to zwiedzenie. Jako jeden z nas miał dać przykład posłuszeństwa. (…) Czyniąc dobro i uzdrawiając wszystkich dotkniętych przez szatana, Jezus jasno przedstawił prawdziwy charakter Bożego prawa i naturę swojej służby. Jego życie świadczy o tym, że my także możemy być mu posłuszni (PW 19)

Dzięki odkupieńczemu dziełu Chrystusa panowanie Boga zostało usprawiedliwione. Wszechmogący przedstawiony jest jako Bóg miłości. Oskarżenia szatana zostają obalone, a jego charakter ujawniony. Bunt już nigdy nie nawiedzi wszechświata. Po wieczne czasy będziemy zabezpieczeni przed odstępstwem (PW 21)

Szatańskim zwiedzeniem jest pogląd mówiący, że niemożliwe jest aby człowiek żył zgodnie z Bożym prawem, a przecież dzisiaj wielu chrześcijan powtarza to, i co gorsze, robią to z przekonaniem, że taka jest prawda. Uważają, że Boże prawo jest jak niemiłe jarzmo i ciężkie brzemię, a przecież Jezus powiedział:

Jarzmo moje jest miłe, a brzemię moje lekkie (J 11,30)
Na tym bowiem polega miłość ku Bogu, że się przestrzega przykazań jego, a przykazania jego nie są uciążliwe (1 J 5,3)

To na skutek tego zwiedzenia wielu gorliwie wierzących ludzi jest przekonanych, że posłuszeństwo Bożemu prawu jest czymś złym, ponieważ mylą samo posłuszeństwo z niewłaściwym sposobem zachowywania posłuszeństwa. Uważają, że skoro człowiek nie jest w stanie sam z siebie zachowywać przykazań, to wszystko to co robimy w celu zachowania posłuszeństwa, jest niewłaściwe. A to prawdą już nie jest. Nie powinniśmy się skupiać na zachowywaniu przykazań, ponieważ ta droga prowadzi donikąd. Posłuszeństwo nie może być celem samym w sobie, ale owocem tego, co powinniśmy robić. A powinniśmy skupiać się na poznawaniu Boga. Im lepiej Go znamy, tym większa szansa na to, że Go pokochamy, a wtedy Boża miłość sprawi, że staniemy się posłuszni Bogu. Posłuszni nie z obowiązku, jak starali się to uzyskać faryzeusze, ale posłuszni z miłości. To dlatego miłość jest tak ważna, a bez niej jesteśmy niczym (1 Kor 13).

To dlatego szatan robi wszystko, aby ludzie nie zobaczyli Boga takim, jakim jest naprawdę. I zanim Jezus przyszedł na ten świat, szatan był już prawie pewien, że udało mu się osiągnąć ten cel.

Szatan triumfował, ponieważ udało mu się zafałszować obraz Boży w ludzkich umysłach. Wtedy przyszedł Jezus, aby odbudować w człowieku właściwy wizerunek jego Stwórcy. Nikt inny, jedynie Chrystus może na nowo ukształtować zniszczony przez grzech charakter. On przyszedł wygnać demony, które kontrolowały wolę. Przyszedł podnieść nas z prochu, na nowo ukształtować wypaczony charakter według Boskiego wzorca i uczynić go pięknym przez swą własną chwałę (PW 31).

Dokładnie to samo mówi nam apostoł Paweł:

My wszyscy tedy, z odsłoniętym obliczem, oglądając jak w zwierciadle chwałę Pana, zostajemy przemienieni w ten sam obraz, z chwały w chwałę, jak to sprawia Pan, który jest Duchem (2 Kor 3,18)

Niektórzy ludzie uważają, że Jezus zachował swoje posłuszeństwo, ponieważ jest Bogiem, a dla nas jest to niemożliwe. Prawda jest taka, że żaden człowiek nie jest w stanie uniknąć grzechu, tak jak to było z Jezusem, jednak każdy może porzucić grzech i zacząć żyć sprawiedliwym życiem. Nieprawdą też jest, że Jezus dysponował czymś, co dla nas jest niedostępne, a co jest niezbędne do porzucenia grzechu. Jezus pod każdym względem był podobny do nas, za wyjątkiem grzechu.

Jezus przyjął (…) człowieczeństwo, kiedy rasa ludzka była osłabiona czterema tysiącami lat grzechu. Jak każde dziecko Adama przyjął na siebie skutki działania wielkiego prawa dziedziczności. Jakie były te skutki, widać w historii Jego ziemskich przodków. Przyszedł z takim dziedzictwem, aby dzielić nasze troski i pokusy, a także dać nam przykład bezgrzesznego życia. (…) Stoczył bitwę, jaką stoczyć musi każde ludzkie dziecko, podejmując ryzyko upadku i wiecznej zguby (PW 36).

Jezus był narażony na ataki szatana tak samo, jak każdy z nas. Jego siłą była więź z Ojcem, pokazał nam swoim życiem, że jest to wystarczająca moc do tego, aby pokonać wszelkie pokusy i żyć bez grzechu. Swoim życiem dał nam przykład bezgrzesznego życia.

Był poddany wszelkim zmaganiom, z jakimi my musimy się zmierzyć, aby mógł stać się przykładem dla nas w dzieciństwie, młodości i wieku dojrzałym (PW 53)
Jezus jest dla nas przykładem. Wiele osób zatrzymuje się nad okresem Jego publicznej służby, pomijając lekcję płynącą z wczesnych lat Jego życia. A to właśnie Jego zachowanie w domu stanowi przykład dla wszystkich dzieci i młodych ludzi. Zbawiciel zniżył się do ubóstwa, aby pokazać, jak blisko możemy chodzić z Bogiem, nawet w takiej sytuacji. Żył, aby cieszyć, uczcić i sławić swego Ojca w zwykłych sprawach życia (PW 56)

Największym problemem człowieka jest serce. To dlatego Bóg powiedział:

I dam wam serce nowe, i ducha nowego dam do waszego wnętrza, i usunę z waszego ciała serce kamienne, a dam wam serce mięsiste (Ez 36,26)

Jednak Bóg nie robi tego wbrew naszej woli. Nie pozbawia nikogo tych rzeczy, których człowiek nie chce się pozbyć. A nie każdy z nas chce tak naprawdę, aby Bóg zmienił mu serce. Taka chęć to nie słowna deklaracja, ale bardzo głęboka potrzeba, to gorące pragnienie zmiany życia wbrew samemu sobie, wbrew grzesznej naturze, którą posiadamy od urodzenia. Bóg nie uszczęśliwia nas na siłę, działa dopiero wtedy, gdy prosimy Go o pomoc, i to prosimy z głębi serca. Aby obudziła się w nas taka potrzeba, takie pragnienie, musimy najpierw poznać Boga i zrozumieć jaki jest naprawdę. Musimy zrozumieć, że Bóg jest miłością, zrozumieć, że kocha nas pomimo tego jacy jesteśmy i musimy zapragnąć Jego obecności w naszym życiu. Najprostszą drogą do poznania Boga jest znalezienie prawdy o Nim w Jego Słowie.

Byłoby dobrze, gdybyśmy każdego dnia spędzali godzinę na rozmyślaniu o życiu Chrystusa. Rozważajmy je scena po scenie i niech wyobraźnia sięga do każdej z nich, uwzględniając szczególnie ostatnie dni przed Jego śmiercią. Kiedy w ten sposób zatrzymamy się nad Jego wielką ofiarą złożoną dla nas, nasza miłość ożywi się i zostaniemy głębiej przesiąknięci Jego Duchem. Skoro mamy być zbawieni, musimy odebrać lekcję pokuty i uniżenia u stóp krzyża.
Gdy spotykamy się razem. Możemy być błogosławieństwem dla siebie nawzajem. Jeżeli należymy do Chrystusa, nasze najsłodsze myśli będą związane właśnie z Nim. Będziemy uwielbiali o Nim rozmawiać, a nasze serca zmiękną pod boskim wpływem. Przyglądając się pięknu Jego charakteru, będziemy „przemienieni w ten sam obraz, z chwały w chwałę” (PW 64)

To co robił Jezus miało doprowadzić do „zmiękczenia” naszych serc. To nasze kamienne serca są tym, co blokuje nam drogę do zbawienia. Bóg nie wykonuje dosłownej operacji przeszczepu serca, robi to w sensie duchowym, ale podobnie, jak to ma miejsce w naszym życiu, najpierw pacjent musi wyrazić zgodę na ten zabieg. Swoim życiem i śmiercią na krzyżu Jezus przekonuje nas do tego, abyśmy zapragnęli tej operacji.

Jezus robił to przez trzydzieści lat. Pomimo wielu ataków szatana i przeszkód, jakie stawiali na Jego drodze ci, którymi szatan kierował, On cierpliwie podążał tą drogą, która objawiała pełnię Jego miłości do nas. „Tylko miłość budzi miłość”. W kazaniu na górze Jezus powiedział o tym, że powinniśmy kochać naszych nieprzyjaciół i modlić się za tych, którzy nas prześladują. I sam robił to, dając nam przykład:

Świt często zastawał Go w jakimś odosobnionym miejscu, rozmyślającego, studiującego Pisma lub zatopionego w modlitwie. Po tych cichych godzinach wracał do domu, aby na nowo podjąć się swych obowiązków i dać przykład cierpliwego trudu (PW 69).
Pragnął natchnąć nadzieją najbardziej szorstkich i nieobiecujących, zapewniając ich, że mogą stać się nienaganni i niewinni, otrzymując charakter, który objawi ich jako dzieci Boga (PW 70)
Wiedział, że jeżeli nie nastąpi zdecydowana zmiana zasad i celów życia ludzkości, wszyscy będą zgubieni. Stanowiło to brzemię Jego duszy i nikt nie był w stanie ocenić ciężaru, jaki na Nim spoczywał. Skoncentrowany na poważnym celu, realizował plan swojego życia, polegający na tym, że to On osobiście winien być światłością ludzi (PW 71)

Ja jestem światłością świata; kto idzie za mną, nie będzie chodził w ciemności (J 8,12)

Jezus objawia nam Królestwo Światłości, które jest przeciwieństwem królestwa ciemności.

W konflikcie między Księciem światła i przywódcą królestwa ciemności wchodziły w grę bardzo ważne dla świata kwestie. Po skuszeniu człowieka do grzechu szatan ogłosił, że ziemia należy do niego i nazwał siebie księciem tego świata. Podporządkowawszy swojej własnej naturze ojca i matkę naszej rasy, zaplanował, że założy tu swoje imperium. Orzekł, że ludzie wybrali go swoim władcą. Kontrolując ich, sprawował władzę nad światem (PW 86)

I wyprowadził go [Jezusa] na górę, i pokazał mu wszystkie królestwa świata w mgnieniu oka, i rzekł do niego diabeł: Dam ci tę całą władzę i chwałę ich, ponieważ została mi przekazana, i daję ją, komu chcę, jeśli więc Ty oddasz mi pokłon, cała ona twoja będzie (Łk 4,5-7)

Chrystus przyszedł obalić twierdzenia szatana. Jako Syn Człowieczy miał pozostać wierny Bogu. W ten sposób miał pokazać, że szatan nie zdobył całkowitej kontroli nad rodzajem ludzkim i że jego roszczenia co do świata są fałszywe. Wszyscy, którzy pragnęli wyzwolenia z jego mocy, mogliby zostać uwolnieni (PW 86)

Sposób uwolnienia jest tajemnicą planu zbawienia. To w ramach tego planu Jezus przybył na nasz świat. Jednak szatan nie był w stanie zrozumieć działania tego planu.

To, że Syn Boży ma przyjść na ziemię jako człowiek, napełniło go zdumieniem i lękiem. Nie potrafił pojąć misterium tego wielkiego poświęcenia. Jego samolubna dusza nie była w stanie zrozumieć takiej miłości do upadłej rasy (PW 87)

Egoizm jest cechą charakteru szatana, a człowiek jest od urodzenia, na skutek działania prawa dziedziczenia, posiadaczem grzesznej, egoistycznej natury. Dlatego jest niemożliwe, aby człowiek, który objawia cechy charakteru szatana, zrozumiał działanie plany zbawienia. Tylko ci, którzy oddali swoje życie Jezusowi, a ich życie zostało pozbawione uczynków ciała, mogą pojąć tę tajemnicę. Aby ją zrozumieć nie wystarczy szukać rozwiązania w Biblii. Najpierw trzeba pozwolić Bogu na usunięcie z serca tego, co pochodzi od szatana, przede wszystkim na usunięcie egoizmu. Pokora i świadomość własnej słabości są tym co jest niezbędne do właściwego zrozumienia planu zbawienia. I dlatego szatan nigdy tego planu w pełni nie zrozumie. I dlatego nigdy nie zrozumie, dlaczego Jezus dobrowolnie poddał się temu wszystkiemu, co spotkało Go na ziemi.

Chrystus nie miał używać boskiej mocy dla swojej własnej korzyści. Przyszedł znieść próby, jakie my musimy znosić, przynosząc nam przykład wiary i poddania (PW 91).
W Jezusie nie było niczego, co reagowałoby na sofistykę szatana. Nie zgadzał się na grzech. Nawet myślą nie poddał się pokusie. Tak samo może być z nami. Człowieczeństwo Chrystusa zjednoczyło się z boskością, był zdolny do walki, ponieważ zamieszkał w Nim Duch Święty. Przyszedł, aby uczynić nas uczestnikami boskiej natury. Tak długo, jak jesteśmy zjednoczeni z Nim przez wiarę, grzech nie ma nad nami panowania. Bóg sięga po naszą rękę wiary, aby nakierować ją tam, gdzie mocno uchwyci się bóstwa Chrystusa, abyśmy mogli osiągnąć doskonałość charakteru.
Chrystus pokazał nam, jak to jest możliwe (PW 94).

Doskonałość charakteru jest tym, co wszyscy uważamy za ważne, ale większość nie chce zaakceptować tego, że Biblia mówi o tej doskonałości jako czymś, co powinniśmy osiągnąć tu i teraz. Wielu chrześcijan uważa, że tę doskonałość osiągniemy kiedyś, w przyszłości, i będzie ona skutkiem działania, które Bóg podejmie bez naszego udziału. Inaczej mówiąc, słusznie uważają, że człowiek nie może samodzielnie zmienić swojego charakteru na doskonały, ale niesłusznie uważają, że w związku z tym nie musimy nic robić, aby stać się doskonałymi.

Co do samej możliwości, to Biblia mówi:

Bądźcie wy tedy doskonali, jak Ojciec wasz niebieski doskonały jest (Mt 5,48)
Abyście byli doskonali i trwali we wszystkim, co jest wolą Bożą (Kol 4,12)
Abyście byli doskonali i nienaganni, nie mający żadnych braków (Jk 1,4)

Tak więc powinniśmy stać się doskonali tu i teraz, więc jeżeli tacy nie jesteśmy, to powinniśmy się zastanowić dlaczego. Może dlatego, że albo próbowaliśmy udoskonalić się samodzielnie, albo odrzuciliśmy wszelkie sposoby osiągnięcia doskonałości. Tymczasem właściwa droga polega na odrzuceniu prób samodoskonalenia i zrobienia wszystkiego, aby zbliżyć się do Jezusa. Tak, jak w życiu dwoje ludzi zbliża się do siebie, a poprzez coraz lepsze wzajemne poznanie, nawiązany zostaje coraz bliższy związek i ludzie stają się sobie coraz bliżsi. W ten sposób zaczynają się coraz bardziej nawzajem szanować, oraz są gotowi do coraz większego poświęcenia się dla dobra drugiej osoby. Kiedy taki związek łączy człowieka z Bogiem, to człowiek bez problemów zgadza się na to, aby Bóg udoskonalił jego charakter. Z przyjemnością odrzuca to, co nie podoba się Bogu.

Czy jest coś, co może przeszkodzić Bogu w wykonaniu tego dzieła? Tak, to my jesteśmy tą przeszkodą, a dokładniej nasze serca i przechowywane w nich upodobanie do grzechu. Problem nie leży po stronie Boga, On jest gotów zrobić wszystko, aby nam pomóc, a najlepszym tego dowodem jest to, co stało się na krzyżu Golgoty.

W przytoczonym wcześniej cytacie Ellen White stwierdziła, że Jezus „wiedział, że jeżeli nie nastąpi zdecydowana zmiana zasad i celów życia ludzkości, wszyscy będą zgubieni”. Na czym polega zmiana celów? To przede wszystkim zmiana priorytetów. To, co kiedyś wydawało się ważne, teraz stało się nieistotne; to co kiedyś było bardzo pożądane, teraz stało się czymś niechcianym. Podobnie z zasadami, ale tutaj zmiana polega na tym, że następuje odrzucenie zasad egoistycznych, i przyjęcie zasad opartych na miłości. Aby takie zmiany nastąpiły, musi zostać poruszone serce człowieka. Jednym z celów misji Jezusa było właśnie poruszenie naszych serc w taki sposób, aby w miejsce egoizmu znalazła się w nich miłość.

Misja Chrystusa mogła się spełnić jedynie poprzez cierpienie. Zbawiciel miał przed sobą życie pełne troski, trudu, zmagania i zakończone haniebną śmiercią. Musiał ponieść grzechy całego świata i doświadczyć oddzielenia od miłości Ojca (PW 98)

Ostatnie zdanie może sugerować, że pogląd o tym, że Jezus dosłownie wziął na siebie nasze grzechy, jest prawdziwy. I ponieważ dosłownie znalazły się na nim wszystkie grzechy ludzkości, to Bóg z powodu wstrętu i nienawiści do grzechu, odwrócił się od Jezusa. Jednak to wyjaśnienie nie jest zgodne z całym kontekstem Biblii, a przede wszystkim z obrazem Boga, który jest miłością. Jest inne wyjaśnienie, które nadaje tej wypowiedzi inny sens. Otóż Ojciec i Syn chcieli dać ludzkości ostateczny i niepodważalny dowód na to, że człowiek może zachować posłuszeństwo Bogu nawet w sytuacji, gdy nie czuje obecności Boga. Większość z nas nie ma tak naprawdę pojęcia o tym, czym jest brak obecności Boga, ponieważ On jest z nami cały czas. Wprawdzie nie czujemy tej obecności tak, jak moglibyśmy czuć, ale nie jesteśmy całkowicie pozbawieni obecności Boga. A z drugiej strony nikt z nas nie jest w stanie wyobrazić sobie takiego związku, jaki łączy Ojca i Syna. 

Ojciec nie odwrócił się od Syna, gdy ten wisiał na krzyżu, ale ukrył przed nim swoją obecność. A skutkiem tego było to, że Jezus czuł się tak, jakby grzechy całego świata spoczęły na Nim.

Oddzielenie się obecności Boga od Zbawiciela w godzinie najwyższej udręki przeszyło Jego serce smutkiem, którego człowiek nigdy w pełni nie zrozumie (…) Zupełna ciemność, niczym żałobny kir, otoczyła krzyż (…) W tej gęstej ciemności ukryła się obecność Boga. On czyni ciemność swoim namiotem i ukrywa swoją chwałę przed oczyma ludzkimi. Bóg i Jego święci aniołowie znajdowali się przy krzyżu. Ojciec był ze swoim Synem. Jednak Jego obecność nie ujawniała się (…) Chrystus nie mógł zostać wsparty przez obecność Ojca. Sam zmagał się z problemami i nie było przy Nim nikogo z ludzi (PW 607-608)

Jezus postawił sam siebie na miejscu największego grzesznika, chociaż sam był bez grzechu. Zrobił to zgadzając się na to, aby Ojciec zasłonił przed Nim swoją obecność. To była największa próba zarówno dla Syna jak i dla Ojca. Jezus jako człowiek żył w doskonałej łączności z Ojcem. Dzięki tej łączności zachowywał doskonałe posłuszeństwo Ojcu. Jednak aby całkowicie obalić oskarżenia szatana, Jezus musiał wykazać się posłuszeństwem opartym tylko na wierze, w sytuacji gdy został pozbawiony wszystkich widocznych i odczuwalnych znaków obecności Ojca. Jedyne co zostało Jezusowi, jedyne czego mógł się trzymać, była wiara w Ojca. Jak czuł się w trakcie tej próby Ojciec? Namiastką tego może być to, co czuje ziemski ojciec, kiedy widzi cierpiące dziecko i ma świadomość tego, że w tym momencie nie jest w stanie mu pomóc.

Chrystus wysączył ostatnie krople z kielicha ludzkiej niedoli. W ciągu tych strasznych godzin polegał na dowodach akceptacji ze strony Ojca, jakie zostały Mu udzielone dotychczas. Znał charakter swojego Ojca; rozumiał Jego sprawiedliwość, miłosierdzie i wielką miłość. Przez wiarę spoczął w Tym, któremu z ogromną radością zawsze był posłuszny. I kiedy w pokorze powierzył siebie Bogu, odczucie utraty przychylności Ojca odeszło. Chrystus stał się zwycięzcą przez wiarę (PW 610)

Zapowiedzią tej próby było to, co spotkało Hioba. Nieszczęścia które go spotkały nie były karą od Boga, ale skutkiem działalności szatana. Hiob jest po prostu symbolem Jezusa, zapowiedzią tego, co stało się z Chrystusem. Gdyby Bóg tego nie zabronił, to prawdopodobnie szatan w końcu zabiłby Hioba. W przypadku Jezusa takiego zakazu nie było, ponieważ charakter szatana musiał zostać w pełni ujawniony.
Misja Jezusa na ziemi zakończyła się tak naprawdę w niebie, kiedy po swoim zmartwychwstaniu Chrystus znalazł się przed Ojcem i powiedział:

Ojcze, skończyłem. Wykonałem Twoją wolę, mój Boże. Dokonałem dzieła odkupienia. Skoro stało się zadość Twej sprawiedliwości „Ojcze, chcę, aby także ci, których mi dałeś, byli ze Mną tam, gdzie Ja jestem”. Słychać głos Boga oznajmiający, że sprawiedliwości stało się zadość. Szatan jest pokonany. Ci, którzy na ziemi należą do Chrystusa w trudzie i zmaganiu są obdarowanymi „w Umiłowanym”. Zostają przed niebiańskimi aniołami i przedstawicielami nieupadłych światów ogłoszeni jako usprawiedliwieni (PW 671).

Na czym polega zaspokojenie Bożej sprawiedliwości?

Lecz gdy bezbożny odwróci się od wszystkich swoich grzechów, które popełnił, i będzie przestrzegał wszystkich moich przykazań, i będzie wykonywał prawo i sprawiedliwość, na pewno będzie żył, nie umrze (Ez 18,21)


16 listopada 2019

Jaki jest związek między grzechem, śmiercią grzesznika i śmiercią Jezusa?

Bóg powiedział:
Każdy kto grzeszy umrze (Ez 18,4)
Szatan powiedział:
Na pewno nie umrzecie (Rdz 3,4)

Od samego początku istnienia ludzkości szatan przekonuje nas o tym, że człowiek może być nieposłuszny Bogu, a mimo to żyć. I nie chodzi tu o doczesne życie, tu i teraz, ale o życie wieczne. Od samego początku ludzie mieli różne poglądy na temat tego w jaki sposób mogą być zbawieni, czyli w jaki sposób mogą osiągnąć żywot wieczny. Bóg wprawdzie od samego początku mówi nam o tym, my jednak niechętnie akceptujemy Boże słowa i szukamy innych dróg.

Pewnego dnia pewien bogaty młodzieniec zapytał Jezusa:

Nauczycielu, co dobrego mam czynić, aby osiągnąć żywot wieczny? A On mu odrzekł: (…) Jeśli chcesz wejść do żywota, przestrzegaj przykazań (Mt 19,16-17)

Jezus nie powiedział nic nowego. W Księdze Ezechiela Bóg powiedział:

Każdy, kto grzeszy, umrze (Ez 18,4)

Bardzo często współcześni chrześcijanie, rozmawiając na ten temat, od razu mówią, że przecież zbawienie jest z łaski i człowiek nie może sobie zapracować na żywot wieczny. Drugim często używanym argumentem jest to, że przecież wszyscy zgrzeszyli, więc jak można mówić o tym, że człowiek może nie grzeszyć.

Przyjrzyjmy się dokładniej wersetowi z Księgi Ezechiela.

Każdy, kto grzeszy, umrze

Oba wersy mówią dokładnie to samo, ale używając przeciwieństw. Jeden mówi o konieczności przestrzegania przykazań, a drugi o konsekwencji nieprzestrzegania Bożego Prawa. Ani jeden ani drugi nie mówią o konieczności życia bez grzechu od urodzenia aż do śmierci. Jezus powiedział młodemu człowiekowi, że wystarczy, że zacznie przestrzegać przykazań, a to zagwarantuje mu żywot wieczny, o ile nie zacznie znów żyć niezgodnie z Bożym prawem. Z kolei Bóg poprzez proroka Ezechiela mówi, że każdy, kto grzeszy, umrze. Nie mówi, że umrze każdy kto kiedykolwiek zgrzeszył, ale ten, kto grzeszy tu i teraz. Czasownik grzeszyć użyty jest tutaj w czasie teraźniejszym. Oznacza to, że proces grzeszenia trwa i nie został zakończony. Taka sytuacja skończy się śmiercią.

Cały osiemnasty rozdział Księgi Ezechiela zawiera wyjaśnienie tego problemu. I co ważne, jest to wyjaśnienie przekazane nam przez Boga. Zaczyna się ono od wspomnianego już stwierdzenia, że każdy, kto grzeszy, umrze. Po tym wersie następuje wyjaśnienie dwóch rzeczy. Po pierwsze, co musi się stać aby człowiek nie umarł drugą śmiercią, a po drugie Bóg wyjaśnia co to znaczy, że ktoś jest sprawiedliwy. Czytamy o tym od wersetu piątego do dziewiątego. Z tego fragmentu wynika, że kiedy człowiek zaczyna żyć zgodnie z Bożym Prawem, czyli przestaje grzeszyć, to dla Boga staje się człowiekiem sprawiedliwym i niejako automatycznie może żyć wiecznie:

Postępuje według moich przykazań i przestrzega wiernie moich praw: ten jest sprawiedliwy, on też na pewno będzie żył – mówi Wszechmocny Pan (Ez 18,9)

Co jest bardzo ważne w tym fragmencie z Ezechiela? Bóg nic nie mówi o tym, w jaki sposób może się to stać. Po prostu przedstawia warunek życia wiecznego. I nie jest to warunek, który musi być spełniony raz, sprawiedliwość nie jest stanem, który po osiągnięciu pozostaje w człowieku na zawsze. Sprawiedliwość to stan, który musi trwać. Tylko ten, kto trwa w tym stanie, może żyć wiecznie.

Lecz jeżeli kto jest sprawiedliwy i wykonuje prawo i sprawiedliwość, nie je mięsa ofiarnego na górach i nie podnosi oczu ku bałwanom domu izraelskiego, nie hańbi żony swojego bliźniego, nie obcuje z żoną podczas jej nieczystości, nie uciska nikogo i dłużnikowi zwraca jego zastaw, nie dopuszcza się gwałtu, udziela chleba głodnemu, a nagiego przyobleka w szatę, nie pożycza na lichwę i nie bierze odsetek, powstrzymuje swoją rękę od złego, w sporach między ludźmi rozsądza zgodnie ze słusznością, postępuje według moich przykazań i przestrzega wiernie moich praw: ten jest sprawiedliwy, on też na pewno będzie żył - mówi Wszechmocny Pan (Ez 18,5-9)

Kto grzeszy, ten umrze; a ten kto przestał grzeszyć i nie wróci do poprzedniego życia, będzie żył. Ta prosta zasada jest dobrze widoczna w tych wersetach.

Żydzi mieli swoje poglądy na temat tego, w jaki sposób człowiek może stać się sprawiedliwy i żyć zgodnie z Bożymi przykazaniami. Jednak większość z nich nie miała racji, a pokazał to im Jezus, na przykład w kazaniu na górze. Żydzi kojarzyli posłuszeństwo z zewnętrznym przestrzeganiem przykazań. Uważali, że jeżeli ktoś powstrzymuje się od robienia tego, co złe, to wystarcza to do tego, aby Bóg uznał go za sprawiedliwego. Jezus obalił te poglądy i wskazał, że prawdziwe posłuszeństwo możliwe jest tylko wtedy, gdy człowiek jest posłuszny z powodu miłości do Boga. To miłość do Stwórcy sprawia, że człowiek chce być posłuszny i nie chce robić tego, co rani Boga. A przecież każdy nasz grzech jest kolejnym gwoździem wbijanym w ciało Chrystusa. Odwrócenie się od wszystkich grzechów jest możliwe tylko wtedy, gdy wynika z miłości do Boga. Tego Żydzi nie chcieli zaakceptować i próbowali stać się sprawiedliwymi w inny sposób. Jednak ich niewłaściwy pogląd na to, jak można przestać grzeszyć, nie świadczy wcale o tym, że warunek zaprzestania grzeszenia nie musi już być spełniony. Człowiek musi odwrócić się od wszystkich grzechów, aby móc żyć wiecznie.

Lecz gdy bezbożny odwróci się od wszystkich swoich grzechów, które popełnił, i będzie przestrzegał wszystkich moich przykazań, i będzie wykonywał prawo i sprawiedliwość, na pewno będzie żył, nie umrze. Nie będzie mu się przypominać żadnych jego przestępstw, które popełnił, będzie żył przez sprawiedliwość, którą się kierował (Ez 18,21-22)

W tym miejscu Bóg dokładnie przedstawił na czym polega Bożą sprawiedliwość. Wielu ludzi myśląc o Bożej sprawiedliwości, mimowolnie przenosi pewne cechy ludzkiej sprawiedliwości na sprawiedliwość Boga. Cechą ludzką jest to, że oczekujemy kary za łamanie prawa. Wymierzanie sprawiedliwości kojarzy się nam z wymierzaniem kary adekwatnej do popełnionego przestępstwa. A kiedy ktoś, kto popełnił przestępstwo, nie jest za nie ukarany, to uważamy to za niesprawiedliwe.

Czy na tym polega Boża sprawiedliwość?

„Każdy, kto grzeszy, umrze” – czytając takie wypowiedzi Boga podświadomie uznajemy taką śmierć za karę. Jednak Biblia pokazuje inny związek między grzechem i śmiercią. Pokazuje, że śmierć nie jest karą, ale zapłatą.

Albowiem zapłatą za grzech jest śmierć (Rz 6,23)

Zapłata nie jest karą za wykonaną pracę, ale tym, na co sobie człowiek zapracował. Zapłata należy do pracownika i musi mu zostać wypłacona.

Nie będziesz zatrzymywał u siebie przez noc do rana zapłaty najemnika (Kpł 19,13)

Na szczęście zapłata za grzech najczęściej ma miejsce na długo po popełnieniu przestępstwa, więc grzesznik ma szansę zrobić coś, co jednak umożliwi mu uniknięcie drugiej, wiecznej śmierci.

A tak w ogóle, to Biblia mówi o kilku rodzajach śmierci. Po pierwsze mówi o tej śmierci, która kończy nasze życie tu i teraz, i nazywa tę śmierć snem. Robi tak, ponieważ ta śmierć nie kończy ludzkiego życia, jest tylko przerwą, czymś w rodzaju snu. Po drugie, Biblia mówi o tzw. drugiej śmierci, która jest ostatecznym zakończeniem życia i unicestwieniem. Po tej śmierci człowiek jest całkowicie unicestwiony, bez możliwości ponownego przywrócenia do życia, czyli zmartwychwstania. I wreszcie Biblia mówi o trzeciej śmierci, procesie całkowitego odwrócenia się od grzechu. O tej trzeciej śmierci mówi apostoł Paweł.

I ja żyłem niegdyś bez zakonu, lecz gdy przyszło przykazanie, grzech ożył, a ja UMARŁEM” (Rz 7,9-10).

Cóż więc powiemy? Czy mamy pozostać w grzechu, aby łaska obfitsza była? Przenigdy! Jakże my, którzy grzechowi UMARLIŚMY, jeszcze w nim żyć mamy? (Rz 6,1-2)

Ten ostatni fragment ma bardzo ważny ciąg dalszy:

Czy nie wiecie, że my wszyscy, ochrzczeni w Chrystusa Jezusa, w ŚMIERĆ jego zostaliśmy ochrzczeni? POGRZEBANI tedy jesteśmy wraz z nim przez chrzest w ŚMIERĆ, abyśmy jak Chrystus wskrzeszony został z martwych przez chwałę Ojca, tak i my nowe życie prowadzili. Bo jeśli wrośliśmy w podobieństwo jego ŚMIERCI, wrośniemy również w podobieństwo jego zmartwychwstania, wiedząc to, że nasz stary człowiek został wespół z nim UKRZYŻOWANY, aby grzeszne ciało zostało unicestwione, byśmy już nadal nie służyli grzechowi; kto bowiem UMARŁ, uwolniony jest od grzechu” (Rz 6,3-7)

Pierwsza śmierć, zwana w Biblii snem, związana jest z ustaniem procesów życiowych w ciele człowieka. Druga śmierć związana jest z unicestwieniem człowieka, a przy okazji grzechu. Z czym jest związana ta trzecia śmierć? Ze śmiercią człowieka jako grzesznika. Ten kto umiera tym rodzajem śmierci, staje się „nowym stworzeniem” (Gal 6,15). To ten rodzaj śmierci uwalnia człowieka od grzechu – „kto bowiem umarł, uwolniony jest od grzechu”.

Jak widać, śmierć jest czymś, czego nie jesteśmy w stanie uniknąć. Możemy jednak naszymi decyzjami wpłynąć na to, jakim rodzajem śmierci umrzemy. Każdy, kto umrze trzecią śmiercią, może uniknąć śmierci drugiej, nawet jeżeli umrze śmiercią pierwszą.

Widać chyba teraz, dlaczego Paweł napisał, że „zapłatą za grzech jest śmierć”. Rozwijając myśl Pawła należałoby dodać, że zapłatą za grzech jest jeden z dwóch rodzajów śmierci, w zależności od tego, jaką pracę wykonaliśmy oprócz tej, która polegała na grzeszeniu. Paweł kiedy poznał prawdę i nawrócił się, przeżył ten trzeci rodzaj śmierci i dlatego mógł o sobie napisać:

Z Chrystusem jestem ukrzyżowany; żyję więc już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus; a obecne moje życie w ciele jest życiem w wierze w Syna Bożego, który mnie umiłował i wydał samego siebie za mnie” (Gal 2,20-21 BW)

Każdy, kto grzeszy, umrze (Ez 18,4)

To na czym w takim razie polega Boża sprawiedliwość?

Zasady Bożej sprawiedliwości są inne, niż ludzkiej. Po pierwsze, co pokazałem wcześniej, śmierć grzesznika, druga śmierć, nie jest karą, ale konsekwencją grzechów, jest zapłatą za wykonaną pracę.

Gdy bezbożny odwróci się od wszystkich swoich grzechów, które popełnił, i będzie przestrzegał wszystkich moich przykazań, i będzie wykonywał prawo i sprawiedliwość, na pewno będzie żył, nie umrze (Ez 18,21)

Według zasad ludzkiej sprawiedliwości, przestępca może zostać ukarany nawet po długim czasie po dokonaniu przestępstwa, nawet jeżeli szczerze żałuje tego, co zrobił. Boża sprawiedliwość jest inna. Kiedy grzesznik porzuca swoje wszystkie grzechy i odwraca się od nich, wtedy:

Nie będzie mu się przypominać żadnych jego przestępstw, które popełnił, będzie żył przez sprawiedliwość, którą się kierował (Ez 18, 22).

Odwrócenie się od grzechów, czyli trzecia śmierć, całkowicie zaspokajają wymagania Bożej sprawiedliwości i grzechy popełnione wcześniej są zapominane, traktowane tak, jakby nigdy ich nie było. Inaczej mówiąc, Boża sprawiedliwość i Boże miłosierdzie są tym samym, są bowiem Bożą miłością.
Jednak wielu Żydom w przeszłości, oraz wielu dzisiejszym chrześcijanom, nie odpowiadają takie zasady. Nie chcą zaakceptować faktu, że Bóg nie postępuje z grzesznikami tak, jak oni by to zrobili, i mówią:

Nie jest słuszne postępowanie Pana

Jednak Bóg odpowiada im:

Czy nie raczej wasze postępowanie jest niesłuszne? (Ez 18,25)

Żydzi mieli swoje poglądy na temat grzechu i jego konsekwencji. Uważali, że Bóg karze ludzi za grzechy, oraz że ta kara może dotykać nie tylko grzesznika, ale także jego potomstwo, aż do czwartego pokolenia. Inaczej mówiąc, wierzyli w Boga, który jest gotowy odpowiedzialność za grzech rozciągać na tych, którzy nie mieli nic wspólnego z grzechem, za który karze ich Bóg. Pokazuje to na przykład sytuacja, gdy Jezus i jego uczniowie spotkali człowieka ślepego od urodzenia.

Mistrzu, kto zgrzeszył, on czy rodzice jego, że się ślepym urodził? (J 9,2)

Dla uczniów oczywiste było, że ślepota tego człowieka była Bożą karą za grzech, nie wiedzieli tylko, czy był to grzech tego człowieka, czy też jego rodziców. Nie widzieli nic dziwnego w tym, że mógł on zostać ukarany za coś, czego nie zrobił. Jednak Jezus wyjaśnił im, że nie mają racji. I ponownie Chrystus nie powiedział niczego nowego, ponieważ Bóg w Starym Testamencie mówi, że:

Syn nie poniesie kary za winę ojca ani ojciec nie poniesie kary za winę syna (Ez 18,20)

W tym samym wersie Bóg wyjaśnia zagadnienie odpowiedzialności za grzech:

Sprawiedliwość będzie zaliczona sprawiedliwemu, a bezbożność spadnie na bezbożnego

Każdy człowiek odpowiada za siebie. Nie można konsekwencji grzechów, popełnionych przez jednego człowieka, przenieść na innego. Inaczej mówiąc, po ludzku, nie można za ukarać za grzech kogoś, kto tego grzechu nie popełnił. Takie są Boże zasady.

Także to nie odpowiadało Żydom, którzy mówili:

Dlaczego syn nie ponosi kary za winę ojca?

Nie podobało się im także to, że kiedy sprawiedliwy człowiek odwraca się od Boga i ponownie zaczyna grzeszyć, to Bóg nie bierze pod uwagę jego wcześniejszego, sprawiedliwego życia. Ponownie mówili:

Nie jest słuszne postępowanie Pana

Grzeszna ludzka natura chętnie przyjmuje możliwość przerzucenia odpowiedzialności za grzechy na kogoś innego. Chętnie też akceptuje coś, co można nazwać zbiorem zasług, którymi próbuje przykryć bezbożność. Czy nigdy nie spotkaliśmy się z tłumaczeniem, że ktoś wprawdzie popełnił jakieś przestępstwo, ale przecież zrobił w swoim życiu tyle dobrego, i w związku z tym należy te dobre czyny wziąć pod uwagę. Jednak i tym razem Bóg mówi, że Jego zasady są inne.

Sprawiedliwość będzie zaliczona sprawiedliwemu, a bezbożność spadnie na bezbożnego (Ez 18,20)

Gdy sprawiedliwy odwróci się od swojej sprawiedliwości i popełnia bezprawie, i czyni wszystkie te ohydne rzeczy, których dopuszcza się bezbożny, czy ma żyć? Nie będzie mu się przypominało tych wszystkich sprawiedliwych czynów, które spełnił; z powodu niewierności, której się dopuścił, i z powodu swojego grzechu, który popełnił, umrze (Ez 18,24)

Obie te niebiblijne zasady są dzisiaj widoczne, niektórzy ludzie nadal wierzą, że taka właśnie jest Boża sprawiedliwość. Są ludzie, nawet chrześcijanie, którzy wierzą, że grzech jest czymś, co można z człowieka zdjąć i przełożyć na kogoś innego. Mało tego, wierzą w takie znaczenie tych wersów, które mówią o śmierci Jezusa na krzyżu, które mówi o tym, że Jezus dosłownie wziął nasze grzechy na siebie i został ukarany za nie umierając na krzyżu. Powołują się przy tym na wymagania Bożego prawa, mówiąc że domaga się ono śmierci grzesznika. I chociaż Boże prawo nie jest istotą, która może się czegokolwiek domagać, to rzeczywiście mówi ono, że grzesznik musi umrzeć. Jednak ta śmierć nie jest karą za grzech, ale zapłatą za grzech.

Chcę jak najlepiej wyjaśnić ten problem, ponieważ bardzo ważne jest właściwe zrozumienie zarówno tego, czym jest grzech, jak i tego, jakie są jego konsekwencje, ponieważ od tego zależy nasz obraz Boga, zależy od tego nasza wiara, czyli to w jakiego Boga wierzymy. Chyba nie muszę nikogo przekonywać, że wiara w innego Boga, niż ten prawdziwy, nawet jeżeli jesteśmy pewni swojej wiary, na pewno nie prowadzi do zbawienia.

Grzech i jego konsekwencje.

Grzech nie jest po prostu złamaniem Bożego przykazania, ponieważ Biblia mówi, że:

Każdy, kto popełnia grzech, i zakon przestępuje (1 J 3,4)

W tym zdaniu mamy dwie czynności, połączone spójnikiem „i”, pierwsza to grzech, a druga to przekroczenie zakonu. Boże prawo opisuje grzech, ale sam grzech jest czymś więcej niż tylko złamaniem prawa. Prosty przykład z Pisma Świętego.

Kto ma Syna, ma żywot; kto nie ma Syna Bożego, nie ma żywota (1 J 5,12)

Brak żywota to przecież śmierć, która jest zapłatą za grzech. Tak więc grzechem jest tutaj „brak Syna”, a skutkiem „braku Syna Bożego”, czyli grzechu, jest nieprzestrzeganie przykazań.
Albo to:

Kto nie trwa we mnie, ten zostaje wyrzucony precz jak zeschnięta latorośl; takie zbierają i wrzucają w ogień, gdzie spłoną (J 15,6)

Grzechem jest tutaj brak żywotnej więzi z Jezusem Chrystusem, brak bliskich relacji ze Zbawcą. Które przykazanie nakazuje „trwanie w Jezusie”? Żadne, ale skutkiem braku właściwych relacji z Jezusem są czyny, które są złamaniem Prawa.

Generalnie grzechem jest to wszystko, co oddziela nas od Boga, a dokładniej blokuje nasze połączenie z Bogiem, poprzez które Bóg utrzymuje nasze istnienie i podtrzymuje nasze życie. To Bóg jest jedynym źródłem życia, każdy więc kto oddziela się od tego źródła, musi umrzeć. Ta śmierć nie jest karą za grzech, ale konsekwencją grzechu, w dodatku konsekwencją, której Bóg nie lubi.

Nie mam upodobania w śmierci śmiertelnika, mówi Wszechmocny Pan. Nawróćcie się więc, a żyć będziecie! (Ez 18,32)

Tak więc życie w posłuszeństwie nie polega na przestrzeganiu przykazań, ale na trwaniu w Jezusie, a niejako przy okazji, jako konsekwencja tego trwania, pojawia się posłuszeństwo Bogu i Bożemu prawu.

W Biblii występują różne symbole grzechu, a jednym z nich jest trąd. Księga Kapłańska zawiera bardzo dokładne przepisy dotyczące tej choroby. W tamtych czasach trąd był nieuleczalną chorobą. Zarażenie się trądem było stosunkowo proste, wystarczył do tego kontakt z chorą osobą. Pozbycie się tej choroby było praktycznie niemożliwe. A jednak są w Biblii opisane przykłady uleczenia z trądu. I za każdym razem wyleczenie było dokonane dzięki mocy Boga. Te sytuacje w zastosowaniu do grzechu, pokazują kilka ważnych zasad. Usunięcie grzechu, którego symbolem jest trąd, może nastąpić tylko na skutek działania Boga. Trądu nie usuwa się zabierając go z jednej osoby i przenosząc na drugą. Trąd uleczony po prostu znika. Kiedy Jezus dotknął trędowatego, to nie choroba przeszła na Jezusa, ale życie i zdrowie z Jezusa przeszło na chorego , usuwając z niego chorobę. Bez Bożej interwencji chory w końcu umarłby, jednak na skutek działania Boga, chory może żyć, a sama choroba i jej skutki zostają zniszczone, po prostu znikają. 

Dokładnie tak samo jest z grzechem i jego skutkami. Człowiek uleczony z grzechu przestaje grzeszyć, a w jego życiu nie widać więcej tego, co wskazuje na grzech. Wszystkie skutki grzechu zostaną usunięte przez Boga podczas zmartwychwstania i przemienienia sprawiedliwych. Jezus nie leczył z trądu w taki sposób, że choroba przechodziła na niego. W taki sam sposób leczy nas z grzechu. Nie bierze na siebie naszych grzechów, ale robi coś takiego, czego skutkiem jest „nawrócenie i odwrócenie się od wszystkich grzechów”.

Porównanie z trądem jest o tyle ciekawe i ważne, że w Księdze Kapłańskiej opisany jest sposób postępowania nie tylko z chorymi ludźmi, ale także z zarażonymi trądem przedmiotami czy domami.

Ale ziemia była skażona w oczach Boga i pełna nieprawości (Rodzaju 6,11)

Ziemia przed potopem była jak trędowaty w zaawansowanej fazie choroby. Ludzie byli dosłownie „przeżarci” grzechem, chora też była ziemia. I zgodnie z opisem w Księdze Kapłańskiej, grzech został usunięty z ziemi, poprzez zniszczenie wszystkiego, co nieodwracalnie zostało zainfekowane grzechem.

Grzechu nie da się usunąć z grzesznika, i nie ma takiej potrzeby. Wystarczy że grzesznik odwróci się od wszystkich grzechów, a Bóg po prostu wybaczy mu to wszystko, co wcześniej zrobił, i jego grzechy zostaną po prostu zapomniane

Nie będzie mu się przypominać żadnych jego przestępstw

Pomysł, że Jezus wziął na siebie nasze grzechy i został za nie ukarany ma wiele logicznych wad, a jest niczym innym jak szatańskim zwiedzeniem, mającym na celu przedstawienie nam fałszywego obrazu Boga.

Najpierw o problemach tej teorii. Jeżeli śmierć jest karą za grzech, a Jezus został ukarany śmiercią, ponieważ został obciążony grzechami całej ludzkości, to czy Jego śmierć była zgodna z wolą Boga? Skoro Boże Prawo wymagało śmierci Jezusa, aby grzesznicy mogli żyć, to Jego śmierć była wypełnieniem woli Boga. W takim razie dlaczego potępiamy Żydów i Rzymian za zabicie Jezusa? Dlaczego potępiamy Judasza, który przyczynił się do tej śmierci? Czy raczej nie powinniśmy być im wdzięczni, że dzięki nim możemy żyć? A jednak nikt nie okazuje im wdzięczności. Dlaczego? Czyżby jednak nie postępowali zgodnie z wolą Boga? To w końcu jaka jest prawda, Bóg chciał czy nie chciał śmierci Jezusa?

Ci, którzy uważają, że Jezus dosłownie wziął nasze grzechy na siebie muszą sobie poradzić z rozwiązaniem tego problemu. Skoro ta śmierć była w Bożym planie sposobem na dosłowne usunięcie grzechów ze wszystkich ludzi, to każdy, kto przyczynił się do śmierci Jezusa, działał zgodnie z wolą Boga i nie powinien być potępiony.

Inne pytanie. Skoro Jezus musiał umrzeć, to dlaczego w ogóle przychodził na ziemię? Czy Bóg nie mógł w niebie włożyć na Jezusa naszych grzechów, a następnie go zabić? Zrobiłby w ten sposób osobiście to, o czym mówi wielu chrześcijan, to znaczy obciążyłby Jezusa naszymi grzechami, a następnie doprowadziłby do Jego śmierci.

Ktoś mógłby powiedzieć, że Bóg nie mógł tego zrobić w niebie, ponieważ zanieczyściłby w ten sposób niebo, a zabijając Jezusa złamałby swoje przykazanie . Dlatego Jezus przybył na ziemię, i został zabity przez ludzi. Jednak takie rozumowanie jest hipokryzją, która często objawiała się w życiu Żydów. To ortodoksyjni Żydzi wykorzystywali „gojów” do wykonywania czynności, których wykonywania zabraniało im ich prawo. Uważali, że w ten sposób nie grzeszą. Jednak kto tak postępuje, ten łamie prawo.

Kolejny problem to jak można pogodzić obraz Boga, który jest miłością, z obrazem Boga, który żąda przelania krwi swojego Syna, ponieważ inaczej nie przebaczy nam naszych grzechów? Biblia wprawdzie mówi o tym, że grzech może być zmazany tylko przy pomocy krwi, ale czy Bóg nie mówi nam przez to, że jesteśmy tak przesiąknięci grzechem, że tylko świadomość, że przelewamy naszymi grzechami krew Syna Bożego, może wywrzeć na nas takie wrażenie, że poczujemy do grzechu wstręt i odwrócimy się od tego, co złe? Czy to nie straszne, że inne argumenty nie mogą nas przekonać do tego, czym naprawdę jest grzech i nie zmieniają naszego przywiązania do zła?

Zwolennicy teorii o dosłownym przeniesieniu grzechów z ludzi na Jezusa powołują się na różne wersety w Piśmie Świętym, które można interpretować zgodnie z ich poglądami. Nie chcą jednak wziąć pod uwagę tego, że po pierwsze można te wersety interpretować inaczej, a po drugie są takie wersety, które wprost zaprzeczają tej teorii.

Jaki jest wobec tego związek między grzechem, śmiercią grzesznika i śmiercią Jezusa?

Grzech zawsze prowadzi do śmierci grzesznika, ale wpływ śmierci Jezusa na człowieka może sprawić, że taki człowiek nawróci się, umrze dla grzechu i zacznie żyć sprawiedliwym życiem dla Boga.

Nawróćcie się więc, a żyć będziecie! (Ez 18,32).

11 listopada 2019

Śmierć Jezusa Chrystusa - część 2

1 Piotra 1,17-20 A jeśli wzywacie jako Ojca tego, który bez względu na osobę sądzi każdego według uczynków jego, żyjcie w bojaźni przez czas pielgrzymowania waszego, wiedząc, że nie rzeczami znikomymi, srebrem albo złotem, zostaliście wykupieni z marnego postępowania waszego, przez ojców wam przekazanego, lecz drogą krwią Chrystusa, jako baranka niewinnego i nieskalanego. Wprawdzie był On na to przeznaczony już przed założeniem świata, ale objawiony został dopiero w czasach ostatnich ze względu na was

Czy Jezus przyszedł na ten świat aby umrzeć?
Gdyby taki był cel misji Jezusa, to jak powinniśmy patrzeć na decyzje podjęte przez tych Żydów, którzy chcieli doprowadzić do śmierci Jezusa? Powinniśmy je widzieć jako wypełnianie woli Boga, a Judasza powinniśmy dostrzegać jako tego, który pomógł Jezusowi w osiągnięciu celu Jego misji.

Myślę, że nikt z nas nie myśli w ten sposób o tych, którzy doprowadzili do ukrzyżowania Pana Chwały. A jednak wielu chrześcijan uważa, że celem misji Jezusa była śmierć na krzyżu Golgoty. Czytając 1 P 1,17-20 można odnieść wrażenie, że rzeczywiście Jezus przyszedł na ziemię, aby umrzeć. Ale czy jest to prawda?

Jaki powód swojego przyjścia na nasz świat podał Jezus?

Jana 18,37 Ja się narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie

Jezus nie powiedział, że przyszedł aby umrzeć, ale aby dać świadectwo prawdzie. Jakiej prawdzie?

Jana 8,31-32 Mówił więc Jezus do Żydów, którzy uwierzyli w Niego: Jeżeli wytrwacie w słowie moim, prawdziwie uczniami moimi będziecie i poznacie prawdę, a prawda was wyswobodzi

Celem Jezusa było objawienie tej prawdy, która, gdy zostanie poznana i przyjęta, uwalnia ludzi z niewoli grzechu. Jezus powiedział coś więcej: 

„Jeśli więc Syn was wyswobodzi, prawdziwie wolnymi będziecie” (J 8,36). 

To Jezus jest tą prawdą, która może nas uczynić wolnymi od niewoli grzechu.

Ja jestem droga i prawda, i żywot.(J 14,6)

To nie śmierć na krzyżu była celem misji Jezusa, ale objawienie prawdy, czyli tego jaki jest Bóg, objawienie Bożej miłości. Tylko miłość do Boga jest w stanie uwolnić nas z niewoli grzechu

Jana 14,15 Jeśli mnie miłujecie, przykazań moich przestrzegać będziecie

I Jezus zrobił to, chociaż od początku wiedział, że zostanie przez nas zabity. Wiedział o swojej śmierci, a jednak przyszedł aby nas ratować, objawiając nam prawdę. Całe życie Jezusa było objawieniem Bożej miłości do upadłej ludzkości. Wszystko to co zrobił, pokazuje jak bardzo Bóg pragnie uwolnić nas od grzechu. Każde uzdrowienie powinno być widziane jako znak miłości, takiej samej jaką kochający rodzice objawiają swoim dzieciom, nawet wtedy, gdy dzieci są im nieposłuszne. Kochający rodzice robią wszystko co możliwe, aby ratować własne dzieci, kiedy zagraża im niebezpieczeństwo. I są gotowi pomagać im nawet wtedy, gdy sami narażają się na niebezpieczeństwo, a nawet na utratę życia.

To zdarzyło się naprawdę. 32-letni mężczyzna zginął bohaterską śmiercią, ratując syna, który spadł z mostu w amerykańskim stanie Minnesota. Trzylatka udało się uratować. Do tragedii doszło mieście Detroit Lakes w sobotę wieczorem, w weekend, gdy Amerykanie obchodzili Dzień Ojca. Trzyletni syn Christophera Franklina Nicholasa Schultza spadł z mostu do Dead Shot Bay. Mężczyzna natychmiast wskoczył do wody, by ratować syna. Wyciągnął go z toni i trzymając nad głową podał świadkom, którzy wyciągnęli malca na brzeg. Sam 32-latek nie zdołał się uratować.
Inna historia. Tragedia w amerykańskim stanie Iowa. 33-letni mężczyzna rzucił się na pomoc córeczce, którą zaatakował pitbull. Dziewczynka przeżyła, jej ojciec – nie. Do incydentu doszło w mieście Fort Madison. Robert Joseph „Joey” Quick, ojciec czwórki dzieci pojechał z dwiema córkami odebrać auto. Dziewczynki weszły do domu właściciela samochodu i – jak opowiadała ich babcia Deb Newman – zostały zaatakowane przez dużego psa. Joey wbiegł do domu i wrzucił się na pitbulla. Mężczyzna został zabrany do szpitala, ale lekarzom nie udało go uratować. „Pan Quick bronił swojej córki i bez wątpienia uratował jej życie” – napisano w oświadczeniu biura szeryfa okręgu Lee. Do szpitala trafiła także pogryziona córeczka, ale jej życiu nic nie zagraża. – Dzieci były dla Joeya całym światem. Zawsze mówił, że oddałby za nie życie i tak rzeczywiście się stało – przyznała jego matka.

Obaj ojcowie chcieli uratować swoje dzieci i zrobili to. Wiedzieli, że ryzykują, ale nie wahali się i zrobili wszystko co było możliwe, aby ratować własne dzieci. Jezus nie ryzykował, ale dokładnie wiedział co się z Nim stanie gdy przyjdzie na ziemię. Wiedział, że zostanie odrzucony, wzgardzony i zabity. A mimo to zrobił to. Wizja haniebnej śmierci na krzyżu nie powstrzymała Go od przyjścia na ziemię.

Jednak objawienie prawdy nie polegało tylko na objawieniu miłości Boga. Jezus samą swoją obecnością na ziemi spowodował ujawnienie prawdy o grzechu. Bóg jest miłością i jest gotów zrobić wszystko dla ratowania ludzi, a grzech jest tym, co ludzi zabija. Śmierć Jezusa na krzyżu jest najlepszym dowodem na to, do czego prowadzi grzech. I jest też dowodem na coś, w co wielu ludzi, uważających się za chrześcijan, nie chce dzisiaj uwierzyć. Jezus swoją śmiercią udowodnił, że ten, kto zna i kocha Boga, tak jak Syn kocha Ojca, może żyć w doskonałym posłuszeństwie Bogu, nawet w sytuacji, gdy wydaje mu się, że został sam i przestał odczuwać obecność Boga. Prawdziwa wiara pozwala zachować posłuszeństwo w najbardziej niesprzyjających warunkach.

A około dziewiątej godziny zawołał Jezus donośnym głosem: Eli, Eli, lama sabachtani! Co znaczy: Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?(Mt 27,46)

Absolutnie wszystko, co otaczało wiszącego na krzyżu Jezusa, wskazywało na to, że Bóg opuścił go. A mimo to Jezus nie stracił swojej wiary i był posłuszny woli Ojca aż do końca.

Ojcze, w ręce twoje polecam ducha mego (Łk 23,46)

Jezus wbrew temu co widział i czuł, nadal całkowicie ufał Ojcu. W ten sposób objawił nam prawdę i kiedy to objawienie było pełne, powiedział:

Wykonało się! I skłoniwszy głowę, oddał ducha (J 19,30)

Czy Jezus przyszedł na nasz świat aby umrzeć? Nie, On przyszedł pomimo tego, że wiedział że umrze na krzyżu.

Co czujemy, gdy myślimy o tym, co stało się na krzyżu Golgoty? Czy czujemy radość z powodu tego, że Jezus swoją śmiercią uwolnił nas od konsekwencji naszych grzechów? Powinniśmy się z tego cieszyć, ale jeśli ta radość nie jest połączona z uczuciem wstrętu i obrzydzenia do grzechu, który doprowadził do śmierci Jezusa na krzyżu, to chyba czegoś nie zrozumieliśmy. W prawdziwej miłości nie ma miejsca na tolerowanie czegoś, co zabija tego, kogo kochamy.

Większej miłości nie ma nad tę, jak gdy kto życie swoje kładzie za przyjaciół swoich (J 15,13)

Ten, kto naprawdę kocha Boga, nie może jednocześnie uważać grzechu za coś, co nie ma dużego znaczenia. Adam i Ewa zjedli tylko kilka owoców z drzewa, o którym Bóg powiedział Adamowi:

Ale z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeść(Rdz 2,17)

I dzisiaj wielu ludzi uważa, że ludzie nie zasłużyli sobie na tak surowy wyrok, nie zasłużyli sobie na to wszystko, co nas dzisiaj spotyka. Ale to nie Bóg zmusza nas do grzeszenia, to nie Bóg podejmuje za nas złe decyzje. I to właśnie ten „mały” grzech doprowadził do śmierci Jezusa. 

Czy świadomość prawdziwego znaczenia grzechu nie porusza naszych serc?