Jednym z moich ulubionych
fragmentów Biblii jest Kazanie na Górze. Za każdym razem, gdy do niego wracam,
odkrywam coś nowego, myśli, które wcześniej nie przychodziły mi do głowy. Moje
zainteresowanie tym kazaniem wzrosło jeszcze bardziej, gdy zauważyłem wypowiedź
Ellen White, która napisała coś bardzo interesującego na temat tego kazania.
„W Kazaniu na Górze [Jezus]
pragnął zniweczyć to, czego dokonała fałszywa edukacja, i przedstawić
słuchaczom właściwą koncepcję swojego królestwa i swego charakteru. Nie
zaatakował jednak ludzkich błędów w sposób bezpośredni. Dostrzegał spowodowaną
grzechem nędzę świata, a jednak nie podkreślał wobec ludzi ich okropnego stanu.
Uczył ich czegoś nieskończenie lepszego niż to, co było im znane. Nie walcząc z
ich koncepcjami na temat Bożego królestwa, mówił im o warunkach, dzięki którym
można do niego wejść, pozostawiając im samym możliwość wyciągnięcia wniosków.
Prawdy, które przekazywał podążającemu za Nim tłumowi, są tak samo istotne dla
nas. Nie mniej niż oni potrzebujemy nauczyć się podstawowych zasad królestwa
Bożego” (PW s.236-7).
Zacznę od pierwszego zdania w tym
cytacie:
„W Kazaniu na Górze [Jezus]
pragnął zniweczyć to, czego dokonała fałszywa edukacja, i przedstawić
słuchaczom właściwą koncepcję swojego królestwa i swego charakteru”.
Wiemy, że Żydzi mieli błędną
koncepcję Królestwa Bożego, ponieważ uważali, że Mesjasz przywróci Izraelowi pozycję
mocarstwa dominującego nad innymi narodami, pozycję podobną do tej, jaką Izrael
miał za czasów Dawida i Salomona. Uważali się za naród wybrany, jednak nie
rozumieli powodu, dla którego zostali wybrani. Uważali, że są lepsi od innych i
Bóg wybrał ich, ponieważ w oczach Boga tylko oni zasługiwali na wejście do
Bożego Królestwa. Byli dumni z tego, że tylko oni żyli zgodnie z Bożym prawem.
Byli też przekonani, że obrzezanie oraz skrupulatne przestrzeganie wszystkich
zwyczajów jest jedyną drogą prowadzącą do Boga. Nie widzieli w przyszłym
Królestwie miejsca dla nikogo, kto nie był Żydem. W kazaniu na górze Jezus wyjaśnił,
że wejście do Bożego Królestwa nie jest zarezerwowane dla jednego narodu i nie
jest uzależnione od zachowywania zewnętrznych form religijnych, pokazał swoim
słuchaczom zupełnie inną drogę i zupełnie inne warunki zbawienia.
Żydzi nie znali też dobrze
charakteru Boga, ponieważ przypisywali Mu pewne cechy, których Bóg nie ma. Pokazuje
to choćby historia uzdrowienia człowieka, który był chory od trzydziestu ośmiu
lat. Miało to miejsce nad sadzawką Betezda.
„A jest w Jerozolimie przy
Owczej Bramie sadzawka, zwana po hebrajsku Betezda, mająca pięć krużganków. W
nich leżało mnóstwo chorych, ślepych, chromych i wycieńczonych, którzy czekali
na poruszenie wody. Od czasu do czasu zstępował bowiem anioł Pana do sadzawki i
poruszał wodę. Kto więc po poruszeniu wody pierwszy do niej wstąpił, odzyskiwał
zdrowie, jakąkolwiek chorobą był dotknięty” (J 5:2-4)
Na pierwszy rzut oka wygląda to
na objaw mocy Boga, który wysyła aniołów, aby pomagali chorym odzyskać zdrowie.
Jednak obraz jakiego Boga tworzy się w naszych umysłach, jeżeli przyjmiemy, że to,
co działo się w tej sadzawce, było celowym działaniem Boga? Utrwalamy sobie
obraz Boga, który jest dobry dla tych, którzy są silniejsi lub sprytniejsi od
innych; Boga, który tym samym nie troszczy się o słabszych. Człowiek którego
uzdrowił Jezus przez trzydzieści osiem lat próbował w sadzawce odzyskać swoje
zdrowie. Czy wierzymy w Boga, który przez te wszystkie lata spokojnie patrzył
na starania tego człowieka?
To co zrobił Jezus było
objawieniem tego, że Bóg chce pomóc każdemu, jednak może to zrobić tylko wtedy,
gdy człowiek przychodzi do Boga po pomoc i nie próbuje pomóc sam sobie.
Uzdrowiony człowiek stracił już nadzieje na to, że może odzyskać zdrowie
zanurzając się w wodzie sadzawki. Takiego poczucia całkowitej bezradności nie
mieli inni chorzy, którzy na różne sposoby próbowali pierwsi wejść do wody po
jej poruszeniu przez anioła. Był to jedyny znany im sposób odzyskania zdrowia i
nie szukali innego.
Innym przykładem przypisywania
Bogu cech charakteru, których Bóg nie posiada, jest to, co o Bogu mówili
Hiobowi jego przyjaciele. Próbowali oni wykazać, że Hiob został ukarany przez
Boga za grzechy, których wprawdzie nie znali, ale byli pewni, że musiały mieć
miejsce. Elifaz z Temanu powiedział do Hioba: „Przypomnij sobie, kto kiedy,
będąc niewinny, zginął, albo gdzie ludzie prawi byli wytępieni! Jak daleko
spojrzeć, ci, którzy orali bezprawie i rozsiewali zło, zawsze je zbierali”
(Hi 4:7-8). Elihu, syn Berachela Buzytczyka, z rodu Rama powiedział do Hioba: „Strzeż
się, abyś się nie zwracał ku niegodziwości, gdyż z powodu niej znosisz
cierpienie” (Hi 36:21). Żydzi byli przekonani, że spotykające ludzi
nieszczęścia są karą za grzechy. Podobnie myśleli też uczniowie Jezusa. Kiedy
Jezus wraz z uczniami spotkali w Jerozolimie człowieka ślepego od urodzenia,
uczniowie zapytali Go: „Mistrzu, kto zgrzeszył, on czy rodzice jego, że się
ślepym urodził? Odpowiedział Jezus: Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego”
(J 9:2-3). Odpowiedź Jezusa wyraźnie wskazuje na to, że nie powinniśmy
traktować spotykających nas nieszczęść jako kary za nasze grzechy. Świadczy też
o tym bardzo dobitnie historia Hioba, ponieważ wszystko to, co go spotkało było
skutkiem działań szatana.
Pogląd mówiący, że Bóg karze
ludzi za grzechy skutkuje innym błędem, który można było zauważyć u Żydów. Otóż
uważali oni, że powodzenie w życiu świadczy nie tylko o Bożych
błogosławieństwach, ale przede wszystkim jest dowodem na sprawiedliwość. Jest
potwierdzeniem tego, że taki człowiek znajduje uznanie w oczach Boga a jego
życie toczy się w zgodzie i harmonii z Bożym prawem. Gdyby tak było, to
oznaczałoby to, że Bóg sankcjonuje grzech. Czy król Salomon nie miał wielkiej
władzy nie tylko w Izraelu, ale wśród okolicznych państw? Czy nie stał się bardzo
bogatym władcą? „Ilość złota, jakie napływało do Salomona w ciągu jednego
roku, wynosiła sześćset sześćdziesiąt sześć talentów, nie licząc dochodów od
wędrownych handlarzy i z ceł od kupców, i od wszystkich królów arabskich i
namiestników ziemi (…) Wszystkie przybory w Leśnym Domu Libańskim były ze
szczerego złota, nic nie było ze srebra, gdyż srebro w czasach Salomona za nic
było uważane, gdyż król posiadał okręty,
które płynęły do Tarszysz morzem wraz z okrętami Chirama; raz na trzy lata
przypływały okręty z Tarszysz, przywożąc złoto i srebro, kość słoniową, małpy i
pawie. Tak tedy król Salomon bogactwem i mądrością przewyższał wszystkich
królów ziemi” (1 Krl 10:14-15,21-23). Gdyby bogactwo i powodzenie były
miarą sprawiedliwości człowieka, to Salomon byłby najbardziej sprawiedliwym
człowiekiem na ziemi. A jednak Biblia mówi o Salomonie: „Jego żony uwiodły
więc jego serce. Kiedy Salomon zestarzał się, żony zwróciły jego serce ku bogom
obcym i wskutek tego serce jego nie pozostało tak szczere wobec Pana, Boga
jego, jak serce jego ojca, Dawida. Zaczął bowiem czcić Asztartę, boginię
Sydończyków, oraz Milkoma, ohydę Ammonitów. Salomon dopuścił się więc tego, co
jest złe w oczach Pana, i nie okazał pełnego posłuszeństwa Panu, jak Dawid,
jego ojciec. Salomon zbudował również posąg Kemoszowi, bożkowi moabskiemu, na
górze na wschód od Jerozolimy, oraz Milkomowi, ohydzie Ammonitów. Tak samo
uczynił wszystkim swoim żonom obcej narodowości, palącym kadzidła i składającym
ofiary swoim bogom. Pan rozgniewał się więc na Salomona za to, że jego serce
odwróciło się od Pana, Boga izraelskiego. Dwukrotnie mu się ukazał i zabraniał
mu czcić obcych bogów, ale on nie zachował tego, co Pan mu nakazał” (1 Krl
11:3-10). Z kolei na przeciwnym biegunie znajdują się na przykład Boży prorocy,
którzy często nie tylko nie byli bogaci, ale byli prześladowani i zabijani.
Gdyby bogactwo i powodzenie były miarą sprawiedliwości człowieka, to Jeremiasz
byłby bardzo niesprawiedliwym człowiekiem, który mógłby usłyszeć to samo, co
usłyszał Hiob: „Przypomnij sobie, kto kiedy, będąc niewinny, zginął, albo
gdzie ludzie prawi byli wytępieni! Jak daleko spojrzeć, ci, którzy orali
bezprawie i rozsiewali zło, zawsze je zbierali”, „Strzeż się, abyś się
nie zwracał ku niegodziwości, gdyż z powodu niej znosisz cierpienie”.
A teraz druga część podanej na
początku wypowiedzi Ellen White na temat kazania na górze:
„[Jezus] nie zaatakował jednak
ludzkich błędów w sposób bezpośredni. Dostrzegał spowodowaną grzechem nędzę
świata, a jednak nie podkreślał wobec ludzi ich okropnego stanu. Uczył ich
czegoś nieskończenie lepszego niż to, co było im znane. Nie walcząc z ich koncepcjami
na temat Bożego królestwa, mówił im o warunkach, dzięki którym można do niego
wejść, pozostawiając im samym możliwość wyciągnięcia wniosków”.
Czytając treść kazania na górze
łatwo jest zauważyć to, co napisała Ellen White. Jezus nie walczył z fałszywymi
poglądami udowadniając ludziom, że nie mają racji. Zrobił coś innego, objawił
im warunki zbawienia i pozostawił im wyciągnięcie wniosków. Wyjaśnił, że zbawienie
nie jest uzależnione od pochodzenia, ale od charakteru człowieka. Przynależność
do narodu żydowskiego, obrzezanie czy przestrzeganie judaistycznych ceremonii
nie mogą nikomu zapewnić wstępu do Królestwa Niebios. Drzwi do Nieba mogą
otworzyć takie cechy charakteru jak miłość, cierpliwość, uprzejmość, dobroć,
łagodność czy wstrzemięźliwość, to są te cechy o których apostoł Paweł napisał
w liście do Galacjan. Wejść do Nieba będą mogli ci, którzy czują się ubodzy w
duchu; ci którzy ze smutkiem patrzą na skutki własnych grzechów oraz na tych,
którzy nie chcą widzieć skutków swoich grzechów; ci którzy są cisi; ci którzy z
całego serca pragną sprawiedliwości; ci którzy są miłosierni i wreszcie ci,
którzy mają czyste serca.
„A gdy Jezus dokończył tych
słów, zdumiewały się tłumy nad nauką jego. Albowiem uczył je jako moc mający, a
nie jak ich uczeni w Piśmie” (Mt 7:28-29). Ludzie dostrzegali różnicę między
naukami głoszonymi przez Jezusa a tym, czego nauczali uczeni w Piśmie. Słowa
Jezusa poruszyły ich serca i chociaż były dla nich szokiem, to wielu z nich
czuło, że Jezus głosił prawdy pochodzące od Boga, czuli w Jego słowach moc
Bożą.
„Tłumy zdumiewały się nad tą
nauką, która tak bardzo różniła się od przepisów i przykładu, jaki dawali
faryzeusze (…) Ludzie milczeli, ogarnęło ich uczucie bojaźni. Patrzyli z
powątpiewaniem na siebie nawzajem. Kto z nich mógłby być zbawiony, gdyby słowa
tego Człowieka okazały się prawdziwe?” (PW s.240).
Ludzie zadawali sobie te pytania
i nie mogli po prostu zignorować wysłuchanych nauk. Chociaż były one
zaprzeczeniem tego, w co wierzyli do tej pory, to wrażenie, jakie wywarł na
nich Jezus sprawiło, że nie odwrócili się od usłyszanych prawd i pragnęli nadal
Go słuchać. „A gdy zstąpił z góry, poszło za nim wielkie mnóstwo ludu”
(Mt 8:1).
A teraz przejdę do ostatniej
części tego, co o kazaniu na górze powiedziała Ellen White.
„Prawdy, które przekazywał
podążającemu za Nim tłumowi, są tak samo istotne dla nas. Nie mniej niż oni potrzebujemy
nauczyć się podstawowych zasad królestwa Bożego”
Chyba nikt z nas nie ma
wątpliwości, że prawdy głoszone przez Jezusa były ważne dla słuchających go
ludzi, ponieważ tak naprawdę nie rozumieli oni podstawowych zasad Królestwa
Bożego. Jednak czy takie same przekonanie mamy na nasz temat? Czy też uważamy,
że musimy nauczyć się tych prawd? Czy nie jest tak, że zdecydowana większość chrześcijan
uważa, że zna te prawdy? Chce podkreślić, że Ellen White nie mówi o lepszym
zrozumieniu lub poznaniu pewnych szczegółów. Ona mówi o nauczeniu się podstaw.
Ktoś, kto je zna, nie musi się ich uczyć. Jednym słowem Ellen White mówi nam,
że nie znamy właściwego znaczenia nauk Jezusa. Czy jest to prawda? Czy
znajdujemy się w podobnej sytuacji jak ludzie, którzy dwa tysiące lat temu
słuchali Jezusa?
Na to pytanie każdy musi sobie
odpowiedzieć sam. Chcę tylko wskazać na pewne analogie pomiędzy poglądami Żydów
w czasach Jezusa oraz dzisiejszymi poglądami wielu chrześcijan.
Żydzi wierzyli w to, że zbawienie
dostępne jest tylko dla Żydów, w dodatku tylko tych, którzy skrupulatnie przestrzegali
religijnych ceremonii. Jezus pokazał, że jest to fałszywy pogląd. A jak to
wygląda dzisiaj?
Wśród wielu chrześcijańskich
denominacji jest wiele takich, które są przekonane, że zbawienie jest dostępne
tylko dla tych, którzy należą do tego samego kościoła, co oni. Jest też wiele
denominacji, które przykładają duże znaczenie do religijnych ceremonii. I nie
mówię tu tylko o typowo religijnych ceremoniach, takich jak msza święta czy też
nabożeństwo, ale także różnego rodzaju spotkania, często połączone z koncertami
muzyki chrześcijańskiej. Nie mówię, że są one złe same w sobie, ale jeżeli ktoś
uważa, że udział w tych wszystkich ceremoniach może zapewnić mu zbawienie, a
jednocześnie nie zwraca uwagi na to, o czym Jezus mówił w kazaniu na górze, to
popełnia taki sam błąd, jaki popełniali Żydzi. Oni też nie zwracali uwagi na
znaczenie charakteru człowieka i tego, co człowiek przechowuje we własnym
sercu.
Nawet ci, którzy wierzą w to, że
to nie przynależność do kościoła daje zbawienie, często popełniają błąd
lekceważenia potrzeby posiadania właściwego charakteru. Ubogi w duchu nie
znajduje w sobie nic, co ma jakąkolwiek duchową wartość, a człowiek posiadający
czyste serce nie tylko nie jest przywiązany do żadnej niewłaściwej rzeczy, ale
wręcz czuje do nich niechęć i odrazę. Jezus powiedział, że „Nie może dobre
drzewo rodzić złych owoców, ani złe drzewo rodzić dobrych owoców” (Mt
7:18). Jezus nie powiedział, że większość owoców na dobrym drzewie jest dobra,
ale wszystkie. Jezus nie powiedział, że na dobrym drzewie można czasem znaleźć
zły owoc, powiedział że jest to niemożliwe. Bardzo ważne jest, aby zrozumieć,
że Jezus w kazaniu na górze nie powiedział w jaki sposób człowiek może osiągnąć
stan czystości serca, w jaki sposób może stać się ubogi w duchu, cichy, pokorny,
miłosierny czy też spragniony sprawiedliwości. Tego w kazaniu na górze nie ma,
jest natomiast konieczność osiągnięcia takiego stanu. Jak wielu chrześcijan
uważa dzisiaj, że wady charakteru nie mają dużego znaczenia i nie stanowią
przeszkody w osiągnięciu zbawienia?
Żydzi wierzyli w to, że
zachowując zewnętrzne posłuszeństwo, mogą uwolnić się od konsekwencji grzechu
poprzez składanie ofiar. Byli przekonani, że krew ofiarnych zwierząt zmywa z
nich grzechy i są one z nich zdejmowane. Jednak akt złożenia krwawej ofiary
bardzo często nie był połączony ze skruchą i chęcią zmiany życia, polegającej
przede wszystkim na odwróceniu się od grzechu. Wielu Żydów składało ofiary, ale
nie miało chęci zmiany dotychczasowego sposobu życia i nie mieli zamiaru porzucić
pewnych grzesznych praktyk. Czy nie dostrzegamy podobnego problemu dzisiaj? Jak
wielu z nas uważa, że problem grzechu został rozwiązany, ponieważ krew Jezusa
zmywa z nas nasze grzechy, ale jednocześnie nie widzimy problemu w tym, że od
czasu do czasu ujawniają się nasze wady charakteru. Czy pragniemy sprawiedliwości
tak, jak umierający na pustyni człowiek pragnie dotrzeć do oazy, aby napić się
wody? Jezus przelał dla nas swoją krew, ale czy ta krew zmienia nas w nowe
stworzenia? „Albowiem ani obrzezanie, ani nieobrzezanie nic nie znaczy, lecz
nowe stworzenie” (Ga 6:15). Jezus przelał dla nas swoją krew, ale czy
świadomość złożonej przez Niego ofiary sprawiła, że narodziliśmy się na nowo i
jesteśmy całkowicie nowymi ludźmi, oczywiście w sensie duchowym? Czy jako
nowonarodzeni chrześcijanie porzuciliśmy wszystko to, co złe i do każdego
rodzaju grzechu czujemy to samo, co Jezus? Jeżeli nie, to popełniamy taki sam
błąd, jaki popełniali Żydzi w czasach Jezusa oraz wielu ludzi wcześniej i
później. Jezus mówi do każdego z nas: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci,
jeśli się kto nie narodzi na nowo, nie może ujrzeć Królestwa Bożego” (J
3:3). W kazaniu na górze pokazał kim jest człowiek, który narodził się na nowo,
który może nie tylko zobaczyć, ale także wejść do Królestwa Bożego. I dał tez
do zrozumienia, że ten, kto nie narodził się na nowo, nie przeszedł całkowitej
wewnętrznej przemiany, po której jego serce stało się czyste, nie tylko nie
wejdzie do Królestwa Bożego, ale nawet go nie zobaczy.
Skoro narodzenie na nowo jest tak
ważne, wręcz kluczowe, to w jaki sposób człowiek może narodzić się na nowo?
Jezus wyjaśnił Nikodemowi, że jest to możliwe tylko wtedy, gdy człowiek tego
pragnie i pozwoli Duchowi Świętemu na wykonanie wszystkich potrzebnych zmian.
Pragnienie to można zdobyć tylko w jeden sposób. „Jak Mojżesz wywyższył węża
na pustyni, tak musi być wywyższony Syn Człowieczy, aby każdy, kto weń wierzy,
nie zginął, ale miał żywot wieczny” (J 3:14-15). Kiedy Izraelici zostali
zaatakowani na pustyni przez jadowite węże, jedynym sposobem na uniknięcie
śmierci było skierowanie wzroku na miedzianego węża, którego Mojżesz wykonał na
polecenie Boga. I tak jak Izraelici patrzyli na miedzianego węża, tak my musimy
patrzeć na Jezusa, aby poznać prawdę o Bogu, o Jego charakterze, zachwycić się tą
prawdą i pokochać Boga całym sercem. Takie poznanie Boga prowadzi do
nowonarodzenia. „A to jest żywot wieczny, aby poznali ciebie, jedynego
prawdziwego Boga i Jezusa Chrystusa, którego posłałeś” (J 17:3).
Czy poznałem już Jezusa? Jeżeli
widzę w sobie choćby najmniejsze przywiązanie do grzechu, to jeszcze Go nie
poznałem. A czy ty już Go poznałeś? Co widzisz, kiedy patrzysz w lustro?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz