Współczesne chrześcijaństwo ma coraz mniej wspólnego z tym, co głosił Jezus, który powiedział: "Jeśli kto chce pójść za mną, niechaj się zaprze samego siebie i bierze krzyż swój na siebie codziennie, i naśladuje mnie" (Łk 9,23). Powiedział też, że "jarzmo moje jest miłe, a brzemię moje lekkie" (Mt 11,30), a wielu chrześcijan, powołując się na te słowa, próbuje pogodzić swoje upodobanie do przyjemności jakie daje ten świat, z wiarą w Jezusa. Jednak nie taki jest sens tych słów Jezusa. Jego jarzmo jest miłe a brzemię lekkie dla tych, którzy na skutek przemiany serc i charakterów nie odczuwają służby dla Boga jako uciążliwej i ograniczającej ich życie. Nie uważają oni poświęcenia dla innych za coś trudnego i ciężkiego, ale właśnie za coś, co jest miłe i lekkie, coś, co można robić bez problemów i wyrzeczeń.
Niejeden chrześcijanin, który uważa się za naśladowcę Jezusa, nie widzi nic złego w tym, że na przykład ogląda telewizję czy też jeździ na wycieczki albo wczasy do atrakcyjnych miejsc. Uważają, że Bóg na pewno nie ma nic przeciwko temu, aby ich życie było przyjemne. I mają rację o tyle, że Bóg nikomu tych rzeczy nie zabrania, pozostawiając nam decyzje dotyczące naszego życia. Jednak z drugiej strony nasz Stwórca wyraźnie wskazuje na to, co powinno być w naszym życiu najważniejsze. A my często do tych ważnych, Bożych tematów podchodzimy jak do czegoś, co wymaga wielkiego wysiłku, czasu, którego nam brakuje, oraz poświęcenia czegoś, co chcielibyśmy robić, ale musimy z tego zrezygnować. Z tego powodu współczesne chrześcijaństwo zmodyfikowało swoje spojrzenie na temat krzyża i w ten sposób powstała pewna filozofia, próbująca połączyć coś, czego połączyć się nie da. Dobrze przedstawia ten problem ta wypowiedź:
"Nowy krzyż nie zabija grzesznika, tylko zmienia jego orientację. Naprowadza go na czystszy i weselszy sposób życia, zachowując jego miłość do samego siebie. Do wojowniczego mówi: "Chodź i walcz dla Chrystusa." Wyniosłemu powiada: "Przyjdź i chlub się w Panu." Żądnemu rozkoszy proponuje: "Przyjdź i rozkoszuj się wspólnotą chrześcijańską." Poselstwo ewangelii naginane jest do aktualnie panującej mody, aby uczynić je atrakcyjne dla publiczności. Filozofia ukryta za tą rzeczą może być szczera, ale jej szczerość nie zapobiega temu, że jest ona fałszywa. Jest fałszywa, ponieważ jest ślepa. Gubi ona zupełnie całe znaczenie krzyża" (A.Tozer "Radykalny krzyż").
Filozofia ta to nic innego jak kolejne zwiedzenie szatana, który podsuwa ją tym, którzy chcą się uważać za chrześcijan i naśladowców Jezusa, a jednocześnie nie chcą zmieniać swoich serc i charakterów, uważając się za ludzi wystarczająco dobrych, a Boga za wystarczająco miłosiernego, aby w tym stanie jakim są, przyjął ich do swego Królestwa. Ewangelia mówi nam jednak coś innego i wyraźnie wskazuje na to, że bez tej wewnętrznej przemiany jest to niemożliwe. "Jeśli kto chce pójść za mną, niechaj się zaprze samego siebie". Kiedy próbujemy zaprzeć się samego siebie i odwrócić się od dotychczasowego życia, ale wciąż posiadamy stare serca i charaktery, to cały nasz wysiłek jest całkowicie bezowocny. Odczuwamy tylko coraz większy dyskomfort i nasz stan, to co czujemy, nie ma nic wspólnego z zapewnieniem Jezusa: "Weźcie na siebie moje jarzmo (...) a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych" (Mt 11,29). Brak chęci do zmiany z jednej, i chęć korzystania z Bożych błogosławieństw z drugiej strony to nic innego, jak działanie opisane przez Izajasza: "W owym dniu uchwyci się siedem kobiet jednego mężczyzny, mówiąc: Swój własny chleb będziemy jadły i swoim własnym odzieniem będziemy się przyodziewały, niech tylko twoim imieniem się nazywamy, zdejmij z nas naszą hańbę!" (Iz 4,1). I wielu z nas, tak jak zapowiedział to Izajasz, nie chce tak naprawdę jeść chleb żywota, nie chce okrywać się szatą sprawiedliwości Jezusa, ale chce nazywać się Jego imieniem. Przykra prawda jest jednak taka, że na tej drodze nie można uzyskać ukojenia duszy, obiecanego przez Jezusa. I prawdą też jest to, że ta droga nie prowadzi do Królestwa Niebios.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz