9 kwietnia 2019

Nawrócenie


Łukasza 22,31-32
Szymonie, Szymonie, oto szatan wyprosił sobie, aby was przesiać jak pszenicę. Ja zaś prosiłem za tobą, aby nie ustała wiara twoja, a ty, gdy się kiedyś nawrócisz, utwierdzaj braci swoich

   Dlaczego Jezus mówił Piotrowi o tym, że kiedyś się nawróci? Przecież Piotr był uczniem Jezusa od trzech lat. Myślę, że warto prześledzić życie Piotra, aby sprawdzić, dlaczego Jezus powiedział mu o potrzebuje nawrócenia. Sądzę, że jest to nie tylko ciekawe, ale także pouczające.
W jaki sposób Piotr poznał Jezusa? Dzięki świadectwu, jakie o Jezusie przekazał swoim uczniom Jan Chrzciciel. Był wśród nich Andrzej, brat Jana, i to właśnie on najpierw powiedział Piotrowi o Jezusie: „Znaleźliśmy Mesjasza (to znaczy: Chrystusa)”, a potem przyprowadził go do niego. Kiedy Jezus zobaczył Piotra, powiedział do niego: „Ty jesteś Szymon, syn Jana; ty będziesz nazwany Kefas (to znaczy: Piotr)”.

   Piotr nie został wtedy uczniem Jezusa, Jezus powołał go później, kiedy Piotr wyznał mu, że jest grzesznikiem. Miało to miejsce po tym, jak Jezus nauczał ludzi zgromadzonych na brzegu jeziora, wykorzystując do tego łódź Piotra. Kiedy skończył, powiedział Piotrowi: „Wyjedź na głębię i zarzućcie sieci swoje na połów”. Piotr nie wierzył, że może coś złowić o tej porze dnia, jednak zrobił to, o co go prosił Jezus. To co stało się później uświadomiło mu, jakim jest grzesznikiem, ponieważ nie uwierzył słowom Jezusa. Nie wierzył w to, że posłuszeństwo Jezusowi przyniesie jakiś efekt. Wyznał to mówiąc: „Odejdź ode mnie, Panie, bom jest człowiek grzeszny”. Po tym wyznaniu Jezus powołał go na ucznia. „A wyciągnąwszy łodzie na ląd, opuścili wszystko i poszli za nim”.

   Piotr jako uczeń Jezusa był świadkiem cudu, jakiego dokonał Jezus w Kanie Galilejskiej, kiedy przemienił wodę w wino. Wysłuchał prawdopodobnie najważniejszego kazania, jakie wygłosił Jezus, kazania na górze. Piotr widział, jak Jezus uciszył burzę, kiedy łodzią przeprawiali się przez jezioro, był świadkiem uzdrowienia, a właściwie przywrócenia do życia córki Jaira. Widział też jak Jezus uzdrowił trędowatego, paralityka oraz opętanego przez legion demonów.

  Kolejnym ważnym momentem w życiu Piotra było powołanie go na jednego z dwunastu apostołów. Po tym powołaniu Jezus wysłał całą dwunastkę na pierwszą samodzielną misję, podczas której głosili ewangelię. „A oni poszli i wzywali do upamiętania. I wyganiali wiele demonów, i wielu chorych namaszczali olejem, i uzdrawiali”. Po zakończeniu misji, uczniowie powiedzieli Jezusowi: „Panie, i demony są nam podległe w imieniu twoim”. Po tym wszystkim Piotr widział, jak Jezus nakarmił pięć tysięcy ludzi przy pomocy pięciu chlebów i dwóch ryb.

   Krok po kroku Jezus objawiał swoim uczniom coraz więcej prawd. Byli świadkami coraz większych cudów, które coraz wyraźniej wskazywały na to, że to Bóg działa przez Jezusa.
Następne ważne wydarzenie miało miejsce po nakarmieniu pięciu tysięcy ludzi. Na polecenie Jezusa uczniowie wsiedli do łodzi, aby przeprawić się na drugi brzeg jeziora.
„Tymczasem łódź miotana przez fale oddaliła się już od brzegu o wiele stadiów; wiatr bowiem był przeciwny. A o czwartej straży nocnej przyszedł do nich, idąc po morzu. Uczniowie zaś, widząc go idącego po morzu, zatrwożyli się i mówili, że to zjawa, i ze strachu krzyknęli. Ale Jezus zaraz do nich powiedział: Ufajcie, JA JESTEM, nie bójcie się!” (Mateusza 14,24-27).

   Co Jezus tak naprawdę powiedział swoim uczniom? Jakie jest znaczenie słów „Ja jestem”?
Ponieważ jest to bardzo ważne, zostawię na chwilę historię Piotra i pokażę trzy inne fragmenty Biblii, w których zostały użyte te same słowa.

   Kiedy Bóg objawił się Mojżeszowi i polecił mu: „Posyłam cię do faraona. Wyprowadź lud mój, synów izraelskich, z Egiptu”, Mojżesz powiedział: „Gdy przyjdę do synów izraelskich i powiem im: Bóg ojców waszych posłał mnie do was, a oni mnie zapytają, jakie jest imię jego, to co im mam powiedzieć?”.
I tu mamy pierwszy interesujący nas fragment.
Księga Wyjścia 3,14: A Bóg rzekł do Mojżesza: JESTEM, KTÓRY JESTEM. I dodał: Tak powiesz do synów izraelskich: Jahwe posłał mnie do was!

   Drugi fragment pochodzi z Księgi Izajasza. Poprzez swego proroka Bóg objawił ludziom, że kiedy przyjdzie do swojego ludu, to zostanie rozpoznany dzięki słowom, które wypowie o sobie.
Izajasza 52,6: Dlatego mój lud pozna moje imię, zrozumie w owym dniu, że to Ja jestem, który mówi: OTO JESTEM

   Trzeci fragment pochodzi z ewangelii Jana. Pewnego dnia Jezus dyskutował z Żydami i próbował przedstawić im prawdę o sobie. W pewnym momencie powiedział im:
Jana 8,24: Dlatego powiedziałem wam, że pomrzecie w grzechach swoich. Jeśli bowiem nie uwierzycie, że to JA JESTEM, pomrzecie w swoich grzechach

   Patrząc na te wersy widać podobieństwo, jednak nie są to dokładnie takie same wypowiedzi. Jednak należy pamiętać, że to co czytamy, to nie jest tekst oryginalny, ale polskie tłumaczenie. Porównanie tekstów oryginalnych jest znacznie ciekawsze. I tutaj muszę dodać kolejną ważną informację. Trudno jest wprost porównywać hebrajskie teksty ze Starego Testamentu z greckimi z Nowego. Jednak dzięki Septuagincie, tłumaczeniu Starego Testamentu na język grecki, takie porównanie jest możliwe.
 Tak więc porównując greckie wersje tych czterech fragmentów okazuje się, że we wszystkich pojawiają się dokładnie te same greckie słowa: „EGO EIMI”, które można przetłumaczyć: JA JESTEM, JESTEM KTÓRY JESTEM, OTO JESTEM.

   Co to oznacza?
 Kiedy Bóg odpowiadał Mojżeszowi na pytanie o imię, powiedział: JESTEM, KTÓRY JESTEM, czyli EGO EIMI.

  Kiedy Bóg przez Izajasza zapowiedział swoje przyjście, zapowiedział też, że zostanie rozpoznany przez swój lud dzięki temu, że powie im o sobie: OTO JESTEM czyli EGO EIMI.

  Kiedy Jezus rozmawiał z Żydami i przedstawił im się słowami z Izajasza, powiedział im: Jeśli bowiem nie uwierzycie, że to JA JESTEM (czyli EGO EIMI), pomrzecie w swoich grzechach.

  Te same dwa greckie słowa EGO EIMI usłyszeli też w łodzi na jeziorze uczniowie Jezusa. Jak je zrozumieli? „A ci, którzy byli w łodzi, złożyli mu pokłon, mówiąc: Zaprawdę, Ty jesteś Synem Bożym”. Uczniowie zrozumieli, że Jezus jest Synem Bożym. Wprawdzie my także jesteśmy synami Bożymi, ale synostwo Jezusa jest innego rodzaju, on jest Bogiem. 

  W końcu zrozumieli to także Żydzi, kiedy powiedział im: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, pierwej niż Abraham był, JAM JEST = EGO EIMI. Kiedy uświadomili sobie znaczenie tych słów, natychmiast chcieli ukamienować Jezusa, mówiąc Jezusowi: „Nie kamienujemy cię za dobry uczynek, ale za bluźnierstwo i za to, że Ty, będąc człowiekiem, czynisz siebie Bogiem”.

  Różnica między uczniami Jezusa a tymi Żydami, którzy chcieli Jezusa ukamienować polegała na tym, że uczniowie zaakceptowali boskość Jezusa, a większość ich rodaków nie chciała tego zrobić. Dlaczego jest to takie ważne? Każdy kto wierzy, że Jezus jest Bogiem, charakter Jezusa utożsamia z charakterem Boga. Objawienie prawdy o charakterze Boga było jednym z celów misji Jezusa na ziemi, ponieważ ludzie mieli niewłaściwe wyobrażenie o tym, jaki jest Bóg.

  Podam dwa przykłady, które to wyjaśnią.

  Pewnego dnia Jezus wraz z uczniami spotkali człowieka ślepego od urodzenia. „I zapytali go uczniowie jego, mówiąc: Mistrzu, kto zgrzeszył, on czy rodzice jego, że się ślepym urodził?”. Według nich choroby i różne nieszczęścia spotykające ludzi były bożą karą za grzechy. Jezus wyjaśnił im, że nie jest to prawdą.

  Drugi przykład związany jest z człowiekiem, który był chory od trzydziestu ośmiu lat. Człowiek ten chciał być zdrowy, ale znał tylko jeden sposób, nie miał jednak sił, aby z niego skorzystać.
A jest w Jerozolimie przy Owczej Bramie sadzawka, zwana po hebrajsku Betezda, mająca pięć krużganków. W nich leżało mnóstwo chorych, ślepych, chromych i wycieńczonych, którzy czekali na poruszenie wody. Od czasu do czasu zstępował bowiem anioł Pana do sadzawki i poruszał wodę. Kto więc po poruszeniu wody pierwszy do niej wstąpił, odzyskiwał zdrowie, jakąkolwiek chorobą był dotknięty.
  W jakiego boga wierzyli ci chorzy, którzy czekali na poruszenie wody w sadzawce? W takiego, który preferuje tylko tych, którzy są silniejsi, szybsi, sprawniejsi, w takiego, który nie przejmuje się słabymi.

  Tak była ukształtowana wiara tych ludzi, taka była także wiara uczniów Jezusa, w tym Piotra.
  Jezus przybył na ziemię, aby odtworzyć w ludziach prawdziwy obraz Boga, prawdziwy obraz Bożego charakteru. Jezus swoim życiem objawiał wszystkim ten obraz, dlatego tak ważne jest, aby uznać Jezusa za Syna Bożego, za Boga. Tylko wtedy można utożsamiać charakter Jezusa z charakterem Boga.

  To co stało się podczas burzy na jeziorze przekonało uczniów, że Jezus jest Synem Bożym i wyznali to. Wyznanie to nie zmieniło jednak większości ich poglądów. Wciąż nie rozumieli wielu nauk Jezusa, wciąż nie rozumieli też charakteru Królestwa Niebios. Wciąż nie uświadamiali sobie w pełni swojej zależności od Boga. Nadal ufali w swoje możliwości, wiedzę i mądrość.

  Wrócę teraz do łodzi na jeziorze. Piotr dobrze zapamiętał tę scenę, ponieważ uświadomiła mu, jak bardzo potrzebował pomocy Jezusa. Kiedy Jezus powiedział: „Ufajcie, Ja jestem, nie bójcie się”, Piotr poprosił Chrystusa:
   Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie. A On rzekł: Przyjdź. I Piotr, wyszedłszy z łodzi, szedł po wodzie i przyszedł do Jezusa. A widząc wichurę, zląkł się i, gdy zaczął tonąć, zawołał, mówiąc: Panie, ratuj mnie. A Jezus zaraz wyciągnął rękę, uchwycił go i rzekł mu: O małowierny, czemu zwątpiłeś? (Mateusza 14,28-31).

  Czy Piotr widział wystarczająco dużo, aby wierzyć w Jezusa? Jaka była w tym momencie wiara Piotra? Piotr zapamiętał tę lekcję, jednak dopiero później zrozumiał jej prawdziwe znaczenie.

  Patrząc na życie Piotra, od jego pierwszego spotkania z Jezusem aż do trzykrotnego zaparcia się Pana, widać jak cierpliwie Jezus kształtował swoich uczniów. Piotr wprawdzie nie rozumiał wszystkich nauk, jednak dzień po dniu rósł w nim podziw, szacunek i respekt dla Jezusa, rosła i wzmacniała się jego miłość do Syna Bożego.

  A teraz czas, aby zastanowić się nad tym, dlaczego Piotr upadał? Jaki był powód tego, że nie rozumiał tego, co słyszał? Jaka była tego przyczyna?

  Podczas ostatniej wieczerzy myśli uczniów zajęte były jednym poważnym problemem:
   Powstał też spór między nimi o to, kto z nich ma uchodzić za największego
  Dwa słowa wyjaśniają sedno problemu zarówno Piotra jak i pozostałych apostołów, egoizm i duma.

  Egoizm to myślenie o sobie w zakresie większym niż tylko zaspokojenie najważniejszych potrzeb. Jest przeciwieństwem objawianej przez Jezusa miłości.

  Duma to pewność siebie i zaufanie we własne możliwości, to wiara w to, że człowiek może zrobić coś dobrego bez pomocy Boga.

  Obie te cechy były widoczne w życiu Piotra. Był on gorliwy, wierzył w Jezusa i wierzył Jezusowi, uznał Go za Syna Bożego, jednak cały czas przeceniał własne możliwości. Doświadczenie w łodzi na jeziorze nie zaowocowało poważną zmianą w jego myśleniu, wciąż był przekonany o swojej silnej wierze, jednak próby, przez które przechodził pokazały, że był słabym człowiekiem.

  W końcu nadeszła najpoważniejsza próba i Piotr ponownie upadł, zapierając się Jezusa trzy razy. Jednak tym razem, chociaż przegrał, to w końcowym efekcie wygrał. Świadomość tego co zrobił swojemu ukochanemu Mistrzowi dotknęła jego serca tak mocno, że skruszyła skorupę egoizmu i Piotr stał się nowym człowiekiem.
W końcu odnalazł w sobie pokorę, której mu wcześniej brakowało.

  Podczas ostatniej wieczerzy pewny siebie Piotr powiedział Jezusowi: „Duszę swoją za ciebie położę”. Jezus wyjaśnił, że taki akt jest dowodem na najwyższą formę miłości – miłości agape, a wkrótce dał taki dowód, pokazując na krzyżu Golgoty jak bardzo nas kocha.

  Kiedy po swoim zmartwychwstaniu Jezus spotkał się z Piotrem, zapytał go:
   Szymonie, synu Jana, miłujesz mnie więcej niż ci?
Piotr odpowiedział:
   Tak, Panie! Ty wiesz, że cię miłuję
Jakie jest znaczenie zarówno pytania, jak i odpowiedzi?

  Po pierwsze Jezus zapytał się Piotra, czy miłuje go więcej niż pozostali uczniowie, czy nadal uważa się za ważniejszego, lepszego i bardziej wartościowego. Piotr z pokorą odpowiedział, że kocha Jezusa, jednak nie próbował porównywać się z innymi. Duma przestała być jego cechą.

  Po drugie, w swoim pytaniu Jezus użył greckiego słowa agape, pytając tym samym, czy Piotr kocha go miłością agape. Zapytał się tym samym, czy Piotr nadal uważa, że jest gotów oddać swoje życie za Jezusa. Czy nadal uważa, że kiedy przyjdą kolejne próby, to zachowa swoją wiarę i miłość do Jezusa. Piotr odpowiadając użył greckiego słowa phileo, oznaczającego miłość braterską. Powiedział tym samym, że wprawdzie kocha Jezusa, jednak doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że jego deklaracje są bez wartości. Piotr nie chciał już składać deklaracji, ale po prostu robić to, co wynika z miłości. Nie chciał słowami świadczyć o miłości agape, ale chciał, aby jego życie mówiło za niego, że kocha Jezusa najwyższą miłością – agape.

  Jezus powiedział: „Ja jestem droga i prawda i żywot. Nie ma innej drogi prowadzącej do zbawienia. Każdy, kto chce być zbawiony musi iść tą jedyną drogą. Tą samą, którą przeszedł Piotr.
  Czy apostoł Piotr był blisko Jezusa? Czy słuchał Jego nauk? Czy uczynił dużo dla Jezusa? Czy kochał swojego Mistrza? Czy możemy to samo powiedzieć o nas? Czy mogę to samo powiedzieć sam o sobie?
  Dobrze, jeżeli tak, jednak muszę pamiętać, każdy z nas musi pamiętać, że pomimo tych wszystkich dobrych rzeczy, apostoł Piotr upadał. Czy w związku z tym mam prawo uważać, że nie grozi mi to samo niebezpieczeństwo? Czy my wszyscy możemy tak uważać? Czy jesteśmy tak blisko Jezusa, jak Piotr był blisko? Jeżeli nie, to być może jesteśmy bardziej podatni na upadki.

  Kiedy Jezus powiedział do Piotra: „Wyjedź na głębię i zarzućcie sieci swoje na połów”, Piotr wprawdzie nie wierzył w powodzenie, jednak zrobił to, o co poprosił go Jezus. A jak często Jezus nas prosi o zrobienie czegoś, jak często prosi o coś mnie, a ja z powodu niedowiarstwa nie robię tego. A może nawet nie słyszę tego, że On coś do mnie mówi?

  Kiedy Jezus powiedział do Piotra, Andrzeja, Jana i Jakuba „Pójdźcie za mną”, oni nie zastanawiali się, ale zostawili wszystko i poszli za Jezusem. Nie zachowali się tak, jak zaproszeni na wielką ucztę i nie szukali wymówek, aby tego nie zrobić. A przecież mogli, Piotr mógł na przykład sprzedać złowione ryby i zapewnić sobie utrzymanie na dłuższy czas. Jednak nie zrobił tego i zostawił wszystko, ponieważ Jezus powiedział do niego: Pójdź za mną. Podobnie zachowali się też Mateusz i Filip, a później wielu chrześcijan. Co było dla nich najważniejsze? Jakie mieli priorytety?

  Każdego dnia Jezus prosi nas o objawianie Bożej chwały każdym szczegółem naszego życia, abyśmy objawiali ludziom Jego charakter, aby ludzie widzieli w nas miłość, dobroć, cierpliwość, łagodność, umiarkowanie i serdeczność, czyli cechy Jego charakteru. A jednocześnie, aby była widoczna nasza sprawiedliwość i że grzech jest dla nas czymś obrzydliwym.

  Jezus prosi nas o małe rzeczy. On nigdy nie prosi o coś dużego, jeżeli nie jesteśmy posłuszni w rzeczach małych.
Czy kierujemy się podejmując decyzje? Czy miłością do Boga czy też miłością do nas samych?
Czy jesteśmy nawróceni?
„a ty, gdy się kiedyś nawrócisz, utwierdzaj braci swoich”.



3 lutego 2019

Poselstwo do Laodycei


Łukasza 18,8
“Czy Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?”

Jest to jedno z najważniejszych pytań w całej Biblii. Jaka jest odpowiedź i czy ją znamy?
Niestety znamy ją, niestety, ponieważ nie jest dobra dla wielu z nas.
Mateusza 7,13-14
Wchodźcie przez ciasną bramę; albowiem szeroka jest brama i przestronna droga, która wiedzie na zatracenie, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą. A ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do żywota; i niewielu jest tych, którzy ją znajdują”
Ten fragment nie mówi wprawdzie wprost o wierze, jednak wyraźnie wskazuje na to ilu ludzi ma wiarę i jest ich niewielu.
Przenieśmy się teraz do pewnego miejsca, w szczególnym czasie.
Getsemane. Ostatnia noc przed ukrzyżowaniem Jezusa. Po raz pierwszy Syn Człowieczy przekonuje się o tym, czym jest oddzielenie od Ojca. Zaczyna czuć to, co poczuje każdy grzesznik, o ile nie odwróci się od swoich grzechów. Było to dla Jezusa tak głębokie i traumatyczne doświadczenie, że pocił się krwią i modlił się:
„Ojcze mój, jeśli można, niech mnie ten kielich minie; wszakże nie jako Ja chcę, ale jako Ty” (Mt 26,39).
Modlił się tak trzy razy, aż w końcu jego wiara w Ojca zwyciężyła. Powiedział: „Niech się stanie wola twoja”. Jego wiara została wzmocniona i był gotowy na złożenie tej ofiary, która jako jedyna mogła wyzwolić ludzi z niewoli grzechu. Jezus przyszedł do śpiących uczniów i powiedział:
„Wstańcie, pójdźmy; oto się zbliża ten, który mnie wyda” (Mt 26,46).
Kilka minut później Jezus znalazł się w środku wielkiego tłumu.

Kogo tam widzimy?
Jest tu Judasz, zdrajca, są tam kapłani i starsi ludu, jest też tam duża liczba zwykłych ludzi, są tam także rzymscy żołnierze.
Warto na ten tłum popatrzeć pod kątem ich wiary.
Ale najpierw trzeba coś powiedzieć o samej wierze.

Czym jest wiara?
Hebrajczyków 11,1
„Wiara jest pewnością tego, czego się spodziewamy, przeświadczeniem o tym, czego nie widzimy”
Wiara zawsze oparta jest na wiedzy. Nikt nie wierzy w Boga, którego nie zna. I ta wiedza daje nam „pewność tego, czego się spodziewamy i przeświadczenie o tym, czego nie widzimy”.
Wiara to nie tylko wiedza, ale to wiedza decyduje o naszym wyobrażeniu Boga i tych rzeczy, których nie widzimy.
Co wie każdy człowiek tuż po swoim narodzeniu? Nic. 
Czy tuż po narodzeniu można posiadać wiarę? Nie.
Przez całe życie gromadzimy wiedzę w postaci różnych idei, opinii i poglądów; budujemy naszą wiedzę o Bogu. Gdzie możemy ją znaleźć?
Rzymian 1,19-20
"To, co o Bogu wiedzieć można, (…) Bóg objawił, bo niewidzialna jego istota, to jest wiekuista jego moc i bóstwo, mogą być od stworzenia świata oglądane w dziełach i poznane umysłem”
Jest taka jedna księga, która jest dostępna dla wszystkich, to Księga Natury. Jest też najważniejsza wśród kiedykolwiek napisanych ksiąg, Biblia.  Bóg używa różnych sposobów, aby objawić nam prawdę o sobie samym. Gromadzona przez nas wiedza tworzy w naszych umysłach obraz Boga, a Bóg na różne sposoby daje nam możliwość uczynienia tego obrazu coraz bardziej prawdziwym. To co robimy z tymi możliwościami, decyduje o naszej wierze.

W liście do Laodycei (Ap 3,14-22) Jezus mówi o wierze, naszej wierze, o wierze ludzi żyjących w czasach końca. Do przedstawienia trzech różnych stanów wiary używa trzech słów: zimny, gorący i letni.
Co można powiedzieć o tych trzech określeniach?
Zacznę od naukowego punktu widzenia.
Co decyduje o przynależności do jednego z tych trzech stanów? Temperatura.
Dla fizyka zimny i gorący to stany skrajne, letni znajduje się między nimi.
W jaki sposób można zmienić te stany?
Przez podgrzewanie albo oziębianie, przez dostarczanie lub odbieranie ciepła. W przyrodzie zmiana z zimnego na gorący oraz z gorącego na zimny, zawsze odbywa się przez stan pośredni, czyli letni.
Temperatura wskazuje na to, jaką ilość ciepła posiada dane ciało.
Tak to wygląda w fizyce.

W liście do Laodycei te trzy słowa są symbolami wiary. Ciepło jest tu symbolem wiedzy, a temperatura wskazuje na to, jak ta wiedza działa.

ZIMNY.
Zimny to symbol człowieka, który nie posiada wiary. Co dokładnie oznacza brak wiary? Zimny to nie tylko ten, kto nie wierzy w Boga, zimny to nie tylko ateista, ale także ktoś, kto wprawdzie posiada jakąś wiedzę o Bogu, ale ta wiedza nie poruszyła jego serca, nie zmieniła jego „duchowej temperatury”.
Jakuba 2,19
„Ty wierzysz, że Bóg jest jeden? Dobrze czynisz; demony również wierzą i drżą”
Demony posiadają wiedzę o Bogu, jednak nie mają wiary, prawdziwej wiary.
Każdy człowiek rodzi się jako zimny.

GORĄCY.
Gorący jest symbolem kogoś, kto ma wiarę. To ktoś, kto nie tylko ma wiedzę o Bogu, wiarę w istnienie Boga, ale to ktoś, kto wierzy Bogu, kto ufa Bogu. Posiadana przez niego wiedza dotknęła jego serca i zmieniła jego relacje z Bogiem. Jego „duchowa temperatura” wzrosła.

Przykładem takiej zmiany jest przypowieść o synu marnotrawnym, która tak naprawdę jest przypowieścią o dwóch synach.
Obaj bracia posiadali wiedzę o swoim ojcu, ale żaden z nich nie rozumiał miłości ojca. Ich zachowanie było egoistyczne, myśleli tylko o sobie.
Pewnego dnia, gdzieś w dalekim kraju, młodszy syn zrozumiał czym jest miłość ojca. Zmieniło to jego uczucia do ojca, poruszyło jego serce. Jego „temperatura” wzrosła, ponieważ wiedza, jaką posiadał, zaczęła „pracować”. Był zimny, ale stał się gorący. Jednak jego starszy brat nie zmienił się.

Prawdziwa wiara to połączenie wiedzy i uczuć, takich jak zaufanie, szacunek, a przede wszystkim miłość.
Czy istnieje prawdziwa wiara bez miłości? Nie.
1 Koryntian 13,2
„Choćbym znał wszystkie tajemnice i posiadał całą wiedzę i choćbym miał pełnię wiary, tak żebym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym nikim”

Czy możemy kochać kogoś, kogo nie znamy? Nie. 
Wiedza jest niezbędna w miłości, ale wiedza nie jest wystarczająca, aby pojawiła się miłość.

W jaki sposób człowiek może pokochać Boga?
W taki sam sposób, w jaki mężczyzna zakochuje się w kobiecie.
Co musi się stać? Muszą się spotkać i poznać. Muszą wiedzieć coś o sobie, ponieważ bez pewnej minimalnej wiedzy zainteresowanie drugą osobą nigdy nie nastąpi.
Kiedy mężczyzna i kobieta są sobą zainteresowani, pojawia się w nich potrzeba lepszego poznania. Jest to rezultat czegoś, co można nazwać „zaiskrzeniem”.
Myślę, że każdy żonaty mężczyzna pamięta taki moment, kiedy znał już swoją przyszłą żonę, ale dopiero w tym szczególnym momencie uświadomił sobie, że kobieta, którą zna od pewnego czasu, jest tą jedyną, z którą i dla której chce żyć. Jest to trudne do wyjaśnienia, ale jest to efekt pewnej „iskry”, która nagle i niespodziewanie pojawiła się i zmieniła relacje między nimi.

W taki sam sposób dzieje się to między człowiekiem i Bogiem. Człowiek gromadzi wiedzę o Bogu, a pewnego dnia dzieje się coś, co zmienia powierzchowną znajomość w głęboki związek. Człowiek otrzymuje specjalną moc, która przyciąga go do Boga.
Jezus powiedział:
„A gdy Ja będę wywyższony ponad ziemię, wszystkich do siebie pociągnę” (Jan 12,32)
Tą mocą jest miłość.
Taki człowiek stał się prawdziwym wierzącym, pojawiła się w nim prawdziwa wiara, stał się gorący.
Droga od zimnego do gorącego prowadzi poprzez „zaiskrzenie”. Co ciekawe, na tej drodze nie ma miejsca dla letniego.  Ta zmiana jest możliwa tylko na skutek działania miłości, a prawdziwa miłość nie jest letnia, jest gorąca. Prawdziwa wiara jest także gorąca.

Kiedy mężczyzna kocha kobietę, jakie ma myśli o niej, co takiego w niej widzi? Czy nie jest tak, że jest zachwycony wszystkim, co w niej odkrywa? Czy nie mówi sam sobie: "Nie wiedziałem o tym, ale to jest wspaniałe i cudowne!”. Często mówimy o miłości, że jest ślepa. Dlaczego? Ponieważ ten, kto kocha nie widzi wad i błędów, które popełnia kochana przez niego osoba.
W tym miejscu warto jest sobie uświadomić, że jako ludzie jesteśmy niedoskonali, jednak Bóg, którego kochamy, jest doskonały i nie ma wad.

Co może się zdarzyć w związku między mężczyzna i kobietą?
Zakochany mężczyzna poznaje ukochaną coraz lepiej i może się zdarzyć tak, że pewnego dnia odkrywa w niej coś, co nie do końca jest mu łatwo zaakceptować. Wyobraźmy sobie, że ten mężczyzna nie lubi się golić i robi to raz w tygodniu. Jednak właśnie dowiedział się, że jego ukochana nie lubi nieogolonych mężczyzn.
Co w tej sytuacji może on zrobić? Są dwie możliwości.

Numer 1. Ten mężczyzna tak bardzo kocha tę kobietę, że nie tylko zaczyna golić się codziennie, ale zaczął to lubić. To co kiedyś wydawało mu się nieprzyjemne, stało się dla niego przyjemne. Przestał robić to, co kiedyś lubił i teraz nawet nie potrafi sobie wyobrazić, że mógłby być nieogolony. Jego miłość do kobiety okazała się silniejsza od jego przyzwyczajeń.

Numer 2. Jego przyzwyczajenie jest tak silne, że nie może on sobie nawet wyobrazić, że miałby się golić każdego dnia. Z tego powodu zaczyna myśleć o tym, co właśnie odkrył jako poważnej wadzie tej kobiety. Co więcej, teraz zaczyna dostrzegać więcej jej wad. Zaczyna przekonywać sam siebie, że ona nie jest tą jedyną. Jego miłość stygnie, aż w końcu całkowicie gaśnie. Ten mężczyzna ma obraz idealnej kobiety, a ta, którą zna, nie pasuje do tego obrazu.

Ten sam mechanizm działa w naszym życiu duchowym. Nasza wiara w Boga zmienia się w taki sam sposób. Różnica polega na tym, że ten mężczyzna może wybrać jedną spośród wielu kobiet, ale Bóg jest tylko jeden.

Kiedy coraz lepiej poznajemy Boga, On objawia nam prawdę o nas i często nie jest to przyjemne. Bóg objawia nam nasz prawdziwy stan, tak jak robi to liście do Laodycei.
Co możemy z tym zrobić? Jak zwykle mamy dwie możliwości.

Numer 1. Możemy zaakceptować tę prawdę, ukorzyć się przed Bogiem, przyznać Mu rację i prosić Go o pomoc, pozwalając mu na wykonanie koniecznych zmian w naszych sercach. W ten sposób nasza wiara pozostaje gorąca.

Numer 2. Możemy odrzucić niewygodną prawdę. Możemy zacząć przekonywać samych siebie, że tę prawdę można zinterpretować inaczej, że ma ona inne znaczenie, oczywiście takie, które nam odpowiada. I w ten sposób zaczynamy zmieniać nasz obraz Boga tak, że staje się on coraz bardziej odległy od prawdy. Uważamy się nadal za wierzących, jesteśmy przekonani, że jesteśmy gorący, jednak prawda jest taka, że nasza wiara w ten sposób stygnie. Stajemy się letni.

LETNI.
Człowiek staje się letni, gdy jego wiara „stygnie”. W odróżnieniu od zmian zachodzących w przyrodzie, w przypadku wiary letnim może zostać tylko ten, kto jest gorący. Prowadzi do tego odrzucenie prawdy.

Wróćmy ponownie do Getsemane.
Kto wśród zgromadzonych tam ludzi jest gorący?
Na pewno Jezus. Także jego uczniów, oprócz jednego, można zaliczyć do gorących. Wprawdzie nie rozumieli wszystkich nauk Jezusa, nie rozumieli też celu Jego misji, ale mieli w sobie miłość do Jezusa.

A kto z tych ludzi jest zimny?
Rzymscy żołnierze, którzy nie wierzyli w Jedynego Boga, także zgromadzony przez kapłanów tłum składał się z osób, których wiara była bardzo formalna i nie była połączona z miłością do Boga.

A co z letnimi?
Są nimi kapłani i żydowscy przywódcy. Przez trzydzieści lat odrzucali przekazywane im prawdy, wskazujące na ich niewłaściwą wiarę, wynikającą z niezrozumienia Pism, a przez to Boga. Wiedzieli oni o tym, co stało się w Betlejem, gdy urodził się Jezus. Dwanaście lat później Jezus zadziwił ich swoją znajomością Biblii, kiedy po raz pierwszy wziął udział w obchodach święta Paschy. Żydzi znali świadectwo, jakie o Jezusie dał Jan Chrzciciel. Znali wszystkie cuda, które uczynił, a które mogły być wykonane tylko mocą pochodzącą od Boga. Wiedzieli o przywróceniu do życia Łazarza, który leżał martwy w grobie przez cztery dni.

Letni jest również Judasz, który przecież był jednym z dwunastu, a jego serce było wielokrotnie poruszone tym, co widział i słyszał. Jednak jego egoizm wygrał z miłością do Jezusa. Ellen White w taki sposób opisała moment, kiedy Judasz wydał Jezusa w ręce kapłanów:
"Jezus powiedział do niego: „Przyjacielu, po coś przyszedł?”. Jego głos drżał pełen smutku, kiedy dodał: „Judaszu, pocałunkiem wydajesz Syna Człowieczego?”. To wezwanie powinno było pobudzić sumienie zdrajcy i dotknąć jego upartego serca; opuścił go jednak honor, wierność i ludzka wrażliwość. Stał zuchwały i oporny, nie zamierzając ustąpić. Oddał siebie szatanowi i nie miał mocy, aby mu się oprzeć."

Judasz, podobnie jak kapłani i przywódcy Izraela, sam doprowadził się do takiego stanu, że nie było już dla niego żadnej nadziei. Odrzucili prawdę, którą znali. To nie była nieświadoma decyzja podjęta pod wpływem chwilowej emocji. Była to całkowicie świadomie podjęta decyzja, którą oddali się pod kontrolę szatana. I tak jak Ellen White napisała o Judaszu, że „oddał siebie szatanowi i nie miał mocy, aby mu się oprzeć”, tal samo kapłani i przywódcy przekroczyli pewną granicę i nie było już dla nich powrotu. Oddali się w ręce szatana i „nie mieli mocy, aby mu się oprzeć”.

Ellen White napisała też coś o kapłanach:
"Światło spływa do duszy poprzez Słowo Boga, poprzez Jego sługi albo poprzez bezpośrednie działanie Jego Ducha. Kiedy jednak jeden promień światła zostanie zlekceważony, powoduje to częściowy paraliż duchowego odbioru i kolejne objawienie światła jest już mniej wyraźnie postrzegane. Tak właśnie było z przywódcami żydowskimi. Byli przekonani, że Chrystusowi towarzyszyła boska moc, ale żeby przeciwstawiać się prawdzie, dzieło Ducha Świętego przypisali szatanowi. Postępując w ten sposób, z premedytacją wybrali zwiedzenie; poddali się szatanowi i od tej pory byli kontrolowani jego mocą."

A co Biblia mówi o tych, którzy są letni?
Hebrajczyków 6,4-6
"Jest bowiem rzeczą niemożliwą, żeby tych - którzy raz zostali oświeceni i zakosztowali daru niebiańskiego, i stali się uczestnikami Ducha Świętego, i zakosztowali Słowa Bożego, że jest dobre oraz cudownych mocy wieku przyszłego - gdy odpadli, powtórnie odnowić i przywieść do pokuty"
Apostoł Paweł mówi, że jest niemożliwe, aby ten, kto stał się letni, mógł ponownie stać się gorący!

Zmiana z zimnego na gorący jest jak wspinaczka w górę. Zmiana z gorącego na letni jest jak spadanie w dół.
Co jest łatwiej, kontynuować wspinanie się w górę, czy też zatrzymać spadanie w dół, aby ponownie zacząć się wspinać? Odpowiedź jest chyba oczywista.
To właśnie dlatego apostoł Piotr tak napisał o tych, którzy stali się letni:
"Jeśli bowiem przez poznanie Pana i Zbawiciela, Jezusa Chrystusa wyzwolili się od brudów świata, lecz potem znowu w nie uwikłani dają im się opanować, to stan ich ostateczny jest gorszy niż poprzedni. Lepiej bowiem byłoby dla nich nie poznać drogi sprawiedliwości niż poznawszy ją, odwrócić się od przekazanego im świętego przykazania"

Jezus chce pomóc każdemu z nas.
„Oto stoję u drzwi i kołaczę; jeśli ktoś usłyszy głos mój i otworzy drzwi, wstąpię do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze mną” (Ap 3,20)
Czy wpuścimy go? Czy pozwolimy mu, aby nam pomógł? Czy otworzymy dla niego nasze serca, aby wszedł i nie musiał więcej pukać? Tylko On może nas uratować przed pozostaniem w stanie letniości. Przykłady Judasza i przywódców żydowskich pokazują wyraźnie jaki koniec czeka tych, którzy nie opamiętali się w porę i pozostawali letni zbyt długo. Oby nikt z nas nie poszedł ich drogą.

Czy Syn Człowieczy gdy przyjdzie, znajdzie wiarę we mnie?

11 stycznia 2019

Obrazy Boga w czasach końca

   W Biblii znajduje się wiele proroctw na temat czasów końca. Dużo o tym mówił swoim uczniom Jezus. Z tego co powiedział wyłania się niezbyt optymistyczny obraz. I nie chodzi tu tylko o to, że życie ludzi wierzących i posłusznych Bogu będzie coraz trudniejsze, ale o to, że stan duchowy chrześcijan będzie coraz gorszy. Na skutek coraz większych życiowych trudności, wynikających z niepokojów społecznych, konfliktów zbrojnych czy też klęsk żywiołowych, rosnąć będzie niezadowolenie, które obróci się przeciwko tym, którzy będą konsekwentnie wierni Bogu. Ich posłuszeństwo będzie uważane za powód wszystkich nieszczęść, ponieważ większość uzna, że Bóg w ten sposób karze ludzi. Większość uzna, że usunięcie powodu spowoduje usunięcie konsekwencji. Będą wierzyć w to, że Bóg przestanie się gniewać na ludzi, jeżeli ludzie przestaną robić to, co Jemu się nie podoba. Błąd popełniony przez większość będzie polegał na tym, że nie będą tak naprawdę znać ani Bożych wymagań, ani Bożego charakteru. Zwiedzenie osiągnie taki poziom, że posłuszeństwo Bogu będzie uważane za nieposłuszeństwo. Reakcja większości będzie dokładnie taka sama jak reakcja faryzeuszy na Jezusa. Ten który był doskonałym przykładem posłuszeństwa, został oskarżony o łamanie Prawa Bożego. „Wtedy wydawać was będą na udrękę i zabijać was będą, i wszystkie narody pałać będą nienawiścią do was, dla imienia mego” (Mt 24,9).

   Wśród wielu pytań, które pojawiają się podczas czytania tej wypowiedzi Pana, znajduje się też to: co oznaczają słowa „dla imienia mego”? Czy chodzi o to, że wierni Bogu chodzą po tym świecie i powtarzają w kółko imię Pana? Myślę, że to bardzo naiwna i nieprawdziwa interpretacja. Imię Pana to Jego charakter, a przede wszystkim miłość. Życie Chrystusa na ziemi było wielkim objawieniem miłości i charakteru Boga. Prawda, która objawiała się w każdym aspekcie życia Chrystusa była w sprzeczności z wyobrażeniem Żydów na temat Boga. Żydzi powszechnie uważali, że Bóg karze nas za nasze grzechy, a wszystkie nieszczęścia, które nas spotykają, są właśnie karą, którą zsyła na nas Bóg. Takie wyjaśnienie nieszczęść, które spotkały Hioba przedstawili mu jego przyjaciele. Pewnego dnia uczniowie, widząc człowieka niewidomego od urodzenia, zapytali Jezusa o to, kto zgrzeszył, ten człowiek czy też jego rodzice. Inaczej mówiąc zapytali się za czyje grzechy został on ukarany przez Boga. Podczas uroczystości poświęcenia świątyni zbudowanej przez Salomona, zostało złożonych dużo ofiar. „Salomon złożył jako ofiarę pojednania Panu dwadzieścia dwa tysiące sztuk bydła i sto dwadzieścia tysięcy owiec” (1 Krl 8,63). Żydzi bardzo szybko zaczęli traktować składanie ofiar jako sposób na przebłaganie Boga za swoje grzechy, uwierzyli w to, że Bóg właśnie tego od nich wymaga i że w ten sposób uśmierzają Jego gniew, gdyż w przeciwnym razie zostaliby ukarani. Jak wielu dzisiejszych chrześcijan podziela zdanie przyjaciół Hioba oraz tych Żydów, którzy swoimi ofiarami chcieli ułagodzić gniew Boga? Jak wielu z nas uważa, że spotykające nas nieszczęścia to Boża kara za nieposłuszeństwo? Jaki obraz Boga mają tacy ludzie, w jakie imię Boga wierzą? Imię w kulturze hebrajskiej jest symbolem charakteru, dlatego też w Biblii zmiana charakteru wiąże się ze zmianą imienia. Imię Jakuba – oszust, zostało zmienione na Izrael – książę.

   Czy Bóg rzeczywiście żądał od Żydów składania ofiar? Tak, ale nie w celu „przebłagania” Go i uśmierzenia Jego gniewu. „Albowiem ofiar nie żądasz a całopalenia, choćbym ci je dał, nie zechcesz przyjąć. Ofiarą Bogu miłą jest duch skruszony. Sercem skruszonym i zgnębionym nie wzgardzisz, Boże” (Ps 51,18-19). Składanie ofiar miało wpłynąć na serca tych, którzy musieli własnoręcznie zabić składane w ofierze zwierzę. „Przemów do synów izraelskich i powiedz im: Jeżeli ktoś z was chce złożyć ofiarę Panu, to niech złoży ofiarę swoją z bydła rogatego lub z trzody. Jeżeli ofiara jego ma być całopalna z bydła rogatego, to niechaj złoży na nią samca bez skazy; niech przyprowadzi go do wejścia do Namiotu Zgromadzenia, aby znaleźć upodobanie u Pana; niech położy rękę swoją na głowie zwierzęcia ofiary całopalnej, aby zostało przyjęte z upodobaniem jako przebłaganie za niego. Potem zarżnie tego cielca przed Panem, a synowie Aarona, kapłani, ofiarują krew i pokropią tą krwią dookoła ołtarz, który jest u wejścia do Namiotu Zgromadzenia. Następnie zdejmie skórę ze zwierzęcia ofiary całopalnej i pokroi ją na części” (Kpł 1,2-6). Ten kto składał ofiarę musiał sobie uświadomić to samo, co uświadomił sobie Adam, kiedy składał swoją pierwszą ofiarę. „Bóg ustanowił rytuał ofiarniczy, aby był dla człowieka nieustanną pamiątką oraz formą wyznania grzechu, a także wyrazem wiary w obiecanego Odkupiciela. Składanie ofiar ze zwierząt miało uświadamiać upadłemu rodzajowi ludzkiemu uroczystą prawdę, że grzech jest przyczyną śmierci. Dla Adama złożenie pierwszej ofiary było najboleśniejszą ceremonią. Musiał własnoręcznie odebrać życie, które tylko Bóg może dać. Po raz pierwszy był świadkiem śmierci, a wiedział, że gdyby był posłuszny Bogu, ani człowiek, ani zwierzęta nie musieliby umierać. Gdy zabijał niewinną ofiarę, drżał na myśl, że jego grzech doprowadzi do przelania krwi nieskazitelnego Baranka Bożego. Ta scena głębiej i wyraźniej uświadomiła mu ogrom jego przestępstwa, które mogło być zmazane jedynie przez śmierć umiłowanego Syna Bożego. Jednocześnie wprawiała go w zdumienie nieskończona dobroć Boga, gotowego dać taki okup, by ratować winowajcę. Gwiazda nadziei rozjaśniła ciemną, straszną przyszłość i złagodziła jej całkowitą beznadzieję” {PP 48.2}.

   A w jaki sposób my rozumiemy cel składania ofiar w hebrajskiej świątyni, a także cel ofiary złożonej przez Chrystusa? Co czujemy, kiedy myślimy o Jezusie wiszącym na krzyżu? Być może ktoś uważa, że Jego śmierć była efektem wymogów Bożego prawa, ponieważ zapłatą za grzech jest śmierć, więc ktoś musiał tę zapłatę odebrać. I Jezus zrobił to w naszym imieniu, naszą karę wziął na siebie i w ten sposób uwolnił nas od tego, co powinno nas spotkać. Jednak taka interpretacja ma bardzo poważny minus. Wiem, że można w Biblii znaleźć wiele wersetów, które na to wskazują, jednak zanim zaczniemy ich szukać, spróbujmy odpowiedzieć sobie na proste pytanie. Czy Bóg, o którym mówimy, że jest miłością, mógł powiedzieć, że dopóki jego Syn nie zostanie zabity na krzyżu, to On nie może wybaczyć ludziom ich grzechów? Czy tak trudno jest znaleźć w Biblii wersety, które pokazują, że Bóg chce nam wybaczać nasze grzechy i oczyszczać nas z ich skutków? Jaki jest sens takiego oczyszczania, jeżeli my nie zmieniamy naszego życia i nadal grzeszymy? I nie ma znaczenia ilość grzechów. Ktoś może powiedzieć, że jego życie zmieniło się i odrzucił wiele złych rzeczy. Jednak dla Boga każdy grzech jest obrzydliwością.

   Dlaczego grzeszymy? I nie mówię tu o niewierzących, ale o wierzących. Dlaczego potrafimy wyznawać naszą wiarę, a jednocześnie popełniać zło. Nie tyle trwać w grzechu, co grzeszyć od czasu do czasu. Co jest prawdziwym powodem, dla którego robimy coś złego? To nasze przywiązanie do czegoś co jest złe powoduje, że upadamy. Inaczej mówiąc nasza miłość do grzechu, miłość przewyższająca miłość do Boga. Wyobraźmy sobie dwoje ludzi, mężczyznę i kobietę, małżeństwo. Mąż twierdzi, że kocha swoją żonę i każdego dnia swoimi uczynkami potwierdza swoje uczucie. Jednak raz w miesiącu spotyka się z inną kobietą. Wie o tym, że robi coś złego, ale nie potrafi się sam powstrzymać. Dlaczego? Ponieważ jego przywiązanie do tego, co Biblia nazywa cudzołóstwem jest większe, niż miłość do Boga i niechęć do grzechu. On nie grzeszy cały czas, nie trwa w grzechu, przynajmniej w powszechnym zrozumieniu tego terminu. Jednak robi to od czasu do czasu, a dokładniej robi to wtedy, gdy jego chęć do zgrzeszenia przewyższa jego chęć do niegrzeszenia. Kiedy miłość do grzechu przewyższa miłość do Boga, człowiek upada. Jakie jest w związku z tym rozwiązanie problemu grzechu? Czy składanie ofiar przez Żydów spowodowało zmianę ich stosunku do grzechu? Czy zaczęli mocniej kochać Boga i odwrócili się od zła? Może niektórzy, ale na pewno nie większość. Boże wybaczenie nie wymaga składania ofiar, z wyjątkiem skruszonego serca i ducha, ponieważ to one są gwarancją, że człowiek nie tylko odrzuci grzech, ale też nigdy do niego nie wróci. Jednak jest to niemożliwe, jeżeli grzesznik uważa, że konsekwencje jego grzechów Jezus wziął na siebie i dlatego zmarł na krzyżu. Jezus zmarł na krzyżu z powodu naszych grzechów, z powodu naszej miłości do grzechu, ponieważ tylko objawienie większej miłości może zniweczyć skutki miłości mniejszej. I działa to w obie strony. Grzesznik, który uświadamia sobie ogrom Bożej miłości do niego i zaczyna kochać Boga mocniej niż swoje grzechy, bez problemów odrzuci starą, złą miłość do zła, większa moc Bożej miłości pokonuje w ten sposób przywiązanie do zła. Jednak, kiedy grzesznik kocha bardziej grzech niż Boga, Bóg nie zmieni go używając siły. Z żalem pozostawi takiego człowieka w mocy grzechu. Taki człowiek nie zostanie ukarany przez Boga za to, że wybrał zło, ale poniesie konsekwencje swojej decyzji. Sam odciął się od jedynego źródła życia, chociaż Bóg zrobił wszystko, aby tak się nie stało.

   Jakie imię Boga znamy? Obraz jakiego Boga nosimy w naszych sercach? Boga, który rękami ludzi doprowadził do śmierci własnego Syna, aby zostały spełnione wymagania prawa, które sam ułożył, czy też raczej wierzymy w Boga, który wysłał swojego Syna, aby objawił nam Prawdę, i zrobił to pomimo tego, że wiedział, jak się to skończy? Może świadomość bólu, jaki przeżywał Ojciec, powinna skruszyć egoizm naszych serc i odwrócić nas od grzechu, który doprowadził do śmierci Jezusa na krzyżu. To my naszymi grzechami zabiliśmy Jezusa. Wszystkie ofiary miały przemawiać do serc grzeszników, ale z największą mocą przemawia do naszych serc największa ofiara, ta z którą nic nie może się równać.

   Która miłość jest w nas silniejsza? Ta do Boga czy ta druga, niewłaściwa, miłość do samego siebie, zwana inaczej egoizmem. „A ponieważ bezprawie się rozmnoży, przeto miłość wielu oziębnie” (Mt 24,12). Co oznacza rozmnożenie bezprawia? To coraz bardziej powszechne odchodzenie od Bożego prawa. Dokładnie to obserwujemy dookoła nas, a także wśród nas. „Miłość wielu oziębnie”. To, co kiedyś było gorące, wiara w Boga, miłość do Boga, zacznie stygnąć. Coraz częściej do głosu zaczynają wtedy dochodzić niewłaściwe upodobania. Stygnięcie nie jest efektem tego, że Bóg przestał nas ogrzewać, jest to skutek tego, że my sami odsuwamy się od niego, ponieważ pewne aspekty Bożej miłości nie odpowiadają nam. „Żaden sługa nie może dwóm panom służyć, gdyż albo jednego nienawidzieć będzie, a drugiego miłować, albo jednego trzymać się będzie, a drugim pogardzi” (Łk 16,13). Ta prosta prawda przekazana nam przez Jezusa mówi wyraźnie, że nie ma kompromisu między prawdą i kłamstwem, między sprawiedliwością i grzechem. Każdy taki kompromis kończy się nienawiścią lub pogardą do jednego z dwóch panów.

   Bóg jest miłością. Miłość jest podstawą Bożego porządku świata. Tego porządku, który w końcu zostanie przywrócony. Pewnego dnia, a wierzę, że stanie się to wkrótce, Bóg usunie z tego świata wszystko, co nosi na sobie piętno grzechu. „Oto wszystko nowym czynię (…) słowa te są pewne i prawdziwe” (Ap 21,5). Na tym nowym świecie nie będzie śmierci, smutku, krzyku i mozołu, nie będzie grzechu. Będzie to świat zapełniony ludźmi, którzy nie tyle, że nie będą grzeszyć, ale przede wszystkim nie będą chcieli grzeszyć. Będą to ci, którzy swoją niechęć do grzechu ukształtowali tu i teraz. Na tym polega nasze przygotowanie do przyszłego życia, na rozwinięciu Bożej miłości, która pozwala czuć do grzechu to, co czujemy na widok człowieka zjadającego własne wymiociny (2 P 2,22). Czy ktoś z nas miałby problem z powstrzymaniem się od ich zjedzenia? A jednak wielu z nas uważa, że niemożliwe jest, abyśmy żyli dokładnie tak, jak Jezus żył na ziemi! A przecież On powinien być dla nas wzorem i przykładem! Kto mówi, że jest to niemożliwe, ten twierdzi tym samym, że Bóg żąda od nas czegoś, co jest niemożliwe, powtarzając tym samym oskarżenia szatana. Problemem nie jest samo przestrzeganie Prawa, ale to, czy chcemy to robić, czy czujemy taką potrzebę. Jezus zmarł na krzyżu aby nam to uświadomić, był posłuszny Ojcu do samego końca, nie dlatego że musiał, ale dlatego że kocha Ojca i nie wyobraża sobie, że mógłby złamać jakiekolwiek Boże przykazanie. Czy znajdujemy w sobie taką miłość? Jeżeli nie, to mamy problem, ale piękno ewangelii polega na tym, że jest ona skierowana właśnie do tych, którzy nie mogą w sobie znaleźć takiej miłości. Ewangelia pozwala nam ją znaleźć, a następnie żyć tak, aby cieszyć się jedyną prawdziwą wolnością, wolnością od grzechu. Wszystko to możemy otrzymać jako dar od tego, który jest miłością, od naszego Boga. Czy pozwolimy mu obdarować się Jego błogosławieństwami? Czy zaakceptujemy w pełni Jego miłość do nas? Czy stać nas jeszcze na to, aby się przed Nim ukorzyć, wyznać Mu grzechy i żałować za nie? Czy jesteśmy jeszcze zdolni do tego, aby pokochać Boga miłością agape? Czy obraz Boga, który nosimy w naszych umysłach i sercach zachęca nas do tego? Mam nadzieję, że tak. Wierzę w to, że każdy z nas może odwrócić się od grzechu i zostać zbawionym nie dlatego, że przestał grzeszyć, ale dlatego, że miłość do Boga zmieniła go i teraz, jako nowe stworzenie, nienawidzi tego co złe i może żyć w obecności Boga. Wierzę w Boga, który chce to wszystko zrobić dla nas. A ty, w jakiego Boga wierzysz, jaki masz obraz Boga w swoim sercu, jakie jest imię twojego Boga?


4 stycznia 2019

Dlaczego Jezus zmarł na krzyżu?

   Około 1600 lat wystarczyło, aby grzech opanował prawie całą ziemię. 1600 lat po grzechu Adama i Ewy, Bóg stwierdził, że „wielka jest złość człowieka na ziemi i że wszelkie jego myśli oraz dążenia jego serca są ustawicznie złe” (Rdz 6,5), po czym oczyścił całą ziemię ze skutków grzechu wodami potopu. A przecież pierwszy grzech wydawał się być tylko mało znaczącym naruszeniem Bożego prawa. Cóż wielkiego było w zerwaniu jednego lub kilku owoców z jednego drzewa? Jednak to nie sam czyn miał znaczenie, ale to, że nastąpiło wypowiedzenie posłuszeństwa. Swoim czynem Adam i Ewa ujawnili swój brak zaufania do Boga. To była pierwsza próba lojalności i wystarczyła ona do tego, aby pierwsi ludzie upadli. Ten jeden czyn spowodował niejako automatycznie pojawienie się kolejnych objawów grzechu. Pierwsi ludzi zaczęli oskarżać samych siebie, oskarżyli też Boga o to, że to On jest odpowiedzialny za ich upadek.

   „Świat stworzony przez Boga znalazł się pod przekleństwem grzechu, a zamieszkujące go istoty zostały skazane na nędzę i śmierć” {EGW, PP 44.1}

   Wielkość grzechu nie ma znaczenia, istotne jest to, że każdy grzech powoduje separację grzesznika od Boga, który jest jedynym źródłem życia, dlatego skutkiem każdego grzechu jest śmierć. „Albowiem zapłatą za grzech jest śmierć” (Rz 6,23). Śmierć jest zapłatą, czymś, co otrzymuje się za wykonaną pracę. Ta zapłata jest przypisana do grzesznika niezależnie od tego, czy chce ją odebrać. Nie można przed nią uciec.

   „Złamane prawo Boże żądało śmierci grzesznika” {EGW, PP 44.2}

   Boże prawo nie jest jakąś istotą, która może czegoś żądać. Boże prawo przedstawia związek między przyczyną (grzech) a skutkiem (śmierć). Mówi, że skutkiem każdego grzechu jest śmierć. Ta śmierć nie musi nastąpić bezpośrednio po zaistnieniu grzechu, ale nie ma przed nią ucieczki. Grzesznik musi umrzeć. Na tym polega przekleństwo grzechu, dlatego jako grzesznicy jesteśmy skazani na nędzę i śmierć, oczywiście przede wszystkim w wymiarze duchowym. I chodzi tu o drugą śmierć, polegającą na wiecznym oddzieleniu od Boga, które nastąpi po ostatecznym unicestwieniu w jeziorze ognia i siarki (Ap 21,8). To dlatego Bóg powiedział do Adama i Ewy, że gdy zjedzą zakazany owoc, na pewną umrą (Rdz 2,17). Zjedzenie owocu z drzewa poznania dobra i zła było zewnętrznym objawem grzechu, który nastąpił w momencie, kiedy Adam z Ewą stracili zaufanie do Boga i uwierzyli szatanowi. Grzech jest jak kwas, niewielka jego ilość potrafi całkowicie przekształcić całe ciasto. I co istotne, jest to proces nieodwracalny, przynajmniej z ludzkiego punktu widzenia. Żaden człowiek nie jest w stanie odwrócić tego procesu.

   „W całym wszechświecie był tylko jeden, który w zastępstwie człowieka mógł spełnić to żądanie” {EGW, PP 44.2}

   Boże prawo „żąda” śmierci grzesznika, co po prostu oznacza, że konsekwencją grzechu jest śmierć. Tak jak umiera ten, kto przestaje oddychać, tak samo umiera grzesznik, ponieważ swoim grzechem odciął się od jedynego źródła życia. Biblia mówi o śmierci grzesznika, nie człowieka. Człowiek może nadal żyć, jednak, aby to było możliwe, musi nastąpić coś co można porównać do tylko śmierci. Stara grzeszna natura musi umrzeć, a człowiek musi zacząć nowe życie jako ktoś nowy, będący przeciwieństwem swojego poprzednika. „Z Chrystusem jestem ukrzyżowany, żyję więc już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus” (Gal 2,20). W liście do Rzymian apostoł Paweł przedstawił to w bardzo interesujący sposób: „I ja żyłem kiedyś bez zakonu, lecz gdy przyszło przykazanie, grzech ożył a ja umarłem” (Rz 7,9-10). Słowa te brzmią dosyć dziwnie, przecież Paweł pisał sam o sobie: „obrzezany dnia ósmego, z rodu izraelskiego, z pokolenia Beniaminowego, Hebrajczyk z Hebrajczyków, co do zakonu faryzeusz, co do żarliwości prześladowca Kościoła, co do sprawiedliwości, opartej na zakonie, człowiek bez nagany” (Flp 3,5-6). Jednak ta sprzeczność jest tylko pozorna, życie bez zakonu to okres w życiu Pawła, kiedy nie rozumiał we właściwy sposób Bożego prawa, ale kiedy je poznał, to uświadomił sobie swoje grzechy i umarł … dla grzechu. Zaczął nowe życie z Chrystusem, „żyję więc już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus”. Śmierć grzesznika jest warunkiem koniecznym do zbawienia. Potrzebna jest tak radykalna zmiana życia, że można ją porównać tylko do śmierci i narodzenia nowego człowieka. Tylko taka zmiana umożliwia odrzucenie grzechu. Stara, grzeszna natura człowieka jest tak przywiązana do zła, że niemożliwe jest dla niej zaprzestanie grzesznego życia. Żadne ceremonie czy też zwyczaje nie są w stanie tego zmienić, mniejsze lub większe zmiany także nie dają pożądanego skutku, jedynie śmierć grzesznika, czyli grzesznej natury, pozwala na prowadzenie takiego życia, jakie tu na ziemi prowadził Jezus, życia bez najmniejszego grzechu. „Żyję więc już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus”.

   W jaki sposób Jezus „spełnił żądanie prawa”? Dzieło Jezusa na ziemi ma kilka ważnych aspektów. Jako człowiek Jezus żył doskonałym życiem i nigdy nie zgrzeszył. Co istotne, Jezus miał taką samą grzeszną naturę jaką my posiadamy. 

„On nasze choroby nosił, nasze cierpienia wziął na siebie” (Iz 53,4). 
„Jak każde dziecko Adama przyjął na siebie skutki działania wielkiego prawa dziedziczności (…) Przyszedł z takim dziedzictwem, aby dzielić nasze troski i pokusy, a także dać nam przykład bezgrzesznego życia” {EGW, PW s.36/DA 48}

Swoim życie Jezus udowodnił, że posiadanie grzesznej natury nie jest przeszkodą w przestrzeganiu Bożego prawa. Obalił tym samym twierdzenie szatana o niemożności przestrzegania Bożych przykazań. Każdy kto dzisiaj twierdzi, że niemożliwe jest dla nas życie całkowicie zgodne z Bożym prawem, powtarza oskarżenia szatana. Zamiast robić to, niech popatrzy na Jezusa i na Jego bezgrzeszne życie. Jako człowiek Jezus nie korzystał z niczego, z czego my nie moglibyśmy korzystać. Swoje doskonałe życie zawdzięczał jedności z Bogiem. O taką samą jedność dla swoich uczniów Jezus modlił się do Ojca przed swoją śmiercią na krzyżu.
Posłuszeństwo Jezusa było całkowicie bezwarunkowe i nic nie mogło tego zmienić. Nawet groźba śmierci i wiecznego oddzielenia od Ojca nie spowodowały Jego nieposłuszeństwa Ojcu. Jak często chrześcijanie byli i są zmuszani torturami i groźbą śmierci do odrzucenia swojej wiary i zaparcia się Boga? Jak wielu z nich straciło życie? A jednak nie cofnęli się i nie zaparli się swojej wiary.

   Misja Jezusa miała jeszcze inny cel. Jezus jako Bóg udowodnił swoją śmiercią, że Bóg jest miłością i jest gotowy poświęcić absolutnie wszystko dla naszego zbawienia. Nasz Zbawiciel zostawił wszystko co było związane z Jego pozycją w Królestwie Niebios i przybył na ziemię w grzesznym ludzkim ciele. „Albowiem znacie łaskę Pana naszego Jezusa Chrystusa, że będąc bogatym, stał się dla was ubogim, abyście ubóstwem jego ubogaceni zostali” (2 Kor 8,9). Nawet w najmniejszym stopniu nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie tego, co Jezus tam zostawił. Ponadto dla naszej egoistycznej natury jest to całkowicie niezrozumiałe. Każda próba poznania prawdy o dziele zbawienia prowadzi człowieka do punktu, w którym musi dokonać wyboru. Albo zachwycony miłością Boga do ludzi daje się mu pociągnąć i staje się Jego uczniem; albo odrzuca Bożą miłość i wybiera egoizm, podstawową cechę szatana, zostając uczniem a potem synem diabła. Nie ma innej możliwości, nie ma pozycji neutralnej. „Kto nie jest ze mną, jest przeciwko mnie” (Mt 12,30). Albo miłość Boga przełamuje egoizm i człowiek upada na kamień roztrzaskując skorupę egoizmu (Mt 21,44), aby Bóg mógł zmienić człowiekowi serce z kamiennego na mięsiste; albo egoizm wygrywa i człowiek pozostaje ze swoją starą naturą i swoimi grzechami. Ale wtedy kończy się to tak, że ten sam kamień w końcu go zmiażdży.

   Niektórzy chrześcijanie uważają, że Jezus wziął dosłownie nasze wszystkie grzechy na siebie, po czym poniósł karę jaka przysługuje grzesznikowi. Uważają oni, że Jezus nasze grzechy przybił do krzyża i w ten sposób rozwiązał problem grzechu. Taka interpretacja ma pewien poważny błąd, ponieważ przyjmuje takie rozwiązanie problemu, które leży na zewnątrz człowieka. Jednak Jezus powiedział, że warunkiem zbawienia jest narodzenie się na nowo, a to dotyczy wewnętrznej przemiany. To co na zewnątrz jest tylko skutkiem zmian dokonanych wewnątrz.

   Jeżeli ktoś uważa, że Jezus zmarł, ponieważ został ukarany za nasze grzechy które poniósł na krzyż, to tym samym twierdzi, że to Bóg doprowadził do śmierci swojego Syna. I do tego zrobił to cudzymi rękami, zmuszając ludzi do zabicia Jezusa. Czy to jest Boża sprawiedliwość? Na szczęście Bóg poprzez Biblię podaje nam prawdziwy powód śmierci Jezusa na krzyżu. W Księdze Hioba szatan oskarżył Boga o to, że ludzie nie są posłuszni Bogu z miłości, ale z egoizmu, ponieważ Bóg „kupuje” sobie ich posłuszeństwo. Bóg zezwolił na próbę i z tego powodu Hioba, wiernego sługę Stwórcy, dotknęły niewyobrażalne cierpienia. Stracił majątek, potem rodzinę a w końcu zdrowie. Bóg nie pozwolił, aby szatan zabił Hioba i tylko dlatego przeżył on to wszystko. Ten przykład wyraźnie pokazuje, że prawdziwym źródłem nieszczęść jest szatan, a nie Bóg. To szatan chciał doprowadzić do śmierci Jezusa, aby uniemożliwić Mu wykonanie misji zbawienia ludzkości. To szatan, a nie Bóg, zabił Jezusa rękami posłusznych mu ludzi.

   W tym momencie niektórzy mogą mi zarzucić, że to co piszę jest niezgodne z Biblią. Jako dowód mogą podać na przykład ten cytat: „Najpierw bowiem podałem wam to, co i ja przejąłem, że Chrystus umarł za grzechy nasze według Pism” (1 Kor 15,3). Słowo „za” zostało tu przetłumaczone z greckiego słowa „hyper”, które ma kilka znaczeń, między innymi „z powodu”. To znaczenie zmienia sens tego zdania i to w znaczący sposób. To samo słowo znajduje się w innym fragmencie: „Chrystus, gdy jeszcze byliśmy słabi, we właściwym czasie umarł ZA bezbożnych” (Rz 5,6). Tłumaczenie z użyciem "z powodu" zamiast "za" pozwala inaczej spojrzeć na to, co apostoł Piotr powiedział o Chrystusie do Żydów: „Wam to Bóg najpierw, wzbudziwszy Syna swego, posłał Go, aby wam błogosławił, ODWRACAJĄC KAŻDEGO Z WAS OD ZŁOŚCI WASZYCH” (Dz 3,26). „Jego wywyższył Bóg prawicą swoją jako Wodza i Zbawiciela, aby dać Izraelowi możność UPAMIĘTANIA SIĘ I ODPUSZCZENIA GRZECHÓW” (Dz 5,31).

   „W całym wszechświecie był tylko jeden, który w zastępstwie człowieka mógł spełnić to żądanie” – żądanie śmierci grzesznika. Czy Jezus zmienił Boże prawo i unieważnił przepis mówiący o tym, że zapłatą za grzech jest śmierć? Czy zrobił coś, co jest według mnie jawnym pogwałceniem sprawiedliwości, czyli został ukarany za nasze winy? A może zrobił coś, co powinno nam otworzyć oczy na prawdę i spowodować upamiętanie i odrzucenie grzechu, zmianę charakteru? Każdy z nas musi sam zdecydować, która wersja jest zgodna z Biblią oraz przedstawionym w niej Bożym charakterem.
--------
EGW, PP – Ellen G. White „Patriarchowie i prorocy”
EGW DA – Ellen G. White „Desire of Ages”